Pseudonauka podbija Rosję. Szarlatani na usługach Kremla

W kraju, który wydał 17 noblistów w różnych dziedzinach nauki, triumfy świeci dziś doktor, która twierdzi, że mężczyźni powstali z żeńskich hermafrodytów, a GMO to broń biologiczna przywieziona na Ziemię przez kosmitów. Rosyjskie władze, zamiast zwalczać takich hochsztaplerów, wykorzystują ich pseudonaukowe teorie do swoich celów.

Aktualizacja: 29.04.2017 13:04 Publikacja: 29.04.2017 00:01

Wiktor Petrik (na zdjęciu) razem z przewodniczącym Dumy Borysem Gryzłowem opatentowali filtr, który

Wiktor Petrik (na zdjęciu) razem z przewodniczącym Dumy Borysem Gryzłowem opatentowali filtr, który miał uzdatniać radioaktywną wodę, ale ostatecznie wywołał tylko epidemię w okręgu Niżny Nowogród. Petrik był głównym doradcą naukowym rosyjskiego parlamentu.

Foto: Forum

Rudowłosa dziewczyna odwraca głowę i zerka w stronę kamery. Nikol Kuzniecowa uśmiecha się i ociera łzy szczęścia. Właśnie udało jej się przejść do kolejnego etapu popularnego rosyjskiego show „Bitwa jasnowidzów", w którym ludzie udowadniają swoje nadprzyrodzone zdolności. Kuzniecowa poprawnie wskazała jeden samochód z 30, w którym ukryty był młody chłopak. Rosjanka, która, jak sama twierdzi, medium jest od 15 lat, nie tylko znalazła nastolatka, ale również wyczuła, że jego ojciec zmarł „jakiś czas temu". „To prawda, w 1998 roku. Jesteś niesamowita" odpowiedział zaskoczony.

W następnych odcinkach Nikol, wróżąc z ręki, opisuje nieznajomego mężczyznę ukrytego za parawanem. Później patrząc na garść ziemi z miejsca przestępstwa, opowiada, jaki miało przebieg. Kuzniecowa dzięki swoim występom w programie stała się celebrytką, a ludzie ustawiają się w kolejce by skorzystać z jej usług. Tygodnik „The Moscow Time", który w 2016 roku opisał scenę z samochodami, przypomina, że wyczyny uczestników „Bitwy jasnowidzów" przyciągają przed telewizory miliony Rosjan. Według badań Instytutu Gallupa był to jeden z pięciu najchętniej oglądanych show w grudniu 2015 roku. Ta fascynacja parapsychologią to tylko część szerszego zjawiska, jakim jest obecnie rozwój pseudonauki w Rosji. I choć hochsztaplerów nie brakuje na całym świecie, to nie wszędzie znajdują oni wsparcie władz.

Ofensywa łysenkizmu

Brodaty naukowiec w białym kitlu i pod krawatem patrzy przed siebie. Na jego twarzy widać błogi uśmiech. Tuż obok niego stoi młody inżynier. Również on jest w wyśmienitym humorze. Nad głowami obu mężczyzn w stronę Księżyca wzbija się rakieta z napisem ZSRR, a pod nimi widnieje napis: „Pracownikom radzieckiej nauki i techniki – sława!". To tylko jeden z setek plakatów wychwalających potęgę umysłu i postęp technologiczny, jakie wisiały w całym państwie sowieckim. Nauka zawsze cieszyła się w Związku Radzieckim dużym prestiżem. Faworyzowano zwłaszcza te badania, które miały zastosowanie w projektach kosmicznych, nuklearnych i wojskowych. Dzięki pracy sowieckich uczonych, z których wielu zostało później laureatami Nagrody Nobla, kraj m.in. posiadł broń nuklearną, budował elektrownie atomowe i jako pierwszy rozpoczął podbój kosmosu. Obywatele już od najmłodszych lat byli zachęcani do studiowania przedmiotów ścisłych, a potem do pracy w państwowych laboratoriach i wojskowych zakładach. Ale to tylko jedna strona medalu.

W Kraju Rad przy wydatnym wsparciu władz prowadzono również najdziwniejsze badania, których wyniki bez względu na wszystko miały pasować do przyjętej tezy. – Z pewnymi wyjątkami w ZSRR walczono z pseudonauką w takich sferach, jak fizyka czy chemia. Jednak m.in. w przypadku nauk przyrodniczych, które łączyły się z ekonomią, pseudonaukowe teorie rozkwitały i zastępowały te naukowe – tłumaczy w rozmowie z „Plusem Minusem" prof. Boris Sokołow, rosyjski historyk i literaturoznawca. Najlepszym tego przykładem jest kariera Trofima Łysenki. Samozwańczy ekspert twierdził, że gatunki roślin i zwierząt mogą się zmieniać w inne pod wpływem czynników zewnętrznych. Na potwierdzenie swoich słów podawał przykład kukułki, która jego zdaniem nie wykluwała się z podrzuconych jaj, ale jaj „gospodarzy", czyli innych ptaków. Tym samym zanegował istnienie genetyki, która od tego czasu przez lata była w Związku Radzieckim na cenzurowanym. „Naukowiec" zwrócił na siebie uwagę Józefa Stalina, gdy obiecał, że w przeciwieństwie do innych badaczy zwiększy uprawy zbóż nie w ciągu kilku lat, a zaledwie roku. Wierzył, że bez problemu zmieni żyto w pszenicę i wyhoduje rośliny odporne na mróz, tak, aby z Syberii uczynić wielki spichlerz. Jego bezsensowne teorie stały się na tyle popularne w całym bloku wschodnim, że do użytku wszedł nawet termin łysenkizm.

Władimir Demichow marzył o przeszczepianiu ludzkich głów. Zaczął od psów. Owczarkowi niemieckiemu pr

Władimir Demichow marzył o przeszczepianiu ludzkich głów. Zaczął od psów. Owczarkowi niemieckiemu przeszczepił część szczeniaka. Stworzenie żyło zaledwie 29 dni.

Getty Images

Czerwony nadczłowiek

Radziecka pseudonauka przybierała też o wiele bardziej makabryczne formy, szczególnie kiedy Kreml zapragnął stworzyć nowy typ „czerwonego" człowieka. Jednym z prekursorów takich badań był profesor Ilia Iwanow, który w latach 20. zasłynął ze skrzyżowania myszy ze szczurem oraz krowy z bizonem. Dzięki wsparciu radzieckich władz postanowił pójść o krok dalej i połączyć ze sobą geny człowieka i małpy. Z tej krzyżówki miała powstać istota o ludzkiej inteligencji, ale poruszająca się ze zwinnością człekokształtnych. Po co? Nie wiadomo, ale nadzór nad całym projektem objęła tajna policja OGPU. Naukowiec przeprowadził kilka testów, w ramach których próbował zapłodnić kobiety małpim nasieniem oraz małpy ludzkim nasieniem. Eksperyment zakończono, gdy nie przyniósł oczekiwanych rezultatów.

Wybitny lekarz i profesor Władimir Biechtieriew badał z kolei możliwości przekazywania poleceń na odległość. Początkowo próbował kontrolować mózgi zwierząt, ale z polecenia Kremla zaczął przeprowadzać testy na ludziach. W Instytucie Badania Mózgu i Aktywności Psychicznej, gdzie odbywały się eksperymenty, ćwiczono np. doprowadzanie wody do wrzenia za pomocą myśli. Nad pracami czuwały radzieckie służby. Do historii sowieckich eksperymentów z pogranicza nauki przeszedł również dwugłowy pies – twór prof. Władimira Demichowa. Naukowiec, który marzył o przeszczepianiu ludzkich głów w 1954 roku przyszył do szyi dorosłego owczarka niemieckiego przednią połowę tułowia szczeniaka. Każdy z pysków w innych porach kładł się spać, jadł i inaczej reagował na zachowania człowieka. Zwierzę żyło 29 dni i zmarło na skutek powikłań pooperacyjnych. Radziecka prasa, nie kryjąc podziwu, nazwała eksperyment „chirurgicznym sputnikiem".

Jego koledzy po fachu badali też hipnozę, ludzką aurę, halucynacje i jasnowidzenie. Nawet gdy w latach 80. radziecki kolos chylił się już ku upadkowi, zainteresowanie zjawiskami paranormalnymi nie malało. W 2006 roku były generał KGB Boris Ratnikow przyznał w rozmowie z „Rossijskoj Gazietoj", że uczestniczył w tajnym projekcie czytania w cudzych myślach. Rozwiązanie ZSRR nie zmniejszyło popularności pseudonauki w Rosji, a wręcz, jak pisze „Moscow Time", jeszcze szerzej otworzyło puszkę Pandory.

