Wśród uwag merytorycznych, gdzie przeważały słuszne argumenty o kosztach budżetowych administracyjnej ingerencji w rynkowe ceny paliw dla wszystkich, zabrakło mi jednak jeszcze jednego ważnego wątku. Chodzi mianowicie o elastyczność cenową popytu na paliwa.

Czytaj więcej

Rząd ogłosił ceny paliw do 7 kwietnia. Benzyna Pb95 po 6,21 zł, diesel 7,87 zł

A tu przy szeroko adresowanych ingerencjach sprawy mają się jak następuje:

  1. Paliwa są towarem charakteryzującym się bardzo niską elastycznością cenową popytu.
  2. Żeby było jasne: nie jest to jakaś specjalna polska domena. To zjawisko globalne, występuje wszędzie na świecie, gdzie ludzie używają pojazdów mechanicznych.
  3. Ta bardzo niska elastyczność cenowa popytu zaznacza się szczególnie mocno w KRÓTKIM OKRESIE. Kiedy wstrząs cenowy jest relatywnie niedługi (kilka miesięcy) wówczas wzrost cen paliw o 10 proc. owocuje spadkiem popytu średnio o 2,6 proc.
  4. Popyt spada jednak zauważalnie bardziej - ponad dwukrotnie, wobec krótkiego ruchu cen w górę, bo średnio o blisko 6 proc. - kiedy podwyżki cen są TRWAŁE (ponad dwa kwartały).
  5. Podobną zależność popytu od ceny paliw obserwujemy w KRÓTKI OKRESIE przy SPADKACH cen. Tyle, że tym razem działa ona w drugą stronę. Przy 10 proc. spadku cen popyt w okresie kilku miesięcy rośnie średnio o 2,6 proc.
  6. Za to ciekawe rzeczy dzieją się przy TRWAŁYCH spadkach cen paliw (ponad dwa kwartały). Otóż ludzie wcale nie kupują więcej benzyny do używanych przez siebie aut; porzucają za to pojazdy ekonomiczne na rzecz uroczych paliwożernych, szybkich i wygodnych maszyn.

Jaki z tego wniosek dla „naszego” CPN? Rządowe ceny maksymalne pozostają kompletnie bez związku z ograniczeniem lub wzrostem popytu na paliwa w krótkim czasie. Gdyby zaś interwencja miała potrwać dłużej (na co się zanosi), to – przy regularnym wzroście realnych wynagrodzeń – popyt na paliwa o administracyjnie regulowanych cenach będzie sobie rósł, bo promuje brak oszczędności. Wraz z tym wzrastać będą też koszty budżetowe interwencji.

Czytaj więcej

Gdzie w Europie paliwa są najdroższe? Polski nie ma w czołówce

Czyli bodźce zastosowane przez rząd są ekonomicznie kompletnie pozbawione sensu. Przy okazji zwiększają też, oczywiście, koszty środowiskowe. A że się to ludziom podoba? Cóż, wielu dałoby się zabić w obronie tezy, że rząd jest od podobania się, a nie od racjonalnych decyzji. I na takie dictum to ja już nie znajduję żadnych ekonomicznych argumentów. To cios wprost zabójczy.

O autorze

Janusz Jankowiak

Główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, dwukrotny zwycięzca konkursu NBP i Rzeczpospolitej na najlepszego analityka makroekonomicznego roku