Udało się uniknąć najgorszego, czyli przeforsowania przez Jarosława Kaczyńskiego majowych wyborów prezydenckich, całkowicie sprzecznych z konstytucją i elementarną przyzwoitością. Gdyby się odbyły, prezes PiS-u podłożyłby bombę z opóźnionym zapłonem pod polskie państwo i doprowadził do niespotykanej do tej pory eskalacji konfliktu politycznego. Prezydent wybrany w takich okolicznościach byłby przez znaczną część społeczeństwa uważany za uzurpatora.
Najgorsze nie nastąpiło na skutek odważnej i konsekwentnej postawy samorządowców, umiejętnego postępowania Senatu, oporu Jarosława Gowina i części posłów Porozumienia. Wielu Polaków odetchnęło z ulgą. Nie zmienia to jednak faktu, że Oni – Kaczyński i jego ludzie – naprawdę chcieli nam to zrobić: pozbawić praw wyborczych, co w konsekwencji mogło nawet doprowadzić do przelewu krwi. Polska jest we władaniu siły politycznej o dyktatorskich zapędach, skrajnie nieodpowiedzialnej i cynicznej. Odsunięcie jej od władzy, tak szybko, jak będzie to możliwe, jest patriotycznym obowiązkiem. Pierwszy i niezwykle ważny krok na tej drodze to zwycięstwo kandydata opozycji w wyborach prezydenckich.