Mój redakcyjny kolega ma problem: ktoś wjechał mu w bagażnik samochodu. Pojazd stoi w warsztacie, bo – sytuacja kuriozalna – nie sposób kupić nowej klapy, brakuje jej nawet w magazynie fabrycznym producenta. Na jej wyprodukowanie i dostawę trzeba czekać parę miesięcy albo dać blachę do wyklepania. Klapa mojego kolegi padła ofiarą nie tylko nieuważnego kierowcy, ale także rwących się łańcuchów dostaw. Naruszone w okresie pandemii teraz dodatkowo wystawione są na szwank z powodu inwazji Rosji na Ukrainę.

Efektem jest nie tylko brak części, ale także znaczny spadek produkcji i sprzedaży nowych samochodów. W Europie sprzedano ich w marcu o ponad jedną piątą mniej niż przed rokiem. W konsekwencji w górę poszły ceny także samochodów używanych, które są już o 30–40 proc. droższe niż przed pandemią. Niestety, z perspektywą dalszego wzrostu. Przykro mówić, ale własne auto staje się luksusem, zwłaszcza w połączeniu ze wzrostem cen paliw (uważany za paliwo „socjalne” autogaz podrożał od czerwca o blisko 60 proc.!).

Mój kolega sobie bez klapy i samochodu poradzi dzięki komunikacji miejskiej. Ale dla mieszkańców małych miasteczek, a zwłaszcza wsi, taka perspektywa oznacza pogłębienie wykluczenia komunikacyjnego. Na wsi własne auto to konieczność – bez niego nie dojedziesz ani do pracy czy przychodni, ani do sklepu dwie miejscowości dalej.

Obiecywane przez PiS przywrócenie połączeń autobusowych na wsi okazało się tylko przedwyborczym mirażem. Samorządy, ograbione przez Polski Ład z pokaźnej części dochodów, jeśli nawet dotychczas sponsorowały jakieś lokalne połączenia, teraz raczej będą szukały oszczędności, co jeszcze bardziej pogłębi problem.

W tej sytuacji trzeba szukać rozwiązań tanich i niestandardowych, jak choćby mikrobus na telefon zamiast autobusów wożących powietrze na regularnych trasach. Biletowany, ale ze wsparciem samorządu w postaci np. ryczałtu za gotowość świadczenia usług przez kierowcę właściciela. Taką podwózkę – obok seniorów – doceniliby ci, których nie będzie już stać na coraz droższe paliwo i auto. Oraz oczywiście ci kierowcy, którym ktoś wjechał w bagażnik.

Czytaj więcej

Przemysł samochodowy w coraz głębszym kryzysie