Reklama

A może monarchia?

Mamy problem z budową dobrego wizerunku kraju. Powołana w tym celu Polska Fundacja Narodowa ma wprawdzie szereg wspaniałych pomysłów, od pływających dookoła świata jachtów po dofinansowywanie hollywoodzkich superprodukcji o historii Polski, ale efektów na razie nie widać.
A może monarchia?

Foto: Adobe Stock

Z kolei rząd ogłosił ambitne plany budowy ogromnego lotniska, produkcji miliona aut elektrycznych, transportowych luxtorped, technologicznie zaawansowanych dronów i całego szeregu innych pożytecznych produktów, które mają rozsławić nasze imię na świecie. Bo marzeniem premiera Morawieckiego jest to, by Polska przestała być wreszcie „krajem bez marki" i zaczęła być kojarzona z nowoczesnością, wydajnością i rozwojowym rozmachem.

Nic dziwnego, że o tym powinniśmy marzyć. Mamy bowiem gospodarkę, która eksportuje towary za ćwierć biliona dolarów – i która nikomu na świecie nie kojarzy się z niczym poza Chopinem, Janem Pawłem II, czasem wódką i ewentualnie (zresztą niesłusznie) dziewiczymi lasami. Według rankingu Country Brand Index znajdujemy się dopiero na 45. miejscu na 75 krajów objętych porównaniem. Coś z tym na pewno trzeba zrobić. Może jednak istnieje tańszy, a bardzo skuteczny sposób rozsławienia marki kraju i przetworzenia go na góry zarobionych pieniędzy?

Właśnie przeczytałem, że korzyści ekonomiczne Wielkiej Brytanii z tytułu ślubu księcia Harry'ego z Meghan Markle sięgnęły blisko 1,5 mld dol. A przecież mówimy tylko o jednym wydarzeniu, w dodatku dotyczącym księcia, który jest dopiero szósty w kolejce do tronu, więc na nim zapewne nigdy nie zasiądzie. Cała wartość rynkowa instytucji brytyjskiej monarchii szacowana jest na 100 mld dol., z czego ponad 60 mld stanowi bezpośrednią korzyść dla brytyjskiej gospodarki. Monarchia przynosi co roku miliardy dolarów dochodu – od turystyki poczynając, na podniesieniu wartości marek brytyjskich firm kończąc.

No tak, może więc rząd powinien się nad tym zastanowić? Dokonany szybko biznesplan pokazuje, że wprowadzenie monarchii w Polsce nie byłoby przedsięwzięciem bardzo drogim. Siedziba już jest – to oczywiste, że król powinien rezydować na Zamku. Koronę i inne insygnia trzeba byłoby zakupić (bo oryginalne przetopili w 1811 roku Prusacy), więc pewnie kilka milionów złotych trzeba byłoby wydać. Pensja króla nie musi być wygórowana (król Hiszpanii ma 30 mln zł rocznie). Razem – góra 50 mln zł, pewnie mniej niż jeden planowany hollywoodzki film, całkiem w granicach możliwości finansowych Fundacji.

Jest problem z wyborem króla – właściwie powinien to być ktoś z dynastii saskiej (która miała być polską dynastią dziedziczną na podstawie Konstytucji 3 maja), najpewniej mieszkający w Niemczech książę Rüdiger von Sachsen. Fundacji zapewne nie bardzo by to odpowiadało, ale pewnie dałoby się coś zrobić, przywracając instytucję królów elekcyjnych.

Reklama
Reklama

Prosty zabieg? Owszem. A korzyści gospodarczych wiele, bo monarchia może dziś konkurować nie tylko z jachtem lub filmem, ale może nawet i z małą fabryką dronów.

Opinie Ekonomiczne
Gorynia, Fiedor, Polowczyk: 250 lat „Bogactwa narodów”
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Opinie Ekonomiczne
Dzisiaj mija 250 lat od pierwszego wydania biblii kapitalizmu
Opinie Ekonomiczne
Trójkąt Weimarski na czele elektryfikacji i reindustrializacji Europy
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Drogie paliwo na stacjach? Winnych szukajcie poza Polską
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama