Witold M. Orłowski: Cuda, cuda ogłaszają!

Boże Narodzenie to czas cudów. Ale nie najlepiej, jeśli cuda dzieją się w banku centralnym.

Publikacja: 21.12.2023 03:00

Prezes NBP Adam Glapiński

Prezes NBP Adam Glapiński

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

Z drugiej strony nie ma co się dziwić. Pieniądz zawsze łączył się z cudami, tak jak magnes przyciąga żelazo. Przez stulecia monarchowie zatrudniali nadwornych alchemików, których zadaniem było odkrycie kamienia filozoficznego – substancji zamieniającej pospolite materiały w złoto. Kamienia filozoficznego w końcu żaden alchemik nie znalazł, ale swoje honoraria wziął. A w tamtych czasach nikt się nie burzył, kiedy alchemik wypłacał sobie kolejne krotności pensji w formie nagród za wyśmienitą pracę.

Od 100 lat zadanie stało się jednak znacznie prostsze, bo banki centralne generalnie przestały wymieniać swoje banknoty na złoto. W pewnym sensie udało się więc odnaleźć kamień filozoficzny, który zmienia tanie kawałki papieru w cenny kruszec. Nic dziwnego, że od tego czasu cuda w bankach centralnych stały się bardziej powszechne.

Nawet jeśli to prawda, to i tak trzeba przyznać, że wśród wielu banków centralnych świata, w których dochodzi do cudów, nasz NBP wysunął się na zdecydowane prowadzenie. Co za cuda się tam działy przez ostatnie lata i miesiące!

Przede wszystkim w cudowny sposób mnożyły się pieniądze. Kiedy tylko zmartwiony premier dzwonił i skarżył się, że brakuje mu w państwowej kasie miliardów złotych, uśmiechnięty prezes NBP w otoczeniu życzliwych członków Rady Polityki Pieniężnej z miejsca tworzył dla niego tyle nowych pieniędzy, ile tylko było trzeba (dziś nie trzeba już nawet do tego papieru, wystarczy przycisnąć klawisz odpowiedniego komputera).

Niegasnący uśmiech prezesa to kolejny cud. Kiedy inflacja z miesiąca na miesiąc rosła, prezes w swych pełnych błyskotliwych dygresji wystąpieniach gasił ją, obiecując, że zaraz spadnie. Wkrótce przed wyborami ogłosił, że w ogóle jej już nie ma. Dostosowywały się do tego płynnie prognozy NBP, zawsze pokazujące, że będzie właśnie tak, jak mówi prezes.

Ale co tam uśmiech prezesa! A słynne banery? Nawet jeśli ktoś wyszedł właśnie ze sklepu i zmartwił się rachunkiem, wystarczyło, że spojrzał na wielki baner i zaraz ucieszył się, że „ceny już nie rosną”, „działania NBP są zgodne z prawem”, „stopy procentowe NBP są zawsze trafne” (swoją drogą ciekawe, co to znaczy), a za inflację odpowiada tylko Putin.

Wysokiej jakości cuda niestety kosztują. Wśród kosztów znajdują się i nagrody dla zarządu oraz grzecznych członków RPP (niegrzeczni usłyszeli, że nie płaci się im za krytykowanie zarządu), i wysokie płace dla niezwykle kompetentnych doradców oraz prawników (którzy podobno mają ścigać sądownie krytyków prezesa), i kosztujące miliony złotych banery.

Ale cóż tam koszty! Mówimy przecież o instytucji, która może dowolnie kształtować swój zysk, tworząc w razie czego pieniądze i przekazując rządowi tyle wpływów budżetowych, ile ten sobie zażyczy. Jeszcze kilka miesięcy temu prezes obiecywał poprzedniemu rządowi 6 miliardów dochodu, teraz doszedł do wniosku, że nowemu zaoferuje 20 miliardów strat.

Ale to pewnie i tak niewielkie cuda w porównaniu z niemal jawną groźbą prezesa, że jest w stanie zrujnować finanse państwa, wyprzedając obligacje rządowe. Z prezesem proszącym Europejski Bank Centralny o pomoc w walce z rządem (po latach twierdzeń, że jego głównym zadaniem jest niedopuszczenie do wprowadzenia euro). No i wreszcie z odbywaną za pośrednictwem mediów kłótnią prezesa z wiceprezesem o to, który chce więcej zarobić.

Cuda cudom nierówne. Życzę wszystkim na święta nieco lepszych cudów niż te z NBP.

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację