Reklama
Rozwiń
Reklama

Pożar papierowej władzy

Nauczyliśmy się nie lubić państwa. Ale nie da się żyć bez niego.
Pożar papierowej władzy

Foto: Fotorzepa/Marek Obremski

Doświadczenia XX wieku mocno zraziły obywateli i filozofów do instytucji państwa. Ci, którzy wiedzieli cokolwiek o państwie totalitarnym, wiedzieli, że zwykło ono egzekwować swoją władzę siłą i niesprawiedliwie. Społeczeństwo, dążąc do powiększenia przestrzeni dostępnej jednostkom i grupom, przeciwstawiało mu się. Ci, którzy czytali marksistów, wiedzieli, że państwo ma zniknąć – a przedtem, jak chciał Antonio Gramsci, znaleźć się w stanie nierozwiązywalnego konfliktu ze „społeczeństwem obywatelskim". Walka była więc grą o sumie zerowej. Więcej społeczeństwa obywatelskiego to mniej państwa. Więcej państwa to mniej społeczeństwa.

W Polsce takie dialektyczne widzenie spraw było zresztą dodatkowo uzasadnione: podtrzymanie charakteru narodowego przez dwa wieki było możliwe przede wszystkim przez działania ograniczające penetrujący zakres władzy państwa. Zaborczego, okupacyjnego czy komunistycznego, ale zawsze – zgodnie z gramsciańską etykietą – hegemonicznego. Bohaterstwo i patriotyzm łączyły się u nas z walką z państwem i jego instytucjami.

Pozostało jeszcze 85% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama