Czytaj w Uważam Rze "Do kołtuna III RP"
Marcin Meller, felietonista "Wprost", który uznał się za jego adresata, odpowiedział mi na łamach swojego tygodnika. Spróbuję kontynuować tę wymianę myśli, gdyż przedkładam dialog nad monolog.
Meller próbuje moje uwagi nieco upartyjnić i zredukować. Nie jestem np. przeciwnikiem biegania, sportu czy dietetyki, lecz jedynie czynienia z nich religii. A fakt, że Kaczyński mianował mnie prezesem TVP (jakby bywali prezesi TVP z niepolitycznego nadania), nie ma tu nic do rzeczy.
Ale przejdźmy do spraw ważniejszych, jak pisze Meller: "A nawet jeśli ktoś ma letni stosunek do polskiej historii, religii, imponderabiliów, chce tylko porządnie żyć, mieć mieszkanie, samochód (...) i nie zawracać sobie głowy Przeznaczeniem wiszącym nad Polską, to co w tym złego? Nawet jeśli powtarza obiegowe mądrości środowiskowe (...)".
Dziwię się wstrzemięźliwości Marcina. Bo wnioskiem z jego rozumowania powinno być to, aby mu w ogóle nie tylko Przeznaczeniem, ale i niczym innym głowy nie zawracać.
Można powiedzieć, że tak żyje większość ludzi i mają do tego prawo. Owszem, mają prawo, ale inni mają prawo to oceniać. Mogą wskazać m.in., że postawa taka jest paradoksalna, gdyż dobrobyt człowieka zależy od innych, a samotny może być tylko Bóg albo zwierzę. Wyobrażenie samowystarczalności jest jedynie dziecinnym zamykaniem oczu na rzeczywistość. Można powiedzieć, że postawa taka jest nieetyczna, gdyż etyka oznacza stosunek do innych. A patriotyzm jest lojalnością wobec najszerszej wspólnoty, z jaką potrafimy się zidentyfikować.
Ale Meller uznaje, że nie ma nic złego w tym, iż człowiek zadowala się powtarzaniem środowiskowych frazesów. Może wówczas – dodaję za niego – dystansować się od kłopotliwych pytań i samoutwierdzać w tym, co wydaje mu się – sam wymyślił. Może nie myśleć. Czy o to Ci chodzi, Marcinie?
I czy naprawdę wierzysz, że człowiek może być usatysfakcjonowany tym, iż nikt mu niczym nie zawraca głowy?
Licząc na dialog,
Bronisław Wildstein