Reklama

Co by było, gdyby Mieszko nie przyjął chrztu…

Krzysztof Ożóg | Książę przed chrztem uczestniczył w trzech kilkudniowych cyklach katechetycznych, podczas których wprowadzono go w prawdy wiary chrześcijańskiej. Równocześnie został pouczony, których modlitw musi się nauczyć.

Aktualizacja: 16.04.2016 09:29 Publikacja: 14.04.2016 13:05

Krzysztof Ożóg

Krzysztof Ożóg

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

"Plus Minus": Co takiego stało się w 966 roku, że władca młodego państwa polskiego Mieszko decyduje się na przyjęcie wiary chrześcijańskiej?

Krzysztof Ożóg: Tak naprawdę w 966 roku decyzja o przyjęcia chrztu była już podjęta. Była związana bezpośrednio z układem, który Mieszko zawarł rok wcześniej z księciem czeskim Bolesławem, o małżeństwie z jego córką Dobrawą.

Innymi słowy, Mieszko przygotowywał się do tego od dłuższego czasu?

Zdecydowanie. Możemy nawet datować początek tego procesu, gdy Mieszko zaczyna jakiś namysł. Zaczyna się to po przegranej przez niego wojnie w 963 roku z Wieletami, którymi dowodził jeden z możnych saskich Wichman. Porażka Mieszka była ogromna. Przegrał dwie bitwy – w jednej z nich zginął jego brat, a Wichman złupił państwo. Właśnie wtedy Mieszko stanął przed dylematem. Albo szukać sojusznika, albo próbować się obronić przed Wichmanem własnymi siłami, bo spodziewał się kolejnego ataku. I on rzeczywiście nastąpił w 967 roku, ale wtedy polski książę był już w innej sytuacji. Natomiast przegrane bitwy w 963 roku są początkiem, gdy on zastanawia się, co robić.

Jakie miał inne możliwości?

Reklama
Reklama

Mógł szukać sojusznika wśród pogańskich sąsiadów, czyli zostać w tym świecie, w którym żył dotychczas. Mógł związać się układem z pogańską Rusią Kijowską lub z Węgrami, którzy wprawdzie nie tworzyli jeszcze państwa, ale osiedli już w Kotlinie Karpackiej jako koczownicy i przez co najmniej pół wieku prowadzili aktywne akcje militarne. Zostali wprawdzie pokonani przez Ottona na Lechowym Polu w 955 roku, ale wciąż zachowywali bardzo dużą potęgę.

Nie decyduje się jednak na sojusz ani z Rusią, ani z Węgrami.

Zaczyna układać się z jedynym sąsiadem chrześcijańskim, księciem czeskim Bolesławem. Ma go za sąsiada przez Śląsk i Małopolskę. Te układy zostają sfinalizowane w roku 965. I wtedy właśnie zapadła decyzja o przyjęciu chrześcijaństwa. Warunkiem jego małżeństwa z Dobrawą było przyjęcie chrztu. Bolesław nie wydałby przecież swojej córki za pogańskiego władcę. A więc Mieszko myślał o tym co najmniej dwa lata.

Czyli u podstaw tej decyzji stała polityka.

Powiedziałbym raczej, że sytuacja państwa po klęsce. To jest coś więcej niż tylko polityka, bo to jest moment zagrożenia dla rodzącej się monarchii i podległego jej ludu. I tu pojawia się dylemat, jaką drogę wybrać. Oczywiście sytuacja polityczna skłania Mieszka do przyjęcia chrztu, ale motywy są o wiele głębsze. Bo z tą decyzją o wyborze sojuszu z Czechami i przyjęciem chrztu idzie w parze świadomy wybór świata chrześcijańskiego jako miejsca, w którym on chce być ze swoją monarchią. Pociągała go zapewne atrakcyjność tego świata. A ona była ogromna, bo przecież świat chrześcijański miał już wielką tradycję organizacji państwa. Władza monarsza była przez wiarę sakralizowana. Pochodziła od Boga, a to zdecydowanie podnosiło godność monarchy. Mieszko zabiegał o to, by jego poddani także weszli do tego świata i tym samym szli drogą zbawienia.

Czy ten moment, w którym Mieszko decyduje się na chrzest, można uznać za „ostatnią chwilę"? Można było się spodziewać tego, że Polska za jakiś czas zostanie państwem chrześcijańskim. Tyle tylko, że wówczas zostałaby pewnie nawrócona siłą.

Reklama
Reklama

Tego nie wiemy, bo tu obserwujemy bardzo ciekawy proces. Ta część Europy, w której leżały ziemie nad Wisłą i Odrą, w IX–X wieku wchodziła w skład wielkiej strefy rozciągającej się od Łaby po Azję, od Dunaju po Skandynawię, która nie miała żadnych struktur państwowych. Rodzą się one powoli w Czechach, Polsce, Danii, Szwecji, Norwegii, na Rusi i na Węgrzech. Bez struktur państwowych pozostawało Połabie i ludy bałtyjskie, które do końca pozostały przy pogaństwie. Jedynie Litwa przyjęła chrześcijaństwo, ale dopiero w XIV wieku. I tamtą decyzję Jagiełły można uznać za podjętą w ostatnim momencie, bo wisiał nad nią miecz Krzyżaków. Na proces formowania się struktur państwowych nakłada się drugi. Władcy tych państw decydują się bez przymusu na przyjęcie chrześcijaństwa. Niekiedy trwało to bardzo długo. W państwie Mieszka ten proces jest błyskawiczny. Wedle najnowszych badań państwo powstaje między 920 a 940 rokiem. W 966 roku jest już w orbicie państw chrześcijańskich. Jest to zatem właściwie kwestia jednego pokolenia.

Jak wyglądało to u naszych sąsiadów?

Weźmy przykład Rusi Kijowskiej. Państwo z ośrodkiem władzy w Nowogrodzie powstaje w 862 roku, a Włodzimierz Wielki chrześcijaństwo przyjmuje dopiero w 987 roku, a więc 125 lat po tym, gdy powstały struktury państwa. To samo jest z monarchiami skandynawskimi. Na początku funkcjonowały jako państwa pogańskie, a dopiero na początku XI wieku przyjmują wiarę chrześcijańską. Czasami dzieje się to z oporami ze strony elity, czasami bez oporów. U Mieszka ten proces przebiega, jak wspomniałem, bardzo szybko. Wpływ na to ma właśnie ta sytuacja zagrożenia. Ale proszę zauważyć, że nie występuje ono ze strony sąsiada chrześcijańskiego, lecz pogan. Wieleci byli przecież poganami. Również Wolinianie, którzy zaatakowali Mieszka w 967 roku, byli poganami. Wprawdzie dowodził nimi Wichman, który był ochrzczony, ale on się zbuntował przeciwko cesarzowi.

Mieszko zawiera zatem sojusz z Bolesławem czeskim. Ma poślubić jego córkę. Wiemy, z jak dużym dworem przybyła do Polski Dobrawa?

Nie jesteśmy w stanie tego powiedzieć. To była raczej niewielka grupa. Na pewno dwie, trzy panie z dworu Przemyślidów towarzyszyły Dobrawie. Z całą pewnością musieli w jej kręgu być jacyś misjonarze i kapelani. Ta grupa duchownych miała za zadanie pouczyć Mieszka i przekonać do wiary chrześcijańskiej.

Ale ci duchowni musieli mieć zgodę na działalność misyjną od jakiegoś biskupa. W Czechach biskupstwa jednak nie było.

Reklama
Reklama

Niewątpliwie przybyli do Polski za zgodą biskupa Ratyzbony. Tam ta grupa misjonarzy została uformowana i wraz z Dobrawą wysłana do Piastów. Na pewno czeska księżniczka przybywa do Poznania jesienią lub na początku zimy 965 roku. Wtedy zaczyna się przygotowanie Mieszka i jego otoczenia do chrztu. Książę wysłuchał, zgodnie z ówczesnym obyczajem, kilku nauk.

To znaczy ilu?

Myślę, że możemy mówić o trzech kilkudniowych cyklach katechetycznych, podczas których wprowadzono go w prawdy wiary chrześcijańskiej. Równocześnie został pouczony, których modlitw musi się nauczyć.

Nie dotyczyło to jednak wyłącznie księcia, ale także jego najbliższego otoczenia?

Z pewnością, choć nie wiemy, czy cała jego drużyna w tym uczestniczyła. Być może była to jedynie kadra, czyli starszyzna drużyny. Trudno sobie bowiem wyobrazić, żeby Mieszko samodzielnie podjął decyzję o sojuszu z Bolesławem – przecież mniej więcej do roku 950 Czesi byli śmiertelnym wrogiem Polan. Musimy pamiętać, że państwo polskie ukształtowało się dlatego, że ojciec Dobrawy po zamordowaniu swojego brata Wacława – późniejszego świętego – związał się sojuszem z Wieletami. To był sojusz śmiertelny dla Polan. I oni wtedy właśnie decydują się na budowę wielkich grodów. A przewodzi im ojciec Mieszka I Siemomysł. To jest początek władzy monarszej u Polan. Sojusz czesko-wielecki rozpada się, dopiero kiedy Bolesław Czeski zostaje w 950 roku zmuszony do złożenia hołdu Ottonowi I. Potęga Królestwa Niemiec była już tak wielka, że Otton narzucił Bolesławowi swoją zwierzchność i zmusił go do zerwania sojuszu z Wieletami.

Reklama
Reklama

Mieszko też w pewnym momencie zwróci się na Zachód. Na dwór Ottona wyśle swojego pierworodnego syna Bolesława.

Tak, ale dopiero sporo później. Już po zawarciu sojuszu z Czechami i po przyjęciu chrześcijaństwa.

Jakie korzyści miał Mieszko z tego przymierza z Bolesławem?

Korzyści mieli obaj, bo ten sojusz zadziałał. Pierwszą próbę przeszedł już rok po chrzcie polskiego księcia. W 967 roku Wichman po raz drugi uderzył na Polan, Mieszko, mając posiłki od Bolesława, pokonał go. Wichman w tej potężnej i decydującej bitwie zginął. Polacy i Czesi wspólnie zgładzili śmiertelnego wroga.

Wiemy, że misja chrystianizacyjna przybyła do Poznania w końcu 965 roku. Wiemy, że Mieszko ochrzcił się w 966 roku – najpewniej w Wielką Sobotę, 14 kwietnia. Ale gdzie?

Reklama
Reklama

Rzeczywiście dysponujemy jedynie datą roczną. W „Roczniku kapitulnym krakowskim" zapisano tak: „DCCCCLXV Dubrouka ad Meskonem venit" („965 – Dąbrówka przybyła do Mieszka") oraz „DCCCCLXVI Mesco dux Polonie baptizatur" („966 – Mieszko książę polski przyjmuje chrzest"). Nieco później wiadomości o ślubie i małżeństwie Mieszka podaje też niemiecki kronikarz Thietmar. To samo mówi tradycja dynastyczna zapisana w kronice Galla Anonima. Żadne źródło faktycznie nie wspomina o miejscu tego wydarzenia. Tradycja dziejopisarska mówiła o Gnieźnie. Ale dopiero badania archeologiczne doprowadziły nas do tego, że mówimy o Poznaniu lub Ostrowie Lednickim.

Skąd te przypuszczenia?

Na terenie dawnego grodu w Poznaniu odkryte zostały ślady baptysterium. Były one zlokalizowane pod dzisiejszą katedrą, która stoi na miejscu świątyni wybudowanej przez drugiego biskupa poznańskiego Ungera, a więc w czasach Mieszka. Drugi trop prowadzi nas do Ostrowa Lednickiego. Tam w kaplicy, która była przy rezydencji książęcej, odkryto ślady po basenach chrzcielnych. Obie budowle, ta w Poznaniu i ta w Ostrowie, powstały ok. 965–966. Natomiast w Gnieźnie nie znaleziono żadnych wyraźnych śladów. Dziś wśród badaczy panuje przekonanie, że chrzest Mieszka i jego najbliższego otoczenia odbył się w Poznaniu bądź Ostrowie Lednickim. Na pierwszym miejscu stawiany jest Poznań, bo tu ulokowano siedzibę pierwszego biskupa w 968 roku.

Ale część naukowców skłania się jednak ku Ostrowie. Wysuwany jest np. argument, że misy chrzcielne z Poznania były wykonane z przepuszczającego wodę materiału.

To zawsze będzie przedmiotem dyskusji i dociekań. Moim zdaniem zdecydowanie lepsze umotywowanie ma Poznań. A to dlatego, że dzięki badaniom dendrochronologicznym, które pozwalają na ustalenie przybliżonej daty ścięcia drzewa, uznano, że dębowa belka znajdująca się pod tamtejszą misą chrzcielną została ścięta po 962 roku. A to dowód na to, że katedra była budowana w czasie panowania Mieszka. Na Ostrowie Lednickim daty są mniej pewne. Ale ja uważam, że oba te miejsca trzeba traktować równorzędnie. Więcej argumentów przemawia za Poznaniem, choć nie można wykluczać także Gniezna. Tam te ślady mogły przecież zostać zniszczone podczas rozmaitych przebudów i dlatego nie udało się ich odkryć.

Reklama
Reklama

Dobrawa nie ma wśród czeskich kronikarzy zbyt dobrej prasy.

Głównie u kronikarza Kosmasa. Ale to chyba wynik uprzedzeń. W swojej kronice Kosmas bardzo źle, można wręcz powiedzieć, że z nienawiścią, odnosi się do Bolesława Chrobrego i wydaje się, że te emocje przeniósł na jego matkę, żonę Mieszka I. Ale proszę zauważyć, że Kosmas pisał swoją kronikę na początku XII wieku. Nie był kronikarzem współczesnym. Gdyby tak było, moglibyśmy do tej jego niechęci podchodzić bardziej poważnie. A z drugiej strony mamy Thietmara, który również nie lubił Piastów, i on w swojej kronice bardzo pozytywnie się o Dobrawie wyraża. To samo tradycja dworska, którą zapisał Gall Anonim na początku XII wieku.

A zastanawiał się pan, dlaczego Czesi mają swojego św. Wacława, a my nie mamy św. Mieszka I?

Tak, i nie znajduję odpowiedzi. Ale Wacław wcale nie wprowadzał chrześcijaństwa w Czechach. Pierwszym ochrzczonym czeskim księciem był Bożywoj, którego chrzcił św. Metody. On też nie jest świętym. Jego następcy Wratysław i Spitygniew też nie są. Dopiero Wacław, syn Wratysława, bardzo pobożny władca zamordowany na zlecenie swojego brata, czyli Bolesława – ojca Dobrawy. Oczywiście zastanawiające jest, dlaczego Mieszko, który przyjął chrzest i konsekwentnie żył według zasad wiary chrześcijańskiej, świętym nie został. Przecież wytrwał przy wierze, nie potraktował jej instrumentalnie. Jego gorliwość we wprowadzaniu chrześcijaństwa, budowanie kościołów, wyposażanie ich, później zabiegi o biskupstwo, o które starał się zaraz po chrzcie i dostał już w 968 roku, są zdumiewające. Przecież my mieliśmy biskupstwo wcześniej niż Czesi. Bożywoj przyjął chrzest w czasach św. Metodego ok. roku 875, a dopiero sto lat później Czesi uprosili się o biskupa.

Wspomniał pan o misji św. Cyryla i Metodego. Wiemy, że dotarli oni wcześniej do Krakowa. Dlaczego zatem chrztu Polski nie umieszczamy gdzieś w drugiej połowie IX wieku?

Nie ma co do tego poważniejszych wątpliwości, że misja Cyryla i Metodego dotarła do Małopolski. Mamy tego ślad w żywocie Metodego. Faktycznie jest tam zapis o tym, że w drugiej połowie IX wieku ochrzcił się książę Wiślan. Właściwie jest to proroctwo Metodego zapisanego w jego „Żywocie", które miał skierować do tego nieznanego z imienia księcia: „Dobrze będzie dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej". I dodatek: „Tak też się stało". Wskazuje to na to, że ów książę rzeczywiście przyjął chrzest. Wielu badaczy przypuszcza, że Świętopełk Morawski, za czasów którego Wielkie Morawy przejęły duże terytoria, narzucił swoją zwierzchność temu księciu i został on przymuszony do chrztu, a w konsekwencji przyjął też misjonarzy od Metodego. Tylko problem jest taki, że ta misja pozostawiła niewielkie ślady. Trwała krótko. To mogło się stać między 875 a 879 rokiem. Metody żyje do 885 roku, a po jego śmierci Świętopełk wypędza jego uczniów i duchownych metodiańskich z Moraw i zaprasza na ich miejsce łacinników.

Były próby, ale nie było ciągłości?

Ciągłość mogła być, uczniów Metodego mogli przecież zastąpić łacinnicy. Przede wszystkim nie było państwa, nie było monarchii. Wielkie Morawy pod uderzeniami pogańskich Węgrów w latach 905–906 roku upadają. Zyskują na tym następcy księcia czeskiego Bożywoja. Gdzieś po 940 roku Śląsk i Małopolska dostają się pod panowanie ojca Dobrawy, czyli Bolesława. Będąc w sojuszu z Wieletami, zbliżają się do Polan. I dopiero wtedy na terytorium Wielkopolski w ciągu bardzo krótkiego czasu powstaje 18 grodów, z czego pięć potężnych: Poznań, Lednica, Gniezno, Giecz, Grzybowo. Grzybowo ma prawie 5 hektarów powierzchni, wały wysokie na 16 metrów mają u podstawy do 25 metrów. Ile do tego potrzeba było dębów? Oblicza się, że do wybudowania umocnień grodowych w Poznaniu wykorzystano ok. 35 tys. belek dębowych. Zaczyna się rodzić państwo.

Po chrzcie Mieszka chrześcijaństwo rozprzestrzenia się błyskawicznie. Pojawiają się pierwsi męczennicy. Już za czasów Bolesława Chrobrego mamy świętego Wojciecha, Pięciu Polskich Braci Męczenników, Świętego Brunona.

Ten ostatni to postać wyjątkowa.

Ale zapomniana.

Faktycznie, a przecież podobnie jak Wojciech poniósł on śmierć męczeńską razem z 18 towarzyszami. Stało się to w marcu 1009 roku na pograniczu prusko-jaćwieskim. Jego ciało też wykupił Bolesław Chrobry. Gdzieś je złożył, ale nie wiemy gdzie.

Są hipotezy, że była to Łomża lub Przemyśl.

Jest kilka potencjalnych lokalizacji, ale nie mamy na ten temat żadnych zapisów w kronikach. Dlaczego był wyjątkowy? Przede wszystkim dlatego, że obszar jego działania był ogromny. Od niego w jakimś sensie wywodzi się Pięciu Polskich Braci Męczenników. Dwóch z nich – Jan i Benedykt – było towarzyszami Brunona. On miał przybyć z nimi do Polski, ale wyjechał do Rzymu. Zanim dotarł na nasze ziemie, Jan i Benedykt wraz z trzema współtowarzyszami zostali zamordowani. Spod jego ręki wyszedł „Żywot św. Wojciecha" oraz „Żywot Pięciu Braci". Działał na terenie Prusów, Jaćwięgów. Sam udawał się do Węgrów i Pieczyngów. Wprawdzie władcy węgierscy, Gejza i Stefan, byli już chrześcijanami, ale były tam spore tereny pogańskie. Wysłany przez niego do Szwecji biskup misjonarz (o nieznanym nam imieniu) sprawił, że król szwedzki Olaf Skötkonung przyjął chrzest. Od tego zaczyna się na dobre chrystianizacja Szwedów.

Wróćmy jednak do Mieszka. Dziś mówimy, że jego decyzja była bardzo ważna, wręcz państwowotwórcza. A co by się stało, gdyby tego chrztu jednak nie przyjął?

Ja bym powiedział, że ona była nie tylko państwowotwórcza, ale narodowotwórcza. Ale wracając do pytania. Myślę, że trzeba rozważać kilka scenariuszy. Gdyby nie przyjął chrztu, to jego koniec mógłby nastąpić już w 967 roku, gdy Wichman ponownie uderzył na jego państwo z Wolinianami. Gdyby on wtedy nie miał wsparcia Bolesława, pewnie by przegrał. Centrum państwa zostałoby złupione i zniszczone, a monarchia Piastów przestałaby istnieć. Monarchia czeska wzięłaby Małopolskę, Ruś – Mazowsze i koniec. Część mogliby jeszcze przejąć Węgrzy, którzy kontrolowali Przemyśl i terytoria Lędzian na wschodzie.

Ale mógł się związać z Rusią lub Węgrami.

Gdyby połączył się z Rusią, zapewne zostałby wchłonięty przez to potężne państwo rządzone przez Waregów, czyli szwedzkich Normanów. To była potęga zagrażająca Bizancjum. Przecież w 965 roku Światosław rozbił potężny Chaganat Chazarski i zdobył ich stolicę Itil w pobliżu ujścia Wołgi do Morza Kaspijskiego. To są fakty, które świadczą o potędze Rusi. Złączenie się z nią skutkowałoby tym, że Mazowsze i Wielkopolska stałyby się częścią władztwa ruskiego. Załóżmy, że skorzystałby z pomocy Węgrów i udałoby się odeprzeć atak Wichmana. Ale wciąż zagrożeniem byliby dla niego Wieleci, od południa Czesi, od wschodu Ruś, a na zachodzie rosnąca potęga Cesarstwa Niemieckiego. Jego czas byłby policzony.

Za Mieszka I chrześcijaństwo się rozwija, podobnie za czasów jego syna Bolesława Chrobrego, ale już za panowania wnuka, czyli Mieszka II, następuje załamanie. Pojawia się tzw. reakcja pogańska.

Doszło do tego na części terytorium. I tu chyba znajdziemy odpowiedź na pana wcześniejsze pytanie o to, jak długo pogaństwo mogłoby się utrzymywać na ziemiach polskich. Wydaje się, że właśnie do czasu pierwszego konfliktu wewnątrz dynastii. A ten następuje właśnie w latach 30. XI wieku za panowania Mieszka II. Rok 1031 jest tym momentem, w którym następuje konflikt między Mieszkiem II i jego braćmi – starszym Bezprymem i młodszym Ottonem. Bezprym, chcąc pozbawić tronu Mieszka, współdziała z Ottonem, łączy się w koalicję z Jarosławem Mądrym, czyli Rusią Kijowską, i z cesarzem Konradem II. Doprowadza do wybuchu powstania przeciwko Mieszkowi i wtedy rzeczywiście dochodzi do reakcji pogańskiej. Sytuacja jest bowiem bardzo niespokojna. Mieszko traci władzę, obejmuje ją Bezprym, ale po kilku miesiącach zostaje zamordowany, wraca Mieszko, dzieli kraj między Ottona i wnuka Mieszka I z drugiego małżeństwa z Odą Dytryka. Potem Otto umiera, nie wiemy, co się dzieje z Dytrykiem, ale Mieszkowi udaje się zjednoczyć państwo. Jednak umiera nagle w 1034 roku. Potem na trzy lata władzę obejmuje Kazimierz Odnowiciel, ale zostaje wypędzony. Uchodzi z kraju i na Węgrzech w 1038 roku zostaje uwięziony. Korzystając z tego zamieszania, w 1039 roku książę czeski Brzetysław uderza na centrum państwa i niszczy je. I tu z kroniki Kosmasa możemy wywnioskować, że reakcja pogańska miała miejsce jedynie na prowincji. W dużych grodach chrześcijaństwo miało się dobrze.

Co takiego napisał Kosmas?

Podaje on dokładnie, co się działo w Polsce podczas najazdu Brzetysława. Poznań, Ostrów, Gniezno, Giecz są nietknięte, jeśli idzie o reakcję pogańską. Są w nich kościoły, pięknie wyposażone w złote ołtarze, kielichy, krzyże itd. Przecież gdyby doszło do upadku chrześcijaństwa w tych grodach, to ludność wszystko by zagarnęła! Kosmas podaje, że Brzetysław łupi grody i je niszczy. Wywozi ciało św. Wojciecha, Pięciu Braci Męczenników, biskupa Gaudentego, zabiera całe wyposażenie kościoła gnieźnieńskiego, które w roku 1000 ufundował Otton, zabiera wielki krzyż Bolesława o trzykrotnej wadze króla. Dalej pisze, że na 100 wozach wieźli całe bogactwo Polski. Do tego wzięli mnóstwo jeńców. I to nam pokazuje, że ta reakcja dotyczyła jedynie prowincji. Ocalała z tego jedynie Małopolska, która została nietknięta.

To ostatni taki moment kryzysowy?

Tak. W wyniku najazdu Brzetysława przestało istnieć arcybiskupstwo gnieźnieńskie, biskupstwo poznańskie i wrocławskie. Zostało tylko krakowskie. I dopiero kiedy Kazimierz Odnowiciel wraca do Polski, odbudowuje kościoły i państwo. Od Kazimierza Odnowiciela nie mamy już żadnego powrotu do pogaństwa. Nawet dramatycznie zakończony konflikt Bolesława Szczodrego z biskupem krakowskim Stanisławem w roku 1079 nie doprowadził do załamania. Nic takiego nie stało się także w okresie tzw. rozbicia dzielnicowego. A w XV wieku kronikarze zaczną określać Polskę mianem „antemurale christianitatis" (przedmurze chrześcijaństwa).

A w XVII wieku papież Innocenty XI w liście do polskiego senatu nazwał Polskę „prevalidum ac illustre christianitatis Reipublicae propugnaculum" – potężną i wspaniałą osłoną chrześcijańskiej Rzeczypospolitej.

To prawda, ale nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie decyzja Mieszka podjęta w 965 roku i jego o rok późniejszy chrzest. To on sprawił, że nasz kraj znalazł się w kręgu kultury chrześcijańskiej.

—rozmawiał Tomasz Krzyżak

Prof. Krzysztof Józef Ożóg jest historykiem, mediewistą związanym z Uniwersytetem Jagiellońskim. Ostatnio opublikował „966. Chrzest Polski"

 

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Plus Minus
„Thorgal: Gra Planszowa”: Z komiksu na planszę
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Plus Minus
Zbigniew Bujak: Jarosław Kaczyński skonstruował rząd Tadeuszowi Mazowieckiemu
Plus Minus
„Lotniczka. Opowieść o Janinie Lewandowskiej”: Bezpieczniejsza pani będzie
Plus Minus
Polski trener Dynama: Zawsze po powrocie z centrum Kijowa mam mieszane uczucia
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama