Reklama

Jan Maciejewski: Oto głowa zdrajcy

Nie osuwali się na dno, tam, gdzie ostatecznie skończyli – jedni za granicą, inni na ulicy, jeszcze inni na salonach, racjonalizując sobie swoje skur… filozoficznymi wywodami o determinizmie dziejów. Na tym etapie byli już wypruci, bezradni jak zeżarty syfilisem libertyn. Tu jeszcze fruną wysoko, z poczuciem, że przemawia przez nich coś większego od historii, od człowieka, od Polski.
Jan Maciejewski: Oto głowa zdrajcy

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

Reklama

Nie chodziło o pieniądze. Mogły być co najwyżej dodatkiem, jak filiżanka kawy podczas spotkania. Pretekst, coś, czym można się zająć, kiedy zapada niezręczna cisza. A poza tym – brali wtedy wszyscy i wszędzie. To było w dobrym tonie. Wyjść z rozmowy bez łapówki było trochę jak wejść na nią w domowym stroju: okazać brak szacunku rozmówcy i samemu sobie. I wszyscy byli też równie niemoralni. Opisy zdrad, hipokryzji, podwójnego życia, seksualnego rozwielmożnienia mogą robić wrażenie tylko bez dodania kontekstu epoki. Wzywanie obcych potęg na pomoc, załatwianie własnych spraw cudzymi rękoma – też nic szczególnie oryginalnego. Podobnie jak stawianie wyżej interesów własnych i własnej rodziny od obowiązków względem ojczyzny.

Pozostało jeszcze 84% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama