We wtorek i środę w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozpoznawano skargi oraz pytania prejudycjalne polskich sądów o zmieniony przez Zjednoczoną Prawicę system sądowy. Jedno z nich zadał sędzia Igor Tuleya, odsunięty od orzekania już prawie 600 dni temu. Skarga Komisji Europejskiej dotyczy zaś Izby Dyscyplinarnej, której działanie TSUE nakazał wstrzymać, nakładając milion euro za każdy dzień niewykonywania tej decyzji. Na liczniku mamy już ponad miliard złotych kary. I wbrew zapewnieniom Warszawy, że nie zapłacimy ani centa, kwoty te są nam po prostu potrącane przez Brukselę. Ucierpiały m.in. unijne fundusze na naukę.

Tymczasem w środę Izba Dyscyplinarna znów wzięła się za orzekanie w sprawach sędziów. Na wokandzie cztery sędziowskie sprawy. Jedna z niej spadła, a pozostałe rozstrzygano jak gdyby nigdy nic. Sędziemu, w pierwszej instancji ukaranemu upomnieniem za niedociągnięcia w pracy, karę zaostrzono do nagany. Inny sędzia, wobec którego postępowanie umorzono, jednak będzie miał ponowny proces, bo Izba umorzenie uchyliła.

Czytaj więcej

Jourová: ustawa Dudy nie spełnia kamieni milowych planu naprawczego

Nie ma więc szans, by kogokolwiek przekonać, że Polska realizuje ustalenia z Brukselą w sprawie tzw. kamieni milowych. Czy ktoś na serio liczył, że nikt tego nie zauważy? Jeśli nawet liczył, to może już przestać. Komisarz Vera Jourova jasno wskazała w czwartek, że już nie tylko funkcjonowanie ID SN, ale także prezydencka ustawa o Sądzie Najwyższym nie wypełnia kamieni milowych gwarantujących wypłaty z KPO.

Mimo to słychać wypowiedzi polskich polityków, że Izba musi działać, bo sędziowie popełniają różne wykroczenia. Statystyki tego jednak nie potwierdzają. Z kolei sprawa sędziego Igora Tulei, w której prokuratura chce go zatrzymać, by postawić mu zarzuty, ciągle nie może doczekać się rozpoznania, bo wciąż ktoś się z niej wyłącza.

Jest jednak grupa osób z Izby Dyscyplinarnej twierdząca, że powinna orzekać bez względu na jakiekolwiek okoliczności. W jednym z dawniejszych orzeczeń odwołali się nawet do słów Jana Pawła II, który mówił, że każdy w swoim życiu ma „jakieś Westerplatte” – coś, o co powinno się walczyć do końca. Dla nich jest to działalność Izby, bo nie godzą się ze stanowiskiem sądów unijnych.

Ale to Westerplatte będzie trwać do połowy lipca, kiedy Izba Dyscyplinarna odejdzie w niebyt, a jej miejsce zająć ma Izba Odpowiedzialności Zawodowej, która obsadzona zostanie przez prezydenta – wybranymi członkami wszystkich izb Sądu Najwyższego, pochodzącymi z losowania. Z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że wśród wylosowanych będą też „nowi” w SN – zatem to w rękach prezydenta Dudy pozostaje, kogo wskaże do nowej izby, i czy ona stanie na szańcu Westerplatte.

Tylko że to i tak niczego nie zmieni – jak jasno wskazała Vera Jourova, mówiąc: „We will not pay the money”. Czy jesteśmy na to gotowi?