Premier Donald Tusk odnosząc się do żądań części opozycji, a także sugestii ze strony prezydenta Nawrockiego, aby rząd zabiegał o wyjście z systemu EU ETS, odpowiedział, że Polska będzie zabiegała o „specyficznie polskie rozwiązania, aby uszanować naszą sytuację, w której m.in. ETS stanowi bardzo istotny i negatywnie rozstrzygający czynnik wpływający na ceny energii”. Naprzeciw temu postulatowi może wyjść propozycja polskiej energetyki jeszcze z ubiegłego roku, kiedy w UE trwały konsultacje dot. ew. zmian w systemie EU ETS. Propozycja polskiej energetyki mogłaby pogodzić stanowiska dużego i małego Pałacu.
Tylne wyjście dla polskiej energetyki
Polska Grupa Energetyczna, największa spółka elektroenergetyczna w kraju, w ramach Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej zaproponowała dość odważnie zmianę unijnej dyrektywy ETS. Zgodnie z nią, elektrownie rezerwowe lub zapasowe mogą zostać wyłączone z EU ETS tylko wtedy, gdy w ciągu trzech ostatnich lat ich czas pracy nie przekroczył 300 godzin rocznie. Jest to zapis pod elektrownie, które działają tylko wyłącznie w awaryjnych sytuacjach, jak realny brak dostaw prądu.
Czytaj więcej
Polski rząd powinien domagać się odejścia od systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 – pisze w liście do premiera Donalda Tuska prezydent Karol...
Jednak potrzeba utrzymywania takich zapasowych elektrowni węglowych i gazowych rośnie wraz z rosnącą mocą OZE. W okresie wiosenno-letnim więcej energii zużywamy z OZE, a wieczorne szczyty zapotrzebowania będą w kolejnych latach obsługiwać magazyny energii. Gorzej będzie w okresie jesienno-zimowym, kiedy póki co, bez elektrowni węglowych i gazowych trudno się obejść. I to właśnie w tym okresie te elektrownie byłyby włączane. Mają one przede wszystkim zabezpieczać dostawy energii. Jednak 300 godz. może okazać się za mało, aby to bezpieczeństwo zapewnić. PKEE postuluje większą elastyczność tego mechanizmu – np. możliwość wniesienia opłaty zamiast automatycznego powrotu jednostki do systemu. Dodatkowo, limit 300 godzin powinien – zdaniem PGE – zostać podniesiony do 1500 godzin. Co do zasady dotyczyć to ma głównie elektrowni gazowych, ale z tego zapisu mogłyby skorzystać także elektrownie węglowe. Enea, drugi co do wielkości producent energii w Polsce, uważa, że warto powalczyć o ten zapis, ale zwiększenie limitu wiązałoby się z koniecznością zachowania w systemie jednostek emisyjnych dla uzupełnienia okresowych ubytków mocy, a tym samym zagwarantowałoby niezawodność dostaw energii i bezpieczeństwo. W opinii Taurona wyłączenie spod dyrektywy jednostek pracujących w ograniczonym wymiarze godzin poprawiłoby ich ekonomikę, a także ułatwiło planowanie działań remontowych, pozwalając na utrzymanie ich w rezerwie.
Poparcie rządu, wstrzemięźliwość ekspertów
Ten postulat zyskuje także poparcie ze strony rządu. – Z punktu widzenia polskiej energetyki zabezpiecza nam rezerwę mocy przy przystępnej cenie. To może też nam obniżyć ceny energii. Z kolei z punktu widzenia poziomu emisji to promil. Warto się nad tą propozycją zastanowić. Naszym zdaniem samo zawieszenie ETS będzie najtrudniejsze do osiągnięcia – słyszymy nieoficjalnie z Ministerstwa Klimatu i Środowiska.