Żywność z kosmosu

Na początku października 2016 roku w biurowcu przy ulicy Twerskiej, niedaleko murów Kremla, odbyła się nietypowa ceremonia. W ogromnej sali zapełnionej głównie młodymi ludźmi wybierano człowieka, który miał największy wkład w rozwój rosyjskiej pseudonauki. Po przeliczeniu głosów, które wrzucano do kapelusza zrobionego z nylonu, okazało się, że honorowe miejsce w akademii pseudonauki i statuetkę „smutnego reptilianina" otrzymała biolog Irina Jermakowa. Poprzez tę uroczystość rosyjscy badacze, po pierwsze, chcieli pokazać jak szkodliwa społecznie jest pseudonauka, która zniekształca u ludzi postrzeganie rzeczywistości, a po drugie, udowodnić, że mają poczucie humoru. Dystansu zabrakło natomiast laureatce, która nie odebrała nagrody. Irina Władimirowna Jermakowa regularnie występuje w państwowej telewizji, pisze artykuły do gazet i prowadzi seminaria. Gdyby jej przemyślenia chcieć zamknąć w jednym zdaniu brzmiałoby ono: „GMO to ludobójstwo". Doktor nauk biologicznych i była wykładowczyni Rosyjskiej Akademii Nauk (RAN) przekonuje, że kobiety, które jedzą żywność genetycznie zmodyfikowaną nie będą w stanie zajść w ciążę, a jeśli nawet im się to uda, to poronią. Jej zdaniem każdy, kto spożywa żywność GMO, po kilku latach zostanie inwalidą z uszkodzonymi nerkami i wątrobą.

Takie wnioski biolog wysnuła po przeprowadzeniu testów na szczurach. W ciągu roku miała zaobserwować, że potomstwo gryzoni karmionych zmodyfikowaną soją urodziło się albo niepełnosprawne, albo bezpłodne. Naukowcy z RAN podważyli wyniki jej badań, zwracając uwagę na to, że surowa soja jest trująca i to z tego powodu zwierzęta były chore. Poza tym brakowało dokładnej dokumentacji prowadzonych przez nią eksperymentów. Nie zważając na te uwagi, posłowie Dumy zapraszali Jermakową na wysłuchania, podczas których przekonywała polityków, że GMO jest szkodliwsze od rtęci. Irina Władimirowna ostrzega, że żywność genetycznie zmodyfikowana nie jest niczym innym niż bronią biologiczną wykorzystywaną przez Stany Zjednoczone i NATO w celu dokonania na Rosjanach ludobójstwa. „Po co rozpoczynać wojny albo zrzucać bombę atomową? Można po prostu wysłać do nas produkty zawierające GMO. Naród przestanie się rozmnażać, ludzie będą chorować i umierać podobnie jak od wirusa" – tłumaczyła w rozmowie z portalem „Takije Dieła".

Symbolem radzieckiej pseudonauki jest Trofim Łysenko (z prawej, na kołchozowym polu w okolicach Odes

Symbolem radzieckiej pseudonauki jest Trofim Łysenko (z prawej, na kołchozowym polu w okolicach Odessy; lata 30.). Podważał prawa genetyki i obiecał Stalinowi, że zamieni żyto w pszenicę.

Getty Images

Jermakowa znalazła też proste wytłumaczenie, dlaczego sami Amerykanie jedzą GMO. Według niej jako społeczeństwu imigrantów jest im wszystko jedno, czy część z nich umrze. W razie czego zastąpią ich przecież przyjezdni. W wolnych chwilach doktor poświęca się antropologii. Jedna z jej teorii głosi, że mężczyźni jako płeć wyewoluowali z żeńskich hermafrodytów. Co więcej obecnie przez zmodyfikowane ziemniaki na świecie rodzi się coraz więcej obojniaków. Skąd zatem wzięła się technologia GMO? Przywieźli ją na Ziemię kosmici.

W 2014 roku Jewgienij Fedorow, deputowany rządzącej partii Jedna Rosja, w rozmowie z dziennikarzami kanału „Rossija 24" powiedział: „Rosję zmuszono do przyjęcia zmodyfikowanej żywności po wstąpieniu do Światowej Organizacji Handlu". Po chwili przerwy, powtarzając myśli Jermakowej, dodał: „To wynik politycznej presji, która ma na celu zwiększenie ryzyka sterylizacji narodu". Marzenia pani biolog spełniły się rok temu, kiedy Duma przyjęła ustawę całkowicie zakazującą produkcji i sprzedaży GMO.

Genetyczna moralność

W Rosji podobnie jak i w innych krajach pseudonauka od zawsze współistnieje z nauką. Niekiedy ta pierwsza uzyskuje wsparcie od władz. Najlepszym tego przykładem jest sprawa Łysenki, a obecnie Petrika – komentuje profesor Michaił Gelfand, biolog z Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego (MGU).

Wiktor Petrik nie bez przyczyny jest nazywany przez rosyjskich uczonych „największym pseudonaukowcem naszych czasów". Skazany w latach 80. na 11 lat więzienia za wymuszenia i defraudacje, po wyjściu na wolność ogłosił się badaczem i absolwentem siedmiu nieistniejących uniwersytetów. Jak odkryli członkowie RAN, wszystkie 100 wynalazków, których rzekomo był twórcą, albo nie działały, albo były plagiatem.

Jego „kariera" zapewne szybko by się skończyła, gdyby nie pomocna dłoń, jaką do Petrika wyciągnął ówczesny przewodniczący Dumy Borys Gryzłow. Obaj panowie opracowali filtr do wody, który podobno wykorzystywał najnowocześniejszą nanotechnologię.

– Filtr opatentowany w 2009 roku przez tych „uczonych", miał oczyszczać radioaktywną wodę do poziomu przydatności do picia, jednak niczego poza wywołaniem epidemii zapalenia opon mózgowych w obwodzie Niżny Nowogród nie dokonał – przypomina dr Wiktor Ross, były ambasador oraz znawca Rosji. Dopóki na jaw nie wyszło, że jego wynalazek jeszcze bardziej zanieczyszcza wodę, Petrik był głównym doradcą naukowym rosyjskiego parlamentu.

Głosicielką pseudonaukowych idei jest również pełnomocnik prezydenta Rosji ds. obrony praw dziecka Anna Kuzniecowa. W 2009 roku w rozmowie z dziennikarzami jednego z portali z miasta Penza przyznała, że wierzy w telegonię. W myśl tej zdyskredytowanej przez naukowców teorii macica zapamiętuje geny przekazane przez wszystkich partnerów seksualnych, jakich miała kobieta. „Jeśli uprawiała seks z kilkoma mężczyznami, jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko, które urodzi, będzie osłabione przez mieszaninę różnych genów. Ma to duży wpływ szczególnie na jego moralność", tłumaczyła Rosjanka. Rok temu po nominacji na rzecznika praw dziecka Kuzniecowa stwierdziła, że nie pamięta, by kiedykolwiek udzielała takiego wywiadu. Dziennikarka, która go przeprowadzała, potwierdziła, że do rozmowy doszło. Ma nawet nagrane jej fragmenty. Z kolei jeden z najbardziej znanych rosyjskich prawników i obrońców praw człowieka Paweł Czikow umieścił na Twitterze wpis, w którym twierdził, że Kuzniecowa jest członkiem internetowej grupy „HIV/AIDS – największa mistyfikacja XX wieku".

Na Kremlu nie ma chyba bardziej tajemniczego polityka niż Anton Wajno. Cały świat był zaskoczony, kiedy w sierpniu zeszłego roku Władimir Putin odwołał z funkcji szefa prezydenckiej administracji swojego wieloletniego przyjaciela Siergieja Iwanowa, a na jego miejsce mianował właśnie Wajnę. Temu 44-letniemu urzędnikowi i absolwentowi elitarnego Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych przypisuje się autorstwo pracy naukowej z 2012 roku, w której opisano nooskop. Ta dziwna maszyna ma służyć władzy m.in. do kontrolowania społeczeństwa i przewidywania jego zachowań. Wszystko dzięki temu, że przyrząd potrafi czytać i wykrywać zmiany w biosferze i ludzkiej aktywności. W pełnym skomplikowanych terminów, schematów i wykresów tekście Wajno tłumaczy, że nooskop jest niezbędny ponieważ nie ma pewności, że „świat istnieje naprawdę, a nie tylko w naszej wyobraźni".

Pseudonauce poświęcił się też inny zaufany człowiek prezydenta – Michaił Kowalczuk. Brat Jurija Kowalczuka, nazywanego „osobistym bankierem Putina", jest kierownikiem Instytutu Energii Atomowej oraz jednym z najważniejszych doradców naukowych głowy państwa. W ubiegłym roku podczas wystąpienia przed Radą Federacji, czyli wyższą izbą rosyjskiego parlamentu, przedstawił prezentację na temat specjalnego podgatunku człowieka, rzekomo wyhodowanego przez Amerykanów. Ten nowy homo sapiens ma stanowić „rasę służących", która mało je, niewiele myśli i rozmnaża się tylko na komendę. Michaił Kowalczuk chciał nawet zostać przewodniczącym RAN, ale akademikom udało się zablokować jego kandydaturę. W 2008 roku rosyjska armia razem z badaczami z centrum kosmicznego im. Chruniczewa wystrzeliła w kosmos satelitę Jubiliejnyj, w której poza zwykłymi silnikami, zainstalowano jeden opierający się na tzw. technologii pola torsyjnego. Za każdy wyniesiony w przestrzeń kilogram tego ważącego tonę urządzenia zapłacono 10 tysięcy dolarów. Eksperyment przeprowadzono, mimo że RAN kilkakrotnie stwierdziła, że taki napęd, niepotrzebujący paliwa i de facto będący perpetuum mobile, to czysta pseudonauka. Testy zakończyły się porażką.

– Pseudonaukowe teorie są popularne nie tylko w naukach ścisłych, ale również humanistycznych. Objawia się to m.in. w mitologizowaniu historii ZSRR, roli Stalina w rozpętaniu wojny i strat Armii Czerwonej – mówi prof. Sokołow.

Rak wygrywa

Walkę z szarlatanami o umysły obywateli rosyjskie środowisko naukowe rozpoczęło jeszcze za czasów prezydentury Borysa Jelcyna. W 1998 roku w RAN powstała komisja ds. walki z pseudonauką i fałszowaniem badań naukowych. Jej członkowie od samego początku starają się udzielać w mediach i tłumaczyć, które teorie i wynalazki nie mają nic wspólnego z prawdą. Organizują również konferencje i wykłady. Krótko po objęciu urzędu prezydenta przez Władimira Putina, akademicy napisali do niego list, w którym ostrzegali przed rosnącą popularnością pseudonauki. – Walka z nią to np. walka o dochody z budżetu. Naukowcy Akademii walczą z tymi, którzy ich zdaniem niesłusznie dostają pieniądze od władz. W tym celu powstała komisja – wyjaśnia prof. Simon Kordoński z moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii.

Dwa razy do roku naukowcy publikują też specjalny biuletyn zawierający opisy wszystkich podejrzanych eksperymentów. W lutym tego roku komisja wydała memorandum, w którym jednoznacznie uznała homeopatię za pseudonaukę. Zdaniem badaczy nie ma ona żadnych naukowych podstaw, a jej założenia przeczą prawom chemii i biologii. Zaapelowano również do mediów, żeby przestały przedstawiać ją jako skuteczną metodę leczenia.

Niezależnie od RAN wojnę hochsztaplerom wypowiedzieli również internauci. W 2013 roku założyli grupę pod nazwą Dissernet, która zajmuje się upublicznianiem przypadków plagiatów i oszustw w pracach naukowych ludzi ze świata biznesu i polityki. „Ofiarą" tej kampanii padł m.in. obecny szef wywiadu Siergiej Naryszkin. Okazało się, że jego doktorat był w połowie przepisany z innych dysertacji.

– Pseudonauka istnieje we wszystkich krajach, ale jest jak komórki rakowe: zdrowe organizmy je odrzucają i nie dają im się rozwinąć. Chory organizm nie jest w stanie reagować – ostrzega w rozmowie z „Foreign Policy" genetyk Swietłana Borinskaja. Wiele świadczy o tym, że w Rosji mimo starań różnych środowisk rak cały czas ma się dobrze i to z kilku powodów. – Rosjanie, ludzie postsowieccy, mają poważne problemy z samoidentyfikacją jako naród. Znajdują się w procesie definiowania własnej tożsamości. Taka sytuacja generuje rozmaite formy świadomości dewiacyjnej, gdyż nie wiadomo, na jakim zestawie wartości i celów można się realnie oprzeć – wyjaśnia dr Ross. Według badań Wyższej Szkoły Ekonomii sprzed dwóch, lat 23 proc. Rosjan wierzyło, że nauka i technologia przynosi więcej szkody niż pożytku.

Z kolei z sondażu przeprowadzonego w zeszłym roku przez państwowy ośrodek badań opinii publicznej wynika, że aż 55 proc. Rosjan wierzy w przepowiadanie przyszłości, a 48 proc. w magię. Inni eksperci, w tym prof. Sokołow, popularność pseudonauki tłumaczą tym, że daje ona proste odpowiedzi na skomplikowane pytania. Ludzie, nie będąc ekspertami w jakieś dziedzinie, nie są często w stanie odróżnić prawdziwego wynalazku od fałszywego.

Tłumaczeniem co jest, a co nie jest szarlatanerią, powinno się zajmować środowisko naukowe, ale to jest w Rosji coraz słabsze. W 2013 roku pod przykrywką reformy systemu oświaty władze dokonały zamachu na niezależność RAN. Niektórzy twierdzą, że była to zemsta za odrzucenie kandydatury Kowalczuka. Akademia straciła większość ze swoich posiadłości, a ponad 400 instytutów przeszło pod zarząd nowo utworzonej agencji federalnej podległej prezydentowi. Dwa lata później, na pracowników MGU nałożono obowiązek wysyłania prac naukowych do Federalnej Służby Bezpieczeństwa, zanim trafią one do publikacji. Najnowszy skandal związany ze światem nauki wybuchł pod koniec marca, w związku z wyborami na szefa RAN. Tuż przed głosowaniem z nieznanych przyczyn wszyscy trzej kandydaci zrezygnowali z ubiegania się o stanowisko. Do czasu wyboru nowego przewodniczącego, na czele akademii pierwszy raz od 100 lat stoi człowiek mianowany przez władzę. Oprócz tych problemów rosyjska nauka mierzy się też z brakiem finansowania badań oraz emigracją najzdolniejszych badaczy.

Pseudonaukowy rak nie mógłby się rozwijać tak dobrze, gdyby nie współpraca między Kremlem a różnej maści szarlatanami. W dobie pogłębiającej się izolacji kraju Putin i jego ludzie wykorzystują pseudonaukowe teorie w ramach antyliberalnej propagandy. Dzięki nim łatwiej przekonać obywateli, by patrzyli na Zachód jak na wroga. Obecnie popularna jest wiara, że używanie prezerwatyw w walce z epidemią wirusa HIV to amerykański wymysł w celu osłabienia Rosji. Co więcej, wiele teorii idealnie wpasowuje się w wyznawaną obecnie przez władzę ideę odrębności kulturowej, cywilizacyjnej i światopoglądowej Rosji. Biochemik Anatolij Kłosow twierdzi np., że ludzkość pochodzi z rosyjskiej Dalekiej Północy. Każdy, kto uważa inaczej, ten uległ zachodniej poprawności politycznej.

– Dzięki historycznej pseudonauce władza buduje też nową imperialną tożsamość narodu opartą m.in. na zwycięstwie w II wojnie światowej – dodaje prof. Sokołow. Z kolei dla pseudouczonych współpraca z rządem i dostarczanie mu kolejnych teorii to okazja do zdobycia pozycji i pieniędzy. – Jeśli władza i społeczeństwo idzie na świadomą „debilizację”, to należy to wykorzystać – podsumowuje dr Ross. Pozostaje pytanie, kto wytrzyma dłużej: rosyjska nauka czy reżim Putina?

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Rudowłosa dziewczyna odwraca głowę i zerka w stronę kamery. Nikol Kuzniecowa uśmiecha się i ociera łzy szczęścia. Właśnie udało jej się przejść do kolejnego etapu popularnego rosyjskiego show „Bitwa jasnowidzów", w którym ludzie udowadniają swoje nadprzyrodzone zdolności. Kuzniecowa poprawnie wskazała jeden samochód z 30, w którym ukryty był młody chłopak. Rosjanka, która, jak sama twierdzi, medium jest od 15 lat, nie tylko znalazła nastolatka, ale również wyczuła, że jego ojciec zmarł „jakiś czas temu". „To prawda, w 1998 roku. Jesteś niesamowita" odpowiedział zaskoczony.

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Plus Minus
Właściwie dlaczego nie przyjść w bluzie do biura
Plus Minus
Ech, nie mam dziś wibracji na pracę
Plus Minus
Prof. Zdzisław Krasnodębski: Najważniejsza część polityki europejskiej toczy się za kotarą
Plus Minus
Irena Lasota: Czerwona pajęczyna
Plus Minus
Dwa proste, lewy i prawy
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży