Od blisko pięciu lat krok po kroku zarzynają polską giełdę – rynek kapitałowy, który miał być źródłem finansowania rozwoju polskich przedsiębiorstw, a poprzez nie całej gospodarki.
Największe zasługi w rozmontowywaniu giełdy mają rządzący. To oni najpierw ograniczyli składkę do OFE, by zaraz potem wykonać skok na kasę i pozbawić członków funduszy emerytalnych połowy zgromadzonych tam oszczędności. Tak zmienili reguły działania OFE, że te niejako zmuszone są do inwestowania na giełdach zagranicznych. I oto – dzięki działaniu koalicji PO–PSL – pieniądze przyszłych emerytów zamiast krajową gospodarkę zasilają niemiecką, brytyjską itd.
Teraz rząd Ewy Kopacz majstruje przy notowanych na giełdzie spółkach energetycznych i próbuje je zmusić do wyłożenia setek milionów złotych na zasypanie gigantycznego deficytu górnictwa węgla kamiennego. Akcjonariusze kontrolowanych przez państwo firm mają pokryć koszty nieudolności rządzących, którzy w porę albo nie umieli, albo nie chcieli dostrzec, że kopalnie zmierzają ku plajcie. Spółki stawiają opór, ale ich współwłaściciele już tracą w wyniku spadku kursów. Tak oto wygląda smutny finał sztandarowego programu PO pt. akcjonariat obywatelski.
Opozycja też ma swoje za uszami. Prący do władzy PiS forsuje podatek bankowy, który – jak dowiodły doświadczenia orbanowskich Węgier – doprowadzi do ograniczenia zysków banków, ale przede wszystkim dostępu do kredytów.
Na razie przyszły podatek mocno odchudził portfele posiadaczy akcji banków notowanych na GPW. Od połowy maja, kiedy po zwycięstwie w pierwszej turze wyborów Andrzeja Dudy stało się jasne, że PiS ma bardzo poważne szanse na utworzenie jesienią rządu, indeks WIG-Banki stracił ponad 21 proc. Duża część tego spadku to skutek działania SLD, które w trosce o głosy wyborców w jeden wieczór dosłodziło zgłoszoną przez PO ustawę o pomocy dla frankowiczów, przerzucając na banki aż 90 proc. kosztów przewalutowania.