Rz: Nasz ranking polskich firm za granicą dowodzi, że coraz więcej inwestują one w innych krajach, zasilają je kapitałem, pobudzając tam rozwój i tworząc miejsca pracy. A co my z tego mamy?
Jacek Chwedoruk: Myślę, że w XXI wieku jesteśmy już dalecy od idei merkantylnych, według których wszystko należy produkować u siebie, a tezauryzować najlepiej w złocie. Tym bardziej że z zagranicznych inwestycji mamy w kraju wielki pożytek – podobnie jak z handlu międzynarodowego, który nie polega tylko na eksporcie, ale również na imporcie. W tym ciekawym zestawieniu wartościowo dominują inwestycje w zasoby i surowce – w miedź, gaz, ropę, łupki. Wynika to z dość dużych inwestycji polskich koncernów surowcowych za granicą. Giną przy tym małe i średnie inwestycje, które od wielu lat nasze firmy realizują w krajach Europy Środkowo- Wschodniej, w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Każde z tych przedsięwzięć ma nieco inne znaczenie.
Jakie?
Inwestycje surowcowe są dokonywane przez firmy, które jak np. Orlen czy KGHM działają na globalnych rynkach, sprzedając i pozyskując tam surowce. Z kolei dla niesurowcowych firm produkcyjnych, jak Maspex czy Nowy Styl, inwestycje zagraniczne są raczej dopełnieniem biznesu – koncentrują się na określonych liniach produktowych, których firmy nie są w stanie uruchomić w kraju, bądź na markach czy na sieci dystrybucji. W rezultacie wzmacniają eksport z Polski oraz siłę i konkurencyjność tych firm. W każdym układzie inwestycje zwiększają skalę działalności, co jest szczególnie ważne dla tych spółek, które już mają 30–40 proc. polskiego rynku. Dla nich decyzja o ekspansji jest naturalna.
W danych o inwestycjach za granicą powtarzają się te same nazwy liderów w swoich branżach. Czy to oznacza, że inne, mniejsze firmy nie są aktywne za granicą?