Reklama

Antykruchość bezpieczeństwa dostaw

Eksperci spodziewali się, że nadchodzące lata przyniosą nam szokowe zmiany. Ale nie sądzili, że przewidywane wstrząsy na rynku energii będą aż tak silne.
Surowców kopalnych pewnie Polsce nie zabraknie. Ale nieustannie może nam towarzyszyć niepewność, czy

Surowców kopalnych pewnie Polsce nie zabraknie. Ale nieustannie może nam towarzyszyć niepewność, czy rzeczywiście ich wystarczy

Foto: Alexander Zemlianichenko Jr./Bloomberg

„Zdarza się, że niekiedy coś korzysta z szoku: kwitnie i rośnie wtedy, gdy jest wystawione na gwałtowne zmiany, nieporządek, ryzyko, niepewność. Nazwijmy to antykruchością. Ona jest czymś więcej niż elastyczność i odporność. Elastyczni opierają się wstrząsom i pozostają tacy sami. Ci, których cechuje antykruchość, wręcz na wstrząsach korzystają” – dowodzi w jednej ze swoich najważniejszych książek amerykański ekonomista Nassim Nicholas Taleb.

Reklama
Reklama

Ta koncepcja wydaje się doskonale pasować do potrzeb obecnego rynku energetyki. Wstrząsów i szoków na nim nie brakowało: od rosnącej presji pozwoleń na emisje w systemie ETS, przez kryzys energetyczny ostatniej jesieni, po obecne embargo na rosyjskie surowce.

Stabilna niepewność

Dzisiaj, z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski – gdy spojrzymy na to bardzo teoretycznie – nie ma powodów do paniki. Mamy choćby węgiel, tradycyjne paliwo polskiej energetyki.

Szkopuł w tym, że gwałtowny odwrót od drożejącego gazu w ostatnich miesiącach podbił też ceny czarnego złota. Pokusa skorzystania z tej koniunktury zaczęła niepokoić też Urząd Regulacji Energetyki: dostawcy węgla wypowiadają umowy swoim odbiorcom, by móc proponować kontrakty już w nowych – oczywiście wyższych – cenach. Na dodatek eksperci, także na łamach „Rzeczpospolitej”, od dawna narzekali na duże zasiarczenie i niską kaloryczność rodzimego surowca.

Spójrzmy na gaz. Owszem, kontrakt jamalski zaspokajał sporą część popytu nad Wisłą. Ale dostawy ze złóż norweskich poprzez Baltic Pipe mają nam zrekompensować utratę gazu z Rosji. Tu problem leży raczej w tym, że branża przewiduje, iż dzisiejsze zużycie – ok. 20 mld m sześc. gazu – będzie rosło w tempie 1 mld m sześc. rocznie. Nie ma pewności, że uda się rosnącą lukę załatać gazem LNG: światowi producenci nie kwapią się do zwiększenia wydobycia i dostaw. Przecież inwestycja w rozbudowę potencjału może się nie zwrócić. Podobną sytuację mamy z ropą.

Reklama
Reklama

Pogoń za alternatywą

Naszą kruchość widać zatem gołym okiem, co może nas prześladować – w postaci szoków na giełdach energii i wysokich rachunków – jeszcze przez długie lata. Tym bardziej warto się zastanowić nad alternatywami, które pozwolą nam redukować zależność od pozwoleń na emisje, ale też zapewnią lokalną kontrolę i większą stabilność systemu elektroenergetycznego.

Na pierwszy plan wysuwają się OZE. Są niestabilnym źródłem energii, do tej pory zakładano, że tak czy inaczej źródło to będzie musiało być stabilizowane w sposób konwencjonalny: czy to przez kopaliny, czy źródła jądrowe. Większą stabilność OZE mogłaby dać rozbudowana infrastruktura magazynów energii.

Ale są też jeszcze inne metody. Jedną z nich są dosyć popularne na Zachodzie programy DSR, które można w uproszczeniu przedstawić jako uzgodnione z uczestnikami programu wyłączanie maszyn i redukowanie popytu, gdy tylko wystąpi taka potrzeba. Dziś to bezpiecznik systemu, a mógłby być jednym z jego filarów.

I jest wreszcie jeden z najważniejszych postulatów unijnego Zielonego Ładu – efektywność energetyczna. Innymi słowy, zmniejszanie zapotrzebowania na energię poprzez stosowanie energooszczędnych technologii. Na nich warto dziś oprzeć dyskusję o energetycznej antykruchości Polski.

Opinia partnera Cyklu "Rzeczpospolitej" - Perspektywy dla Polski

Justyna Mosoń, prezes Rafako Innovation:

Reklama
Reklama

Rosyjska inwazja na Ukrainę doprowadziła do reorientacji polityki energetycznej w całej Europie. Wiele państw UE deklaruje rezygnację z rosyjskiego gazu, inne – Niemcy, Austria czy Węgry – oczekują okresów przejściowych, bo ich gospodarki są zbyt mocno uzależnione od błękitnego paliwa z Rosji. Polska jest w o tyle dobrej sytuacji, że z jednej strony planowano rezygnację z dostaw gazu z Rosji po wygaśnięciu kontraktu jamalskiego, a z drugiej polskie magazyny gazu są na tyle pełne, że kwietniowe wstrzymanie dostaw przez Rosję nie stanowi bezpośredniego zagrożenia. Wyzwań jednak nie brakuje, zwłaszcza że do niedawna opierano dekarbonizację energetyki i ciepłownictwa na gazie ziemnym, zwiększając tym samym naszą zależność od rosyjskiego surowca.

Ograniczenie inwestycji w technologie gazowe to jednak za mało. Harmonogram budowy bloków gazowych powinien wynikać z wyłączeń poszczególnych bloków węglowych, tak aby utrzymać nadwyżkę mocy zainstalowanej nad zapotrzebowaną na minimalnym poziomie. Od dawna było wiadomo, że te inwestycje są mało pragmatyczne i ekonomicznie dyskusyjne, ale przede wszystkim nie sprzyjają rozwojowi OZE. Tymczasem to przyspieszenie projektów w tym sektorze jest jedynym rozwiązaniem, które pozwoli budować realne bezpieczeństwo i niezależność. Należy zdać sobie sprawę, że przyspieszenie zielonego zwrotu nie będzie możliwe bez zachowania jednostek konwencjonalnych, które są dziś potrzebne bardziej niż kiedykolwiek do rezerwowania produkcji z niesterowalnych źródeł OZE. Brak regulacyjnych jednostek węglowych może ten proces spowolnić. Zmodernizowane i dostosowane do pracy szczytowo-rezerwowej będą stabilizatorem systemu, zwłaszcza że nie ma dziś wystarczającej mocy zainstalowanej w źródłach gwarantujących dostawę mocy, a przy braku bloków 200+ istnieje ryzyko luki blisko 12 GW do końca dekady. Z tych właśnie powodów – bezpieczeństwa i rozwoju OZE – konieczne jest utrzymanie bloków klasy 200 MW+ w gotowości operacyjnej co najmniej do 2030 r. Szczególnie, że plan budowy elektrowni jądrowej wykracza poza tę perspektywę, a łączna moc i tak nie pozwoli na pokrycie luki po wyłączeniach „dwusetek”.

W Polsce mamy oczywiście RAFAKO, które wyprodukowało większość kotłów węglowych i doskonale poradzi sobie z ich modernizacją, bo wdrożona we współpracy z Tauron Wytwarzanie technologia jest metodą w pełni replikacyjną. Jeśli jednak mamy modernizować elektrownie węglowe, to decyzje systemowe potrzebne są już teraz. Bo utrzymanie sprawnych „dwusetek” i rozwój OZE są jedyną drogą do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego.

Opinia partnera Cyklu "Rzeczpospolitej" - Perspektywy dla Polski

Perspektywy dla Polski
Atomowy wyścig nie ominie rynku pracy
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Perspektywy dla Polski
Odpady zamrożone w skale
Perspektywy dla Polski
Kluczowe znaczenie ma etap projektowania
Perspektywy dla Polski
W poszukiwaniu żółtego ciasta
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama