Reklama

Bogusław Chrabota: Opowieść wigilijna

Nic nie jest w stanie zepsuć mi świąt. Z wyjątkiem może smogu i błota, deszczu i późnojesiennej szarugi. Od pewnego czasu przestałem nawet marzyć o śniegu.
Bogusław Chrabota: Opowieść wigilijna

Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

Kiedyś, przed laty, owijałem w ogrodzie słomą róże i magnolie, nastawiałem w stawie grzałkę, by nie wymarzły ryby. A przede wszystkim gromadziłem duże zapasy drewna do kominka. Szukałem buczyny lub dębiny, ale nie gardziłem również brzozą i sosną. Tak, to była wyjątkowa przyjemność. Zapalić w kominku. Najpierw drobne gałęzie, a po nich większe polana. Roztańczony płomyk pełznął po nich, jak niepewna swej siły gąsienica, by chwilę później buchnąć pełnią kolorów rozwartych szeroko skrzydeł motyla. Światło kominka odbijało się w zmrożonych szybach, pobłyskiwało w złotych ramach obrazów i aureolach świętych z ikon. Pantokrator patrzył jakoś bardziej po ludzku. Uśmiechała się czule matka Eleusa. A cierpki zapach płonącego drewna szybował pod sufit salonu, jakby był kompletnie suwerenny od swojego rodzica, gęstego dymu, który przedzierał się z hukiem przez sam środek komina.

Pozostało jeszcze 81% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama