Włączenie podległej prokuratury do walki ze środowiskiem sędziowskim oznacza, że rząd nie cofnie się przed niczym, aby powstrzymać niepokornych.
Prokurator krajowy wydał zalecenie wszystkim śledczym, aby reagowali na wszelkie próby podważania przez sędziów decyzji konstytucyjnych organów i instytucji.
Chodzi o kwestionowanie statusu sędziów orzekających w Sądzie Najwyższym lub sądach powszechnych, którzy zostali ocenieni przez nową KRS i nominowani przez prezydenta. Podważanie decyzji głowy państwa ma być traktowane jako próba dezintegracji sądownictwa. Prokurator krajowy polecił prokuratorom składanie wniosków o wyłączenie ze składów orzekających sędziów kwestionujących status innych sędziów oraz podjęcie innych działań procesowych. A także zawiadamiać o tym fakcie rzeczników dyscyplinarnych.
Czytaj też:
Prokuratura rusza na sędziów „buntowników”
To po ekspresowym przygotowaniu projektu ustawy kolejny radykalny ruch, który ma zgasić sędziowski bunt.
Rząd dobrze zdaje sobie sprawę, że środowisko sędziowskie, wzmocnione interpretacją wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz orzeczeniem Izby Pracy Sądu Najwyższego podającego w wątpliwość legalność reform PiS, może bardziej zdecydowanie wystąpić przeciw działaniom władzy. Pojedyncze próby kwestionowania legalności KRS czy statusu nowych sędziów nie są groźne. Kiedy jednak sędziowie będą masowo podejmować takie decyzje, sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Co doprowadzi do rozchwiania całego systemu władzy sądowniczej i chaosu prawnego. A to wróciłoby jak bumerang i politycznie uderzyło w partię władzy.
Czy dyscyplinowanie przyniesie zamierzony skutek? Raczej wątpliwe. Postawy części środowiska sędziowskiego mocno się zradykalizowały i każde kolejne próby siłowego rozwiązania mogą przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.
Rząd, angażując w spór o sądownictwo podległą politykom prokuraturę, dużo ryzykuje. Takimi działaniami może wręcz doprowadzić do buntu prokuratorów, którzy nie chcą być wciągani w polityczny konflikt, i traktowani jako mięso armatnie w bardzo kontrowersyjnej wojnie.