Chodzi o komentarz na twitterowym koncie Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia do wypowiedzi posła Marka Suskiego, że Kaczyński poświęcił się całym życiem; nie ożenił się, bo służył Polsce...

– Niczym Fuehrer... też wszystko poświęcił dla narodu... Ein Volk, ein Reich, ein Fuehrer, to nawet nie jest już zabawne – skomentował sędzia na twitterowym koncie.

Jarosław Kaczyński, przyzwyczajony do podobnych ataków, pewnie nic nie zrobi, choć byłaby to ciekawa sprawa o znieważenie, uważam jednak, że takie wybryki to problem dla całego środowiska sędziowskiego i w ogóle ładu publicznego w Polsce.

Owszem, sędzia ma prawo do prywatności i poglądów politycznych, ale nie może ich ujawnić tam, gdzie kończy się życie prywatne, a może nawet tam, gdzie zaczyna się publiczny wgląd w jego zachowanie. Nie może np. wygadywać bredni czy się upić na weselu córki sąsiada, gdyż przyniósłby ujmę profesji. Tak samo musi trzymać standardy na twitterowym koncie, choć występuje pod nickiem. Dlatego, że konto jest znane użytkownikom i niewłaściwe wypowiedzi sędziego trafiają do innych, urabiają np. politycznie środowisko. A tego sędziemu nie wolno.

Tak buduje się podwójne życie twittujących sędziów. Jedno (oficjalne) mamy na sali rozpraw, zwłaszcza gdy jest nagrywana, i drugie na Twitterze – dla znajomych choćby tylko z internetu. To ma fatalne wpływ na obraz sędziów w społeczeństwie, co nie jest sprawą tylko tej korporacji, ale nas wszystkich.

Nikt rozsądny nie będzie oczywiście proponował kontroli wypowiedzi sędziów, choć internet nie jest przecież anonimowy, aż dziw, że sędzia-działacz o tym zapomniał. Należałoby jednak zadbać, aby na forach z wypowiedziami kojarzonymi z sędziami był zachowany standard, a tym bardziej nie łamano prawa.

Środkiem zaradczym może być presja samego środowiska, gdyż płaci za wybryki rozgorączkowanych sędziów. I zapraszają one ministra, by zaprowadził porządek w korporacji.