Wśród uwag merytorycznych, gdzie przeważały słuszne argumenty o kosztach budżetowych administracyjnej ingerencji w rynkowe ceny paliw dla wszystkich, zabrakło mi jednak jeszcze jednego ważnego wątku. Chodzi mianowicie o elastyczność cenową popytu na paliwa.
Czytaj więcej
Wiadomo ile zapłacimy za paliwo w Wielkanoc. Do 7 kwietnia maksymalne stawki za benzynę i olej napędowy wyniosą odpowiednio 6,21 groszy za litr be...
A tu przy szeroko adresowanych ingerencjach sprawy mają się jak następuje:
- Paliwa są towarem charakteryzującym się bardzo niską elastycznością cenową popytu.
- Żeby było jasne: nie jest to jakaś specjalna polska domena. To zjawisko globalne, występuje wszędzie na świecie, gdzie ludzie używają pojazdów mechanicznych.
- Ta bardzo niska elastyczność cenowa popytu zaznacza się szczególnie mocno w KRÓTKIM OKRESIE. Kiedy wstrząs cenowy jest relatywnie niedługi (kilka miesięcy) wówczas wzrost cen paliw o 10 proc. owocuje spadkiem popytu średnio o 2,6 proc.
- Popyt spada jednak zauważalnie bardziej - ponad dwukrotnie, wobec krótkiego ruchu cen w górę, bo średnio o blisko 6 proc. - kiedy podwyżki cen są TRWAŁE (ponad dwa kwartały).
- Podobną zależność popytu od ceny paliw obserwujemy w KRÓTKI OKRESIE przy SPADKACH cen. Tyle, że tym razem działa ona w drugą stronę. Przy 10 proc. spadku cen popyt w okresie kilku miesięcy rośnie średnio o 2,6 proc.
- Za to ciekawe rzeczy dzieją się przy TRWAŁYCH spadkach cen paliw (ponad dwa kwartały). Otóż ludzie wcale nie kupują więcej benzyny do używanych przez siebie aut; porzucają za to pojazdy ekonomiczne na rzecz uroczych paliwożernych, szybkich i wygodnych maszyn.
Jaki z tego wniosek dla „naszego” CPN? Rządowe ceny maksymalne pozostają kompletnie bez związku z ograniczeniem lub wzrostem popytu na paliwa w krótkim czasie. Gdyby zaś interwencja miała potrwać dłużej (na co się zanosi), to – przy regularnym wzroście realnych wynagrodzeń – popyt na paliwa o administracyjnie regulowanych cenach będzie sobie rósł, bo promuje brak oszczędności. Wraz z tym wzrastać będą też koszty budżetowe interwencji.
Czytaj więcej
Ceny paliwa lotniczego i oleju napędowego w północno-zachodniej Europie osiągnęły w tym tygodniu nowe maksima wszech czasów. Najdrożej na stacjach...
Czyli bodźce zastosowane przez rząd są ekonomicznie kompletnie pozbawione sensu. Przy okazji zwiększają też, oczywiście, koszty środowiskowe. A że się to ludziom podoba? Cóż, wielu dałoby się zabić w obronie tezy, że rząd jest od podobania się, a nie od racjonalnych decyzji. I na takie dictum to ja już nie znajduję żadnych ekonomicznych argumentów. To cios wprost zabójczy.