Rzecz jasna znika nie w sensie fizycznym. Sztaby, jak należy zakładać, zdeponowane w porządnych bankowych skarbcach ani nie znikają, ani nie ulegają fizycznej degradacji. Natomiast – nieco na złość szefowi NBP Adamowi Glapińskiemu – zdecydowanie tracą na wartości. Ostatni tydzień był najgorszy dla kursu złota od… 43 lat.
Kruszec potaniał w skali tygodnia aż o 10,5 proc., co po raz ostatni zdarzyło się w 1982 r. Eksperci wskazują, że przyczyną jest wojna, która nie „tuczy złota, jak inflacja czasu pokoju”. W sytuacji międzynarodowych kryzysów wiele państw i instytucji uwalnia zasoby złota, przez co zwiększa się podaż i maleje popyt. Złoto staje się też mniej konkurencyjne od innych aktywów, jak choćby papierów dłużnych najstabilniejszych gospodarek świata, przez co jego ceny lecą na przysłowiową twarz.
Czytaj więcej
Złoto dla zuchwałych - tak dziś można opisać nastroje na rynku tego metalu, którego cena zmienia się w ostatnich miesiącach po kilkanaście procent.
Jak bardzo potaniało polskie złoto?
Używając kalkulatora, można szybko obliczyć, jakie ta deprecjacja ma skutki dla wartości rezerw NBP ulokowanych w złocie. Od stycznia, kiedy kilogram tego metalu kosztował 176 825 dol., do 20 marca, kiedy jego cena spadła do 147 890 dol., wartość rezerw NBP zdeponowanych w złocie (570 ton) zmniejszyła się o 17,1 mld dol. W przeliczeniu na złotego to gigantyczna kwota 63,2 mld zł. Podkreślmy: o tyle zmniejszyła się wartość księgowa złota, a nie jego realny zasób.
Kolejne trzy dni też nie były dla kruszcu łaskawe, znowu taniał. 23 marca rano dolna granica wartości złota była najniższa od dawna. Za uncję płacono 4300 dol. Co to oznaczało dla polskich rezerw w złocie? Kolejny spadek wartości, tym razem (w porównaniu ze stanem z 20 marca) 2,45 mld dol., czyli 9,13 mld zł.