Dobrawa nie ma wśród czeskich kronikarzy zbyt dobrej prasy.
Głównie u kronikarza Kosmasa. Ale to chyba wynik uprzedzeń. W swojej kronice Kosmas bardzo źle, można wręcz powiedzieć, że z nienawiścią, odnosi się do Bolesława Chrobrego i wydaje się, że te emocje przeniósł na jego matkę, żonę Mieszka I. Ale proszę zauważyć, że Kosmas pisał swoją kronikę na początku XII wieku. Nie był kronikarzem współczesnym. Gdyby tak było, moglibyśmy do tej jego niechęci podchodzić bardziej poważnie. A z drugiej strony mamy Thietmara, który również nie lubił Piastów, i on w swojej kronice bardzo pozytywnie się o Dobrawie wyraża. To samo tradycja dworska, którą zapisał Gall Anonim na początku XII wieku.
A zastanawiał się pan, dlaczego Czesi mają swojego św. Wacława, a my nie mamy św. Mieszka I?
Tak, i nie znajduję odpowiedzi. Ale Wacław wcale nie wprowadzał chrześcijaństwa w Czechach. Pierwszym ochrzczonym czeskim księciem był Bożywoj, którego chrzcił św. Metody. On też nie jest świętym. Jego następcy Wratysław i Spitygniew też nie są. Dopiero Wacław, syn Wratysława, bardzo pobożny władca zamordowany na zlecenie swojego brata, czyli Bolesława – ojca Dobrawy. Oczywiście zastanawiające jest, dlaczego Mieszko, który przyjął chrzest i konsekwentnie żył według zasad wiary chrześcijańskiej, świętym nie został. Przecież wytrwał przy wierze, nie potraktował jej instrumentalnie. Jego gorliwość we wprowadzaniu chrześcijaństwa, budowanie kościołów, wyposażanie ich, później zabiegi o biskupstwo, o które starał się zaraz po chrzcie i dostał już w 968 roku, są zdumiewające. Przecież my mieliśmy biskupstwo wcześniej niż Czesi. Bożywoj przyjął chrzest w czasach św. Metodego ok. roku 875, a dopiero sto lat później Czesi uprosili się o biskupa.
Wspomniał pan o misji św. Cyryla i Metodego. Wiemy, że dotarli oni wcześniej do Krakowa. Dlaczego zatem chrztu Polski nie umieszczamy gdzieś w drugiej połowie IX wieku?
Nie ma co do tego poważniejszych wątpliwości, że misja Cyryla i Metodego dotarła do Małopolski. Mamy tego ślad w żywocie Metodego. Faktycznie jest tam zapis o tym, że w drugiej połowie IX wieku ochrzcił się książę Wiślan. Właściwie jest to proroctwo Metodego zapisanego w jego „Żywocie", które miał skierować do tego nieznanego z imienia księcia: „Dobrze będzie dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej". I dodatek: „Tak też się stało". Wskazuje to na to, że ów książę rzeczywiście przyjął chrzest. Wielu badaczy przypuszcza, że Świętopełk Morawski, za czasów którego Wielkie Morawy przejęły duże terytoria, narzucił swoją zwierzchność temu księciu i został on przymuszony do chrztu, a w konsekwencji przyjął też misjonarzy od Metodego. Tylko problem jest taki, że ta misja pozostawiła niewielkie ślady. Trwała krótko. To mogło się stać między 875 a 879 rokiem. Metody żyje do 885 roku, a po jego śmierci Świętopełk wypędza jego uczniów i duchownych metodiańskich z Moraw i zaprasza na ich miejsce łacinników.
Były próby, ale nie było ciągłości?
Ciągłość mogła być, uczniów Metodego mogli przecież zastąpić łacinnicy. Przede wszystkim nie było państwa, nie było monarchii. Wielkie Morawy pod uderzeniami pogańskich Węgrów w latach 905–906 roku upadają. Zyskują na tym następcy księcia czeskiego Bożywoja. Gdzieś po 940 roku Śląsk i Małopolska dostają się pod panowanie ojca Dobrawy, czyli Bolesława. Będąc w sojuszu z Wieletami, zbliżają się do Polan. I dopiero wtedy na terytorium Wielkopolski w ciągu bardzo krótkiego czasu powstaje 18 grodów, z czego pięć potężnych: Poznań, Lednica, Gniezno, Giecz, Grzybowo. Grzybowo ma prawie 5 hektarów powierzchni, wały wysokie na 16 metrów mają u podstawy do 25 metrów. Ile do tego potrzeba było dębów? Oblicza się, że do wybudowania umocnień grodowych w Poznaniu wykorzystano ok. 35 tys. belek dębowych. Zaczyna się rodzić państwo.
Po chrzcie Mieszka chrześcijaństwo rozprzestrzenia się błyskawicznie. Pojawiają się pierwsi męczennicy. Już za czasów Bolesława Chrobrego mamy świętego Wojciecha, Pięciu Polskich Braci Męczenników, Świętego Brunona.
Ten ostatni to postać wyjątkowa.
Ale zapomniana.
Faktycznie, a przecież podobnie jak Wojciech poniósł on śmierć męczeńską razem z 18 towarzyszami. Stało się to w marcu 1009 roku na pograniczu prusko-jaćwieskim. Jego ciało też wykupił Bolesław Chrobry. Gdzieś je złożył, ale nie wiemy gdzie.
Są hipotezy, że była to Łomża lub Przemyśl.
Jest kilka potencjalnych lokalizacji, ale nie mamy na ten temat żadnych zapisów w kronikach. Dlaczego był wyjątkowy? Przede wszystkim dlatego, że obszar jego działania był ogromny. Od niego w jakimś sensie wywodzi się Pięciu Polskich Braci Męczenników. Dwóch z nich – Jan i Benedykt – było towarzyszami Brunona. On miał przybyć z nimi do Polski, ale wyjechał do Rzymu. Zanim dotarł na nasze ziemie, Jan i Benedykt wraz z trzema współtowarzyszami zostali zamordowani. Spod jego ręki wyszedł „Żywot św. Wojciecha" oraz „Żywot Pięciu Braci". Działał na terenie Prusów, Jaćwięgów. Sam udawał się do Węgrów i Pieczyngów. Wprawdzie władcy węgierscy, Gejza i Stefan, byli już chrześcijanami, ale były tam spore tereny pogańskie. Wysłany przez niego do Szwecji biskup misjonarz (o nieznanym nam imieniu) sprawił, że król szwedzki Olaf Skötkonung przyjął chrzest. Od tego zaczyna się na dobre chrystianizacja Szwedów.
Wróćmy jednak do Mieszka. Dziś mówimy, że jego decyzja była bardzo ważna, wręcz państwowotwórcza. A co by się stało, gdyby tego chrztu jednak nie przyjął?
Ja bym powiedział, że ona była nie tylko państwowotwórcza, ale narodowotwórcza. Ale wracając do pytania. Myślę, że trzeba rozważać kilka scenariuszy. Gdyby nie przyjął chrztu, to jego koniec mógłby nastąpić już w 967 roku, gdy Wichman ponownie uderzył na jego państwo z Wolinianami. Gdyby on wtedy nie miał wsparcia Bolesława, pewnie by przegrał. Centrum państwa zostałoby złupione i zniszczone, a monarchia Piastów przestałaby istnieć. Monarchia czeska wzięłaby Małopolskę, Ruś – Mazowsze i koniec. Część mogliby jeszcze przejąć Węgrzy, którzy kontrolowali Przemyśl i terytoria Lędzian na wschodzie.
Ale mógł się związać z Rusią lub Węgrami.
Gdyby połączył się z Rusią, zapewne zostałby wchłonięty przez to potężne państwo rządzone przez Waregów, czyli szwedzkich Normanów. To była potęga zagrażająca Bizancjum. Przecież w 965 roku Światosław rozbił potężny Chaganat Chazarski i zdobył ich stolicę Itil w pobliżu ujścia Wołgi do Morza Kaspijskiego. To są fakty, które świadczą o potędze Rusi. Złączenie się z nią skutkowałoby tym, że Mazowsze i Wielkopolska stałyby się częścią władztwa ruskiego. Załóżmy, że skorzystałby z pomocy Węgrów i udałoby się odeprzeć atak Wichmana. Ale wciąż zagrożeniem byliby dla niego Wieleci, od południa Czesi, od wschodu Ruś, a na zachodzie rosnąca potęga Cesarstwa Niemieckiego. Jego czas byłby policzony.
Za Mieszka I chrześcijaństwo się rozwija, podobnie za czasów jego syna Bolesława Chrobrego, ale już za panowania wnuka, czyli Mieszka II, następuje załamanie. Pojawia się tzw. reakcja pogańska.
Doszło do tego na części terytorium. I tu chyba znajdziemy odpowiedź na pana wcześniejsze pytanie o to, jak długo pogaństwo mogłoby się utrzymywać na ziemiach polskich. Wydaje się, że właśnie do czasu pierwszego konfliktu wewnątrz dynastii. A ten następuje właśnie w latach 30. XI wieku za panowania Mieszka II. Rok 1031 jest tym momentem, w którym następuje konflikt między Mieszkiem II i jego braćmi – starszym Bezprymem i młodszym Ottonem. Bezprym, chcąc pozbawić tronu Mieszka, współdziała z Ottonem, łączy się w koalicję z Jarosławem Mądrym, czyli Rusią Kijowską, i z cesarzem Konradem II. Doprowadza do wybuchu powstania przeciwko Mieszkowi i wtedy rzeczywiście dochodzi do reakcji pogańskiej. Sytuacja jest bowiem bardzo niespokojna. Mieszko traci władzę, obejmuje ją Bezprym, ale po kilku miesiącach zostaje zamordowany, wraca Mieszko, dzieli kraj między Ottona i wnuka Mieszka I z drugiego małżeństwa z Odą Dytryka. Potem Otto umiera, nie wiemy, co się dzieje z Dytrykiem, ale Mieszkowi udaje się zjednoczyć państwo. Jednak umiera nagle w 1034 roku. Potem na trzy lata władzę obejmuje Kazimierz Odnowiciel, ale zostaje wypędzony. Uchodzi z kraju i na Węgrzech w 1038 roku zostaje uwięziony. Korzystając z tego zamieszania, w 1039 roku książę czeski Brzetysław uderza na centrum państwa i niszczy je. I tu z kroniki Kosmasa możemy wywnioskować, że reakcja pogańska miała miejsce jedynie na prowincji. W dużych grodach chrześcijaństwo miało się dobrze.
Co takiego napisał Kosmas?
Podaje on dokładnie, co się działo w Polsce podczas najazdu Brzetysława. Poznań, Ostrów, Gniezno, Giecz są nietknięte, jeśli idzie o reakcję pogańską. Są w nich kościoły, pięknie wyposażone w złote ołtarze, kielichy, krzyże itd. Przecież gdyby doszło do upadku chrześcijaństwa w tych grodach, to ludność wszystko by zagarnęła! Kosmas podaje, że Brzetysław łupi grody i je niszczy. Wywozi ciało św. Wojciecha, Pięciu Braci Męczenników, biskupa Gaudentego, zabiera całe wyposażenie kościoła gnieźnieńskiego, które w roku 1000 ufundował Otton, zabiera wielki krzyż Bolesława o trzykrotnej wadze króla. Dalej pisze, że na 100 wozach wieźli całe bogactwo Polski. Do tego wzięli mnóstwo jeńców. I to nam pokazuje, że ta reakcja dotyczyła jedynie prowincji. Ocalała z tego jedynie Małopolska, która została nietknięta.
To ostatni taki moment kryzysowy?
Tak. W wyniku najazdu Brzetysława przestało istnieć arcybiskupstwo gnieźnieńskie, biskupstwo poznańskie i wrocławskie. Zostało tylko krakowskie. I dopiero kiedy Kazimierz Odnowiciel wraca do Polski, odbudowuje kościoły i państwo. Od Kazimierza Odnowiciela nie mamy już żadnego powrotu do pogaństwa. Nawet dramatycznie zakończony konflikt Bolesława Szczodrego z biskupem krakowskim Stanisławem w roku 1079 nie doprowadził do załamania. Nic takiego nie stało się także w okresie tzw. rozbicia dzielnicowego. A w XV wieku kronikarze zaczną określać Polskę mianem „antemurale christianitatis" (przedmurze chrześcijaństwa).
A w XVII wieku papież Innocenty XI w liście do polskiego senatu nazwał Polskę „prevalidum ac illustre christianitatis Reipublicae propugnaculum" – potężną i wspaniałą osłoną chrześcijańskiej Rzeczypospolitej.
To prawda, ale nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie decyzja Mieszka podjęta w 965 roku i jego o rok późniejszy chrzest. To on sprawił, że nasz kraj znalazł się w kręgu kultury chrześcijańskiej.
—rozmawiał Tomasz Krzyżak
Prof. Krzysztof Józef Ożóg jest historykiem, mediewistą związanym z Uniwersytetem Jagiellońskim. Ostatnio opublikował „966. Chrzest Polski"
PLUS MINUS
Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
prenumerata.rp.pl/plusminus
tel. 800 12 01 95