Z wilgotnego mroku w krąg suchego światła wchodziło coraz więcej postaci. Stawały niepewnie przed wejściem, przekładając z jednej spoconej dłoni do drugiej kosze pełne jedzenia i rozglądając się wokół. Niektórzy wchodzili w otwarte drzwi cerkwi, inni stawali jakby przytuleni do wewnętrznej strony ciemnego ogrodzenia.
Wraz z nieżyjącym już przyjacielem przyszedłem do tej świątyni, by zobaczyć, jak wygląda wielkanocne święcenie potraw w prawosławnej cerkwi – obyczaj różniący się znacznie od tego, co znamy z tradycji katolickiej. Ale nie dane nam było pozostać jedynie zaciekawionymi obserwatorami.