Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Zacznę od tego, że zawsze miałam psy i poza jedną wyżlicą wszystkie były mieszańcami. Odratowanymi, ze schronisk albo znalezionymi przy drodze. Najlepsze, najmądrzejsze, najwierniejsze.
Kilka lat temu znalazłam się w gościnnym gospodarstwie prowadzonym przez kobietę, która pracuje w pobliskim miasteczku i jest tam osobą znaczącą. Na pierwszym spacerze po tej wsi zobaczyłam dwa psy uwiązane na smyczy do budy. Były niewielkie, a na widok człowieka reagowały radosnym szczekaniem i trudno wyobrazić sobie, że spuszczone stanowią siłę obronną tego gospodarstwa. Weszłam tam, zagadując gospodynię o jabłka, które poszła dla mnie zerwać. Przez ten czas zbliżyłam się do psów. Były brudne, wychudzone, cale w kleszczach i zaplątane w długie smycze tak, że właściwie nie mogły się poruszać. W miskach widać było resztki suchego chleba. Kiedy gospodyni przyniosła mi jabłka, mogłam się jej lepiej przyjrzeć. Nie wyglądała na zabiedzoną. Kiedy spytałam, czy psy są spuszczane z tych uwięzi, powiedziała, że nie ma takiej potrzeby, bo smycze są przepisowo długie, a jakby je spuściła, toby pouciekały.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: