Z kolei rząd ogłosił ambitne plany budowy ogromnego lotniska, produkcji miliona aut elektrycznych, transportowych luxtorped, technologicznie zaawansowanych dronów i całego szeregu innych pożytecznych produktów, które mają rozsławić nasze imię na świecie. Bo marzeniem premiera Morawieckiego jest to, by Polska przestała być wreszcie „krajem bez marki" i zaczęła być kojarzona z nowoczesnością, wydajnością i rozwojowym rozmachem.

Nic dziwnego, że o tym powinniśmy marzyć. Mamy bowiem gospodarkę, która eksportuje towary za ćwierć biliona dolarów – i która nikomu na świecie nie kojarzy się z niczym poza Chopinem, Janem Pawłem II, czasem wódką i ewentualnie (zresztą niesłusznie) dziewiczymi lasami. Według rankingu Country Brand Index znajdujemy się dopiero na 45. miejscu na 75 krajów objętych porównaniem. Coś z tym na pewno trzeba zrobić. Może jednak istnieje tańszy, a bardzo skuteczny sposób rozsławienia marki kraju i przetworzenia go na góry zarobionych pieniędzy?

Właśnie przeczytałem, że korzyści ekonomiczne Wielkiej Brytanii z tytułu ślubu księcia Harry'ego z Meghan Markle sięgnęły blisko 1,5 mld dol. A przecież mówimy tylko o jednym wydarzeniu, w dodatku dotyczącym księcia, który jest dopiero szósty w kolejce do tronu, więc na nim zapewne nigdy nie zasiądzie. Cała wartość rynkowa instytucji brytyjskiej monarchii szacowana jest na 100 mld dol., z czego ponad 60 mld stanowi bezpośrednią korzyść dla brytyjskiej gospodarki. Monarchia przynosi co roku miliardy dolarów dochodu – od turystyki poczynając, na podniesieniu wartości marek brytyjskich firm kończąc.

No tak, może więc rząd powinien się nad tym zastanowić? Dokonany szybko biznesplan pokazuje, że wprowadzenie monarchii w Polsce nie byłoby przedsięwzięciem bardzo drogim. Siedziba już jest – to oczywiste, że król powinien rezydować na Zamku. Koronę i inne insygnia trzeba byłoby zakupić (bo oryginalne przetopili w 1811 roku Prusacy), więc pewnie kilka milionów złotych trzeba byłoby wydać. Pensja króla nie musi być wygórowana (król Hiszpanii ma 30 mln zł rocznie). Razem – góra 50 mln zł, pewnie mniej niż jeden planowany hollywoodzki film, całkiem w granicach możliwości finansowych Fundacji.

Jest problem z wyborem króla – właściwie powinien to być ktoś z dynastii saskiej (która miała być polską dynastią dziedziczną na podstawie Konstytucji 3 maja), najpewniej mieszkający w Niemczech książę Rüdiger von Sachsen. Fundacji zapewne nie bardzo by to odpowiadało, ale pewnie dałoby się coś zrobić, przywracając instytucję królów elekcyjnych.

Prosty zabieg? Owszem. A korzyści gospodarczych wiele, bo monarchia może dziś konkurować nie tylko z jachtem lub filmem, ale może nawet i z małą fabryką dronów.