– Kocham futbol, ale zawód szkoleniowca to najbardziej samotne zajęcie. Czasem myślisz, że masz przeciw sobie cały świat – wyznał kiedyś Dick Advocaat, pytany o blaski i cienie pracy trenera.

Holender zwany Małym Generałem może nie spotkał na swej drodze wielu przyjaciół, ale gdy wyrobił już sobie nazwisko, nie mógł narzekać na brak ofert i pieniędzy. Odkąd w 2004 roku po raz drugi rozstał się z kadrą Holandii, prowadził dziewięć klubów i siedem reprezentacji.

Uczeń Rinusa Michelsa, twórcy futbolu totalnego, nigdy nie dorównał sukcesami swojemu mentorowi. Nie zdobył z Holandią mistrzostwa Europy, nie awansował z nią do finału mundialu, nie pracował w takich klubach jak Ajax czy Barcelona ani nie wygrał Pucharu Europy. Ale choć ma już 74 lata, wciąż dostaje propozycje.

Czytaj więcej

Klub powinien pobrać PIT od młodych piłkarzy

Zwiedził kawał świata. Od Korei Południowej przez Zjednoczone Emiraty Arabskie po Rosję. Od sierpnia jest selekcjonerem Iraku. Ma awansować na mundial w Katarze.

Zbawca Rzymu

Przez całą karierę Advocaat bezrobotny był najdłużej kilka miesięcy, chociaż trudno go zaliczyć do trenerskich gwiazd pierwszego planu. Takich jak Jose Mourinho czy Antonio Conte. Portugalczyk i Włoch zamienili się w tym roku miejscami. Pierwszy wrócił do Italii, drugi do Anglii.

Jose Mourinho na samych odprawach zarobił 77,5 mln funtów

Mourinho w kwietniu stracił posadę w Tottenhamie, a już dwa tygodnie później był po słowie z Romą. Witany jak zbawca, który odmieni grę drużyny. Choć wyjątkowość Portugalczyka została mocno nadszarpnięta, we Włoszech wciąż jest pamiętany jako ostatni trener, który z zespołem Serie A triumfował w Lidze Mistrzów. Jego Inter wyeliminował po drodze Barcelonę Pepa Guardioli. Tak Mourinho budował swój mit – człowieka trudnego w relacjach, ale gwarantującego trofea.

Dziś pozostały po nich tylko wspomnienia. Ostatni tytuł mistrzowski zdobył w 2015 roku z Chelsea, dwa lata później z Manchesterem United wygrał Ligę Europy, po czym zaczął się rozmieniać na drobne.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Pracę w Rzymie Mourinho rozpoczął od sześciu zwycięstw, ale gdy przyszło do gry z trudniejszymi rywalami, czar prysł. Roma przegrała derby z Lazio, prestiżowe mecze z Juventusem i Milanem, a w pucharach doszła kompromitująca porażka 1:6 z Bodo/Glimt, czyli przeciwnikiem, z którym wcześniej w eliminacjach Champions League bez problemów poradziła sobie Legia.

Mourinho podpisał kontrakt do czerwca 2024 roku, ale nawet jeśli nie dotrwa do jego końca, finansowo na pewno nie straci. Dziennik „Telegraph” obliczył, że na samych odprawach zarobił 77,5 mln funtów. Ostatnim klubem, z którego odszedł na własnych warunkach, był Inter.

Kiedy pół roku temu Mediolan opuszczał Conte, włoski dziennikarz Fabrizio Romano informował, że otrzyma on 7 mln euro rekompensaty.

Misję Conte w Tottenhamie wyceniono na 13 mln funtów rocznie

Conte dał Interowi tytuł (po 11 latach oczekiwania), ale nie zgadzał się z polityką chińskich właścicieli planujących sprzedaż gwiazd i postpandemiczne oszczędności. I poprosił o rozwiązanie umowy.

Z roczną pensją w wysokości około 13 mln euro był najlepiej opłacanym trenerem w Serie A. Ale zdawał sobie sprawę, że za chwilę gdzie indziej może zarabiać więcej. Interesował się nim Manchester United i kupione przez szejków z Arabii Saudyjskiej Newcastle, a wylądował w Tottenhamie. W klubie są pieniądze na transfery, jest piękny stadion, zatrzymano nawet króla strzelców Harry’ego Kane’a. Brakuje tylko trofeów.

Pustą gablotę wypełnić ma Conte, specjalista od trudnych zadań. Juventus i Chelsea przejmował, gdy znajdowały się w dołku, i już w pierwszych sezonach poprowadził je do mistrzostwa. W Interze zajęło mu to nieco dłużej, ale scudetto poprzedził awansem do finału Ligi Europy. W Londynie wierzą, że zdoła też naprawić Tottenham. Tę misję wyceniono na 13 mln funtów rocznie.

Mistrz wielkich lig

Conte szybko wskoczył na podium najlepiej wynagradzanych trenerów Premier League. Wyżej są tylko Guardiola (według „Daily Mail” 18,7 mln) i Juergen Klopp (16 mln). Daleko w tyle jest Thomas Tuchel (7 mln), który już pół roku po zwolnieniu z PSG wygrał z Chelsea Ligę Mistrzów, a teraz zmierza z nią po tytuł w Anglii.

To dziś czołówka najbardziej pożądanych szkoleniowców. Pewnie trzeba by do niej dodać Diego Simeone, choć ciężko powiedzieć, jak by sobie poradził w innym środowisku. Argentyńczyk to prawdziwy konserwatysta, od dziesięciu lat z sukcesami prowadzi Atletico Madryt.

Carlo Ancelotti zmienił w tym czasie pracę już sześć razy. Próbował sił w każdej z pięciu wielkich lig i tylko w Hiszpanii nie wywalczył tytułu. Będzie miał okazję to nadrobić. Latem wrócił do Realu, zastępując Zinedine’a Zidane’a.

W 2014 roku wspólnie wygrywali Champions League. Francuz pobierał u boku Ancelottiego nauki jako asystent, ale wkrótce okazało się, że uczeń przerósł mistrza. W latach 2016–2018 trzykrotnie z rzędu sięgnął z Realem po ten najcenniejszy puchar, co nie udało się dużo bardziej doświadczonym kolegom po fachu.

Wielu marzy o posadzie w Madrycie, ale Zidane już dwa razy podawał się do dymisji. O trzeciej kadencji na razie nie myśli. Od dłuższego czasu łączony jest z Manchesterem United. „Times” pisał, że klub kusi go wysokimi zarobkami i możliwością ponownej współpracy z Cristiano Ronaldo i Raphaelem Varane’em, ale Zidane zdaje się czekać na propozycje z ojczyzny. Nie jest tajemnicą, że chciałby zostać selekcjonerem Francji.

Po rozczarowującym dla mistrzów świata Euro notowania Didiera Deschampsa spadły. Ale Trójkolorowi bez problemów awansowali na mundial w Katarze, więc Zidane musi uzbroić się w cierpliwość. Jego nazwisko będzie jednak powracać jak bumerang. I niech nikogo nie zdziwi, gdy Francuz pojawi się ponownie na Santiago Bernabeu.