Reklama

Jan Maciejewski: Tadeusz Isakowicz-Zaleski już nie przeszkadza

Majestat śmierci, żałobny nastrój nie powinien być wymówką od nazywania rzeczy po imieniu – ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski był cierniem w… stopie. Taka była jego publiczna rola, jego powołanie. Również to kapłańskie.
Jan Maciejewski: Tadeusz Isakowicz-Zaleski już nie przeszkadza

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

Wolałbym, żeby ksiądz Isakowicz-Zaleski zajmował się tymi sprawami, którymi powinien zajmować się ksiądz” – nie ma co akurat szczególnie pastwić się nad Andrzejem Dudą. Te same słowa, które prezydent wypowiedział publicznie w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim, prywatnie, po cichu wymsknęły się z pewnością niejednemu. Znudzonym esbekom, którzy musieli zarywać noce, żeby najpierw go nachodzić, a potem bestialsko skatować. Hierarchom Kościoła, kłutym w oczy koniecznością przeprowadzenia lustracji albo (choć akurat te dwie sprawy dość ściśle się ze sobą łączą) rozbicia lawendowej mafii w swoich szeregach. Rządzącym właściwie wszystkich ekip, dla których od okazania czci i upamiętnienia ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu zawsze było coś ważniejszego. Majestat śmierci i żałobny nastrój nie powinien być wymówką od nazywania rzeczy po imieniu – ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski był cierniem w… stopie. Taka była jego publiczna rola, jego powołanie. Również to kapłańskie.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama