Biorąc pod uwagę wszystkie skandale, wypadki i przygody, w jakich 73-letni wokalista brał udział, powinien już od lat być stałym rezydentem jednego z cmentarzy. Teoretycznie. Jednak to pradziwy Iron Man. Wykpił się stosunkowo niską ceną: Parkinsonem. Przyznał się do niego dwa lata temu, jednak nie zwalnia tempa.
Kiedyś kpiono i szydzono z niego, że wraz z Black Sabbath tworzy najbardziej prymitywną muzykę dla najgorzej wykształconych. Tymczasem nagrania nie tylko przetrwały próbę czasu, ale dziś tworzą kanon i fundament rocka, inspirację dla wielu zespołów, co potwierdził wydany na DVD koncert Black Sabbath „The End” z 2016 r. dokumentujący pożegnalne tournée z lat 2013–2014.