Spór z Komisją Europejską o Izbę Dyscyplinarną SN, spór o zatwierdzenie Krajowego Planu Odbudowy w kontekście wniosku złożonego przez premiera do TK, trwający chaos w wymiarze sprawiedliwości, niekorzystne dla części podatników zmiany zawarte w Polskim Ładzie, galopująca inflacja, brak polskiej koncesji dla TVN 24 i lex TVN w parlamencie, czekające za progiem ogromne podwyżki cen energii wynikające z unijnej polityki klimatycznej, napięte relacje z USA, prawdopodobne zwycięstwo SPD w wyborach w Niemczech, co oznaczałoby korektę kursu Niemiec ku federalizacji UE, konflikt o elektrownię Turów z Czechami, konflikt ze znaczną częścią Polaków o strategię covidową i segregację sanitarną, brak jakiejkolwiek strategii wobec programu Fit For 55, coraz większa irytacja w sferze budżetowej wobec warunków pracy i płacy, protest medyków, przygotowywane prawdopodobnie uderzenie w Huawei, a więc konflikt z Chinami, szykowane kolejne podatki – to wybór tylko niektórych najważniejszych wątków tworzących dzisiaj polityczny krajobraz połowy drugiej kadencji rządów PiS.

Wystarczy lekko poskrobać, żeby znaleźć mnóstwo innych bardziej punktowych problemów, takich jak absurdalna kilkumiliardowa inwestycja w fabrykę Izery czy koszmarnie zaprojektowany i nieprawdopodobnie wręcz niepraktyczny nowy system e-toll, za moment mający zastąpić dotychczasowy Via-toll. Pytanie brzmi, czy partia rządząca, a konkretnie Naczelnik – tak naprawdę jedyna osoba, mająca prawo podejmować kluczowe decyzje – ma nad tym jeszcze jakąkolwiek kontrolę. Odpowiedź musi być przecząca, choćby dlatego, że Jarosław Kaczyński jest tylko człowiekiem, w dodatku coraz starszym, i nie ma nadludzkich mocy. Jego mózg nie ma właściwości superkomputera, a nawet superkomputer nie byłby w stanie poradzić sobie z takim nagromadzeniem danych i zmiennych.

Czytaj więcej

Marek Suski, poseł PiS
Michał Szułdrzyński: Przyszłość Polski w UE zbyt ważna, by zostawiać ją Suskiemu

Patrząc na sytuację z pewnego dystansu, ujrzymy, że z powodów częściowo zewnętrznych, lecz w dużej mierze wewnętrznych, Polska dryfuje dzisiaj pomiędzy setkami groźnych kamieni w przypadkowo meandrującym nurcie, a sternicy naszej łódeczki nie mają żadnego planu. Ba, nie mają nawet mapy, która pokazywałaby, co jest za zakrętem rzeki. Może śmiertelnie groźne wiry? Może wodospad? Nie wiadomo. Widać tylko najbliższe zbliżające się kamienie i niektóre udaje im się wyminąć. Inne już zaczęły dziurawić burty.

Polski Ład miał być wielką i wiekopomną strategią, porządkującą perspektywę państwa na kolejne lata. Zamiast tego okazał się jeszcze jednym problemem na i tak długiej liście. Prawdziwie strategicznego spojrzenia nie przedstawił od dawna nikt, a już z pewnością nie premier, który wyspecjalizował się w wygłaszaniu beztreściowych, gomułkopodobnych wystąpień, wysławiających rzekome osiągnięcia władzy. W najtrudniejszej pod wieloma względami od lat sytuacji perspektywa władzy skróciła się do kilkunastu, może nawet kilku miesięcy. Byle jakoś jeszcze przetrzymać. Szalup na tej łódce nie ma.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy”