Nienawidzę reżimów, które mordują swoje dzieci. Jest ich na świecie sporo. Ostatnio na szczycie zbrodniczej piramidy znów znalazł się Iran ajatollahów. Kolejne zamordowane z zimną krwią dziecko, tym razem 22-letnia Mahsa Amini, poruszyło irańskie ulice. Ludzie, zwłaszcza młodzież, wyszli na ulice. Rozpoczęła się fala rozruchów.

Władza skierowała przeciwko protestującym nie tylko policję, ale też dużo brutalniejsze oddziały Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Potocznie uważa się ich za fanatyków religijnych, ale to błąd. Nie wszyscy są fanatykami, choć właśnie im służą. Nie są też zwykłą siłą militarną. Strażnicy Rewolucji to masywna organizacja łącząca w skomplikowaną sieć dziesiątki fundacji, przedsiębiorstw, szkół, a nawet banki. Rodzaj postrewolucyjnej nomenklatury, której działacze na równi z wojskowymi pełnią funkcje administracyjne, finansowe i społeczne. Zarządzają przemysłem zbrojeniowym, budują mosty, porty, tunele, meczety. Kontrolują wyższe uczelnie. Wydają prasę, zarządzają internetem, telewizją.