Jak idzie rozdzielanie pomocy z tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju?

Paweł borys: Wsparcie finansowe dociera bardzo szybko, co było szalenie istotne w tych najtrudniejszych miesiącach. W ciągu pięciu tygodni pomoc otrzymało ponad 240 tys. firm, jej wartość to ponad 45 mld zł. Rządowa tarcza chroni już przeszło 2,3 mln pracowników. Większość stanowią mikroprzedsiębiorstwa, których jest 187 tys. Są to drobne usługi jak np. fryzjerzy, małe punkty handlowe i usługowe, które otrzymują średnio 70 tys. zł subwencji. 52 tys. to małe i średnie firmy, które otrzymują pomoc w kwocie średnio 610 tys. zł. To bardzo znaczące środki, chroniące już te wszystkie firmy, które mocno odczuły skutki pandemii koronawirusa, przed poważnymi kłopotami finansowymi lub upadłością, a pracowników przed zwolnieniami.

W czasie ogłaszania tarczy mówiliście o 650 tys. firm, do których ma być ona zaadresowana. Pomoc dostało 240 tys. Co z resztą firm?

Program skierowany jest do wszystkich przedsiębiorców, którzy przychody spadły o co najmniej jedną czwartą. Wszystkich przedsiębiorców mikro, małych i średnich jest około 650 tys. Zakładaliśmy, że ponad połowa branż w Polsce silnie odczuwa skutki pandemii. Dlatego ocenialiśmy, że z tarczy skorzysta 300–350 tys. firm. Mamy już 240 tys., co stanowi 37 proc. wszystkich firm w Polsce. Program trwa do końca lipca, więc wygląda na to, że wszystkie parametry zostały dobrze policzone. Chciałem też uspokoić te firmy, które jeszcze nie skorzystały z pomocy, że rząd przewidział dla małych, mikro i średnich firm w sumie aż 75 mld zł, z których wykorzystane jest 45 mld zł, co oznacza, że środków jest bardzo dużo i wystarczy dla każdego, kto odczuł silnie skutki pandemii.

Jaki procent wniosków o pomoc z tarczy finansowej zostaje przyjęty?

Wszystkie wnioski rozpatrujemy w ciągu kilkunastu godzin i jak dotąd aż 85 proc. wniosków zostało rozpatrzonych pozytywnie.

Czytaj także: Tarcza Antykryzysowa 4.0 ułatwi firmom restrukturyzację 

Ile się czeka na wypłatę pieniędzy?

Uruchamiając ten program, zdawaliśmy sobie sprawę, że mamy bardzo mało czasu, bo kryzys bardzo szybko uderzył w gospodarkę. Badania pokazywały, że znaczna część firm ma pieniądze na miesiąc, góra dwa. Żeby w krótkim czasie obsłużyć kilkaset tysięcy firm, musieliśmy sięgnąć po nowe technologie. Jestem przekonany, że zespół PFR wspólnie z KIR, PKO BP i innymi bankami w 2,5 tygodnia stworzył jeden z najnowocześniejszych systemów wsparcia przedsiębiorstw na świecie. Jest on wspierany bardzo zaawansowanym algorytmem, sztuczną inteligencją oraz zintegrowany z bazami US i ZUS, co umożliwia ocenę wniosków w ciągu kilkunastu godzin. To sprawia, że pieniądze trafiają na konta firm w ciągu 24–48 godzin. Nie mamy żadnych nierozpatrzonych wniosków. Otrzymujemy obecnie zapytania z innych krajów o nasz system, ponieważ zarówno w Niemczech, jak i USA podobne systemy subwencji natrafiły na szereg problemów, zwłaszcza technologicznych, związanych z cyberbezpieczeństwem, nadużyciami lub określeniem warunków takich subwencji.

Co z tarczą finansową dla dużych firm? Ciągle nie ma wszystkich zgód Komisji Europejskiej na jej uruchomienie.

Nie ukrywam, że w mojej ocenie proces notyfikacji rozwiązań tarczy adresowanych do dużych firm trwa za długo w stosunku do sytuacji. Te decyzje powinny zapaść w ciągu kilku dni, a nie tygodni, a już na pewno nie miesięcy. Trwało to tak długo chyba dlatego, że Polska przecierała tu szlaki. Żaden kraj jeszcze nie wdrożył tak dużego programu obejmującego instrumenty dłużne i kapitałowe, rekompensaty strat. Mieliśmy więc niełatwe momentami negocjacje, ale chyba zakończyły się rozwiązaniami, które pozwolą nam działać od przyszłego tygodnia. Będzie to potężne wyzwanie, bo już w tej chwili mamy blisko 600 dużych firm, które się wstępnie zgłosiły po pomoc. Program dla dużych firm będzie trwał do końca roku. Podstawowym celem jest to, aby wszystkie te firmy i ich pracowników bezpiecznie przeprowadzić przez kryzys, aby wyszły z niego możliwie stabilnie i nie utraciły potencjału rozwojowego.

Dlaczego tarcza antykryzysowa i jej kolejne odsłony nie działają tak sprawnie jak tarcza finansowa? Chodzi o pomoc wypłacaną przez ZUS i urzędy pracy. Niektórzy przedsiębiorcy mówią, że czekają na pomoc tygodniami i nie mają sygnału, czy coś z tego będzie czy nie. Protestowali nawet na ulicach.

Obserwuję, jak to działa w różnych krajach. Rozmawiam też z przedsiębiorcami. I uważam, że Polska dobrze sobie radzi ze wspieraniem firm i ochroną miejsc pracy. Zwłaszcza na poziomie powiatowych urzędów pracy widać problemy z brakiem cyfryzacji. Uważam, że ZUS robi olbrzymią, dobrą pracę, dzięki której już milion pracowników objętych jest ochroną i dofinansowaniem pensji na postojowym i w obniżonym wymiarze czasu pracy. Czasami są trudne sytuacje. Bardzo odmienna jest specyfika różnych aktywności firm lub NGOs. Ale dialog z branżami z udziałem premiera Morawieckiego czy minister Emilewicz był i jest bardzo intensywny. Sam codziennie rozmawiam z wieloma firmami, organizacjami pracodawców lub pracowników. Miejmy świadomość, że to olbrzymia skala wniosków.

Czy rząd myśli o przedłużeniu rozwiązań zapisanych w tarczy antykryzysowej? Część z nich przyznana jest na trzy miesiące.

Wszystko wskazuje na to, że w drugim kwartale do gospodarki trafi co najmniej 80 mld zł szeroko rozumianej pomocy. Z tarczy antykryzysowej m.in. na dofinansowanie miejsc pracy czy w postaci zwolnień ze składek ZUS. Z tarczy finansowej w ramach subwencji. Mówimy więc o potężnych środkach. Tarcza finansowa jest przy tym tak pomyślana, żeby finansowała potrzeby firm w perspektywie sześciu–dziewięciu miesięcy. Cała pomoc jest pomyślana tak, by nie tylko teraz stabilizować finanse firm, ale też zabezpieczać rynek pracy i sektor przedsiębiorstw co najmniej w kolejnych dwóch kwartałach. Być może rozwiązania ochrony rynku pracy rzeczywiście warto będzie przedłużyć, ale jest to decyzja rządu, uzależniona pewnie od danych spływających na bieżąco z gospodarki.

Priorytetem w strategii rządu było zabezpieczenie na pierwszym etapie strony podażowej gospodarki, sektora przedsiębiorstw i rynku pracy. Panika została opanowana. Teraz, w perspektywie trzeciego i czwartego kwartału, problemy gospodarcze sprowadzają się do problemów popytowych. Czyli jak stymulować ożywienie, chociażby poprzez program inwestycji publicznych, które zrekompensują pewnie niestety nieuchronny spadek inwestycji prywatnych, jak wspierać eksport w związku ze słabą koniunkturą w całej Europie. Tu potrzebne są inne narzędzia.

Jakie?

Konsumpcja najbardziej zależy od tego, czy nie nastąpi wzrost bezrobocia, a jeżeli nastąpi, to ważne, by osoby bez pracy miały wyższe zasiłki. I rząd zapowiedział ich podwyżkę. Potrzebny jest impuls inwestycyjny, bo to, co w kryzysie najbardziej spada od strony popytu, to inwestycje. I trzeci element to pobudzenie eksportu. Mamy trochę słabszego złotego, który pomaga. Stopy procentowe są na bardzo niskim poziomie, co jest impulsem do wydawania oszczędności. Polityka fiskalna, walutowa, monetarna jest więc bardzo ekspansywna. Nastawiona na pobudzenie popytu.

Drugi kwartał był najgorszy i będziemy teraz wychodzić z zapaści?

Nie mam wątpliwości, że dno recesji było w drugiej połowie kwietnia. Wszystkie dane na to wskazują. Od tego momentu następuje już wzrost aktywności gospodarczej, choć skala recesji, spadek PKB w drugim kwartale, pewnie sięgnie około 10 proc. Natomiast dane dotyczące zużycia energii, płatności z kart bankowych, mobilności, otwierania poszczególnych sektorów wskazują, że jesteśmy teraz na poziomie 85, może nawet 90 proc. aktywności sprzed wybuchu pandemii.

Czy w przypadku drugiej fali pandemii rządy na całym świecie zdecydowałyby się znów na zamrożenie swoich gospodarek?

Lockdown przy pierwszej fali pandemii był niezbędny, żeby zapanować nad sytuacją pod względem zdrowotnym. Ludzie musieli się oswoić z tym, że trzeba żyć w nieco innej rzeczywistości, w systemie restrykcji sanitarnych. Natomiast koszty walki z pandemią dla gospodarki są gigantyczne. Szacuje się, że dług publiczny w większości krajów europejskich i w USA wzrośnie średnio o 15–20 proc. Jestem przekonany, że wszyscy będą robili, co możliwe, żeby do kolejnego lockdownu nie doszło. Trzeba się jednak przyzwyczaić, że przez kolejne miesiące i kwartały epidemia będzie z nami. Ważne, żeby te zachorowania były jednak pod kontrolą, żeby służba zdrowia mogła sobie z nimi poradzić. Dlatego warto utrzymywać dystans społeczny, bo od tego zależy, czy i jak silna będzie ewentualna druga fala pandemii i czy trzeba będzie ponownie wprowadzać jakieś obostrzenia.

Kiedy wrócimy do poziomu życia sprzed kryzysu? Jak długo potrwa odbudowa gospodarki?

Wszystko wskazuje na to, że spadek PKB w tym roku w krajach rozwiniętych, w Europie i w USA sięgnie około 8 proc. Ścieżka powrotu do ożywienia gospodarczego będzie miała kształt litery U. To oznacza, że nie będzie bardzo szybka. Zajmie co najmniej dwa–trzy kwartały. Dobrze, że Komisja Europejska wyszła z dodatkowym pakietem stymulującym gospodarkę w latach 2021–2022. To będzie ważny impuls także dla Polski, bo to są znaczące pieniądze. Jeśli więc weźmiemy pod uwagę ekstremalnie niskie stopy procentowe, duże krajowe pakiety pobudzenia fiskalnego gospodarki i jeszcze ten impuls ogólnoeuropejski, to wszystko wskazuje, że w 2021 r. to ożywienie się pojawi. Natomiast gospodarki wrócą do poziomu sprzed kryzysu nie wcześniej niż na przełomie lat 2021 i 2022. Trzeba też jednak niestety pamiętać, że liczba ryzyk, które czyhają po drodze, od kryzysu zadłużenia, poprzez słabość sektora bankowego w strefie euro, po zimną wojnę między USA a Chinami, jest bardzo duża. Będzie to więc okres podwyższonej niestabilności, ale jestem przekonany, że polska gospodarka powróci szybko na ścieżkę wzrostu.

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. Wcześniej zarządzał programami emerytalnymi dla polskich instytucji finansowych, takich jak NBP oraz GPW. Pracował też m.in. w Grupie Deutsche Bank, w DWS TFI, a także jako dyrektor zarządzający w PKO Banku Polskim. W 2013 roku został uznany za jednego z najlepszych polskich menedżerów przed czterdziestką (wg magazynu „Sukces").