Państwo ma władzę regulacji wszystkiego. Jednak wszystkiego nie reguluje. Wiadomo przecież, że o rzetelną regulację jest trudno – musi ona wskazywać realny, zrozumiały społecznie cel, a także ustanawiać takie mechanizmy jego osiągnięcia, które są proporcjonalne, a więc dobrze ważą korzyści i koszty interwencji regulacyjnej. Jeżeli się tego nie zapewni, powstają iluzje regulacyjne: prawo coś reguluje, a ludzie „robią swoje”.
Czy iluzję regulacyjną można zobaczyć?
Każdy odpowiednio wnikliwy konsument łatwo może się przekonać, że w sklepach spożywczych, a także – co ciekawe – w punktach sprzedaży wyrobów tytoniowych, poczesne miejsce znalazły dodatki smakowe – aromaty. Oferowana jest ich taka rozmaitość, że nawet ich oglądanie przypomina jakąś niesamowitą podróż po kolorach, kształtach opakowań, a zwłaszcza nazwach – zarówno produktów, jak i samych aromatów.
Dla waszej wiedzy – to wszystko ilustracja iluzji regulacyjnej. Tej obecnie istniejącej i tej stanowiącej odpowiedź na nowe zjawiska na rynku. Państwo prowadzi przecież walkę z nałogami; zależy mu (słusznie!) zwłaszcza na tym, by młodzi ludzie nie szukali i nie znajdowali kontaktu z produktami, które mają moc wciągnięcia w nałóg. Jednym ze sposobów tej walki jest wprowadzanie zakazów nadawania wyrobom tytoniowym wabiących zapachów i smaków (co samo w sobie jest przejawem niesamowitej niekonsekwencji, skoro inne nałogi niż „tytoniowy” mogą cieszyć się wszelkimi smakami i zapachami świata). Co ciekawe, zakaz aromatyzacji ma wkrótce dotyczyć także saszetek nikotynowych.
Czytaj więcej:
Resort finansów chce uszczelnienia rynku e-papierosów i równocześnie proponuje dwa projekty zmian w ustawie akcyzowej. Jeden z nich obejmuje w prak...
Pro
Producenci tych wszystkich wyrobów (przynajmniej ci legalnie funkcjonujący) dostosowują swoją ofertę do wymogów prawa. Wyroby, o których mowa stają się stopniowo bezsmakowe i bezzapachowe – część z nich zaczyna mieć jedynie zapach tytoniu (bo ten jest zawsze – nie wiadomo dlaczego – dozwolony). Ale czy użytkownicy tych wyrobów dokładnie takie je spożywają? A gdzie tam! – nie ma nic prostszego niż samemu zaromatyzować jałowy produkt! Efekt jest więc taki, że powstaje dziwna sytuacja, w której jak domek z kart rozpada się cały pomysł, jak to skutecznie Państwo będzie teraz zapobiegać nałogowi palenia tytoniu czy ssania saszetki, jak to nie trafią one przez to do ust uczniów i jak nauczyciele nie będą już zmuszani do zgadywania, co też w buziach mają nastolatki (na lekcjach nie powinni mieć niczego poza aparatami ortodontycznymi, jeżeli tak zalecił lekarz). To wszystko wiara, która opiera się nie na obserwacji zachowań konsumentów, ale na głębokim zanurzeniu samych prawodawców w ich własny świat wyobrażeń, jak świat powinien działać.