Wybiegnijmy nieco w przyszłość: w Izbie Cywilnej większych zmian nie należy się spodziewać, gdyż natura spraw wymaga ugruntowanej wiedzy prawniczej, czerpiącej nieraz z osiągnięć wręcz starożytnego Rzymu czy Kodeksu Napoleona. Tu „rewolucji czy kontrrewolucji" prawnej nie będzie.
Nie mogę tego powiedzieć o Izbie Karnej, tu w atmosferze ostrzejszej polityki karnej może być też pewne zaostrzenie orzekania, a kazus posłanki Beaty S. raczej się nie powtórzy. Pamiętajmy zresztą, że wśród zbulwersowanych jej uniewinnieniem byli nie tylko sympatycy PiS.
Czytaj też:
Prof. Jan Majchrowski będzie pierwszym szefem Izby Dyscyplinarnej SN?
Wybory do SN: KRS stawia na śledczych w izbie dyscyplinarnej
Izba Pracy, pozbawiona spraw publicznych, raczej będzie w cieniu innych, przynajmniej do czasu zakończenia sprawy pytań prejudycjalnych do Luksemburga.
Sprawy publiczne, w tym stwierdzania ważności wyborów, trafią do nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Poza incydentalnymi przypadkami lokalnej powtórki wyborów, nigdy jednak nie zostały one unieważnione, nawet wtedy, gdy ponad 600 tys. obywateli złożyło protest na wybór Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta za to, że prezentował się w kampanii jako magister.
Buławę w tej batalii trzyma moim zdaniem zupełnie nowa szesnastka sędziów z Izby Dyscyplinarnej (na razie dwunastka, bo KRS nie wskazała kandydatów na cztery wakaty). Na to, jak sprawnie się zorganizują, jak będą orzekać, będzie patrzeć 10 tys. sędziów, ale i kilkadziesiąt tysięcy prokuratorów, radców, adwokatów, notariuszy i komorników. Zwłaszcza ci, którym obowiązki i standardy w swych profesjach zdarzało się lekceważyć. Nie ma wątpliwości, że przynajmniej przejściowo „wydajność" tej armii będzie większa. Sędziowie tej izby muszą być jednak rzeczywiście bez zarzutu, a jeśli nie staną na wysokości zadania, np. nadużyją uprawnień, zamiast reformy będzie klapa.