Polacy potrzebują wieloletniej strategii gospodarczo-społecznej współtworzonej przez środowiska, które będą jej głównymi realizatorami. Mam na myśli przede wszystkim przedsiębiorców, głównie tych małych i średnich. Druga grupa to samorządowcy, bezpośrednio odpowiedzialni za rozdysponowanie i wydawanie pieniędzy budżetowych. Trzecia to środowiska naukowe, twórcze – które powinny przedstawiać własne, krytyczne poglądy i nie ulegać suflowanym teoriom możnych tego świata.

Tymczasem Polski Ład opracowany został w wąskim gronie polityków i urzędników oraz przedstawiony jako „prezent niespodzianka". Jego celem jest zjednanie i przekonanie wybranych grup wyborców i jednocześnie wyciszenie, skłócenie potencjalnych krytyków.

Godzi czy skłóca?

Fundamentem zgody i pojednania Polaków powinna być strategia, w której wszystkie grupy społeczne mogą być pewne, że ich pracowitość, pomysłowość, inwencja zostaną wynagrodzone, a działania bezprawne bądź przechwytujące efekty cudzej pracy – ograniczone lub wyeliminowane.

Polski Ład zakłada, że wzrost dochodów większości społeczeństwa ma sfinansować mniejszość obywateli płacących wyższe podatki. Będą to mali, średni polscy przedsiębiorcy i samozatrudnieni. Wielu ucierpiało, zbiedniało, wyzbyło się oszczędności, a nawet zadłużyło, by przetrwać kryzys i pandemię. Zostaną ukarani zwiększoną składką zdrowotną i innymi regulacjami podatkowo-administracyjnymi. Takie działanie to świadome i celowe prowokowanie konfliktu społecznego. To, by użyć dawnej marksistowskiej frazeologii, „zaostrzanie walki klasowej". Gdzie jest konflikt, tam nie ma wysokiej dynamiki gospodarczej i rozwoju. Zamiast umacniania państwa jest jego osłabianie.

Od wygranych przez PiS wyborów obowiązuje doktryna stymulowania dynamiki gospodarczej poprzez wzrost konsumpcji. Służą temu programy socjalne, jak 500+, 13. emerytura czy urzędowo podnoszona płaca minimalna. Program 500+ nie przyczynił się do wzrostu dzietności. Polska wymiera.

Lata 2015–2020 są okresem najniższego, wynoszącego 3,1 proc. rocznie średniego tempa wzrostu gospodarczego w całym trzydziestoleciu. PiS i koncepcja przyspieszenia wzrostu poprzez konsumpcję zawiodły. Polityka socjalna rządu doprowadziła do stanu, w którym statystyczna rodzina w ponad 30 proc. osiąga dochody nie z pracy, ale ze świadczeń społecznych. Motywacja do dobrej pracy osłabła, ustąpiła miejsca postawie „należy się". Dziś dochody z pracy to niewiele więcej niż połowa średniego dochodu w rodzinach pracowniczych.

Szybko spadały najbardziej potrzebne inwestycje przedsiębiorstw prywatnych. Stanowią one obecnie około 12 proc. PKB zamiast obiecywanych przez premiera 25 proc.

Powinniśmy zweryfikować i odeprzeć argumenty premiera Mateusza Morawieckiego, że konsumpcja to skuteczne narzędzie nakręcania koniunktury dla polskich firm. Wzrost dochodów wobec postępującej likwidacji rodzimego przemysłu dóbr konsumpcyjnych i przejęcia handlu przez kapitał zagraniczny nakręca głównie import. Niewiele na tym korzystają polscy przedsiębiorcy. Przypomnijmy, że zagraniczne sieci handlowe symbolicznie tylko płacą podatki, a ich dochody rosną nawet w czasie kryzysu. Ubywa polskich rodzinnych sklepów.

Nowy podatek nałożony na podmioty handlowe o rentowności poniżej 1 proc. wbrew deklaracjom rządu nie jest wymierzony w zagraniczne sieci handlowe, przeciwnie – w polskie małe i średnie sklepy. Oto jak, używając frazeologii patriotycznej, niszczy się polską przedsiębiorczość.

Rząd z „propagandowym przytupem" zachwala wielkie inwestycje infrastrukturalne jak: CPK, przekop Mierzei Wiślanej, budowa połączeń kolejowych, drogowych.

Infrastruktura jest kosztowna, a spłata poniesionych nakładów w postaci oszczędności dla korzystających z dróg i autostrad (krótszy czas przejazdu, niższy koszt paliwa) bardzo długa. Intensywność wykorzystania infrastruktury zależy od poziomu rozwoju gospodarczego. Jednocześnie koszt jej utrzymania obciąża wszystkich podatników.

Ponieważ kontrakty na duże inwestycje infrastrukturalne wymagają gwarancji bankowych (tak stanowi polskie prawo, uprzywilejowując kapitał zagraniczny), to do przetargów staną obce firmy i rozdzielą je między siebie. Polskie firmy jako podwykonawcy obejdą się smakiem, dalej cierpiąc na brak kapitału, taniego kredytu, całościowego programu ulg inwestycyjnych i zwolnień podatkowych.

Polski Ład a inflacja, ceny i podatki

Przyczyny wysokiej inflacji to głównie: szybkie tempo wzrostu urzędowej płacy minimalnej, finansowanie przedsiębiorstw (w czasie kryzysu) przez rząd według kryteriów nie merytorycznych, tylko uznaniowych, polityka rozdawnictwa socjalnego, błędne decyzje NBP, czynniki zewnętrzne wynikające ze wzrostu cen surowców energetycznych. Kontynuowanie szybkiego wzrostu płacy minimalnej w czasie, gdy wstrzymywana jest aktywność gospodarcza, to nic innego, jak wstęp do anarchii. Rząd rozerwał relacje między wydajnością pracy a dochodami. Od 2015 r. płaca minimalna wzrosła o ponad 70 proc. Tymczasem wydajność pracy zmieniła się nieznacznie, a w czasie kryzysu i epidemii nawet spadła. Urzędowe podniesienie płacy minimalnej oznacza wzrost kosztów dla przedsiębiorców i uruchamia spiralę żądań płacowych wewnątrz przedsiębiorstw i między grupami zawodowymi. Pogarsza się konkurencyjność polskich przedsiębiorstw w porównaniu z firmami zagranicznymi.

Sprzyja to pracy „na lewo" Ukraińców i innych imigrantów. Urzędowe podniesienie płacy minimalnej demoluje również bilanse i plany samorządów terytorialnych i finansowanych przez nie podmiotów i instytucji.

Mówię stanowczo: Polski Ład wzmacnia uprzywilejowanie kapitału zagranicznego. Reklamowany przez premiera Morawieckiego podatek od firm zagranicznych ma przynieść budżetowi około 2 miliardy złotych. Zestawmy tę liczbę z oficjalnie transferowanymi za granicę dochodami wynoszącymi ponad 130 miliardów w 2020 r. Część z 16 miliardów złotych nieopodatkowanego wzrostu dochodów w 2022 r. zostanie przechwycona przez kapitał zagraniczny. Na zapłacenie założonych 2 miliardów złotych podatku zagraniczne sieci handlowe... zarobią z naddatkiem. Co gorsza, firmy te otrzymały indywidualne zwolnienia podatkowe – na kwotę ponad 20 miliardów złotych w 2020 r.

Gdy byłem doradcą premiera Jana Olszewskiego, głosiłem tezę o wysokiej kwocie wolnej od opodatkowania jako instrumencie motywowania Polaków do pracy, stawiania gospodarki na nogi. Dlatego akceptuję pomysł 30 tysięcy złotych wolnych od opodatkowania. Uważam, że kwota ta powinna być większa i odpowiadać 12-krotności średniego wynagrodzenia miesięcznego. Tej decyzji powinny towarzyszyć ulgi inwestycyjne i zwolnienia podatkowe oraz tanie kredyty dla polskich firm. Niestety, wzrost kwoty wolnej rząd powiązał z dodatkowymi obciążeniami nałożonymi na polskich przedsiębiorców, czyli niemal wszystkich, którzy aspirują do grona „polskiej klasy średniej".

Wyższa kwota wolna od podatku powinna skutkować wzrostem dochodów najuboższych oraz obniżką kosztów w polskich przedsiębiorstwach, czyli poprawą ich konkurencyjności. Niestety, stanie się dokładnie odwrotnie.

Kwota wolna od podatku to gest polityczny adresowany do emerytów i najniżej zarabiających. Przy rosnącej inflacji oznaczać będzie, że monopoliści, