Jest rok 1999, pijany prezydent Aleksander Kwaśniewski chwieje się nad charkowskimi grobami. Tomasz Lis jest szefem „Faktów", ale jego widzowie taśm z pijanym prezydentem nie zobaczyli, dopóki nie nagłośnili ich inni. Po latach Leszek Miller zdradził, jak się udało wymusić na wszystkich mediach zmowę milczenia. „W mroku alejek ogrodu Saskiego przekonywałem Zygmunta Solorza i Piotra Nurowskiego, aby Polsat nie emitował zdjęć zataczającego się prezydenta. W końcu uzyskałem deklarację, że jeśli inne stacje nie podejmą tematu, Polsat też tego nie uczyni. Inni wysłannicy prezydenta przynieśli podobne ustalenia". Wbrew temu, jak mogliście to zapamiętać, TVN wcale nie przełamał zmowy milczenia, bo taśma trafiła do telewizyjnego sejfu z krótkim uzasadnieniem Mariusza Waltera „Chcecie mi stację wyp... w powietrze".

Czytaj więcej

Kataryna: Dociekliwy jak Ordo Iuris

Jest rok 2002, Lew Rywin przychodzi do Adama Michnika z korupcyjną propozycją w imieniu – ponoć – Leszka Millera. Tomasz Lis ciągle jest szefem „Faktów". I choć Michnik o korupcyjnej propozycji Rywina opowiedział każdemu, kto chciał słuchać, przez 158 dni ani „Fakty", ani żadne inne medium się o sprawie nie zająknęło. Trzeba było żartobliwej notki duetu Mazurek i Zalewski, żeby zmowę milczenia przełamać. Ale gdy Janina Paradowska w wywiadzie dla „Polityki" zadała Millerowi dość niewinne pytanie o aferę Rywina, ten interweniował u Michnika, żeby Michnik pomógł zablokować temat. Ostatecznie pytanie z wywiadu wycięto. Zaczepić o aferę próbowała też Monika Olejnik w rozmowie z ówczesnym ministrem sprawiedliwości. „Byłam pierwszą osobą, która zapytała Grzegorza Kurczuka o sprawę Rywina. Był zaskoczony. Ale inne media nawet nie podjęły tematu" – tak wspominała rozmowę, po której w środowisku medialnym zapadło zgodne milczenie.

Obserwuję media od dawna i wiem na pewno, że żadna władza nie była tak rozliczana jak obecna, bo trudno sobie nawet dzisiaj wyobrazić równie skuteczne wyciszanie niewygodnych tematów w prywatnych mediach.

Obserwuję media od dawna i wiem na pewno, że żadna władza nie była tak rozliczana jak obecna, bo trudno sobie nawet dzisiaj wyobrazić równie skuteczne wyciszanie niewygodnych tematów w prywatnych mediach. A to, że nie wszyscy mają ochotę zejść na poziom Tomasza Lisa, tylko tej debacie służy. Bo ten wybitny niegdyś dziennikarz jest teraz opozycyjnym odpowiednikiem prorządowych propagandystów. Tylko on akurat służy władzy, która dopiero przyjdzie.

Czytaj więcej

Kataryna: Hejterki na salony