Ale proszę pójść z dzieckiem na te tak skutecznie promowane dzieła, proszę spróbować znaleźć w nich czar, wdzięk, przesłanie. Nic z tego, obawiam się.
Po ostatnich wizytach ze swoją sześcioletnią córką w kinie i teatrze przecierałem oczy ze zdumienia. Zamiast prostej, zrozumiałej dla dziecka bajki obejrzałem dziwaczne opowieści ni to dla dzieci, ni to dla dorosłych. Gdzież im do “Kota w butach”, “Kopciuszka” czy “Tomcia Palucha”, nie wspominając już nawet o “Opowieściach z Narnii”. Zresztą mniejsza o moje wrażenia, w końcu to nie ja miałem się bawić. Ważniejsze, że wyraźne objawy znudzenia i zaskoczenia dostrzegłem u małych widzów. W pewnym teatrze zobaczyłem scenę, w której prostytutka czyha na porwanego przez złą czarownicę tatusia. Albo taki choćby “Ratatuj” opowiadający o tym, jak niezwykłymi kucharzami mogą być szczury. Czasem aż trudno uwierzyć, co potrafi współczesna technika. Tylko co z tego? Gdzie w tych opowieściach morał? Gdzie zderzenie dobra i zła, gdzie próba, której musi sprostać bohater, by otrzymać nagrodę? Gdzie, przede wszystkim, naiwność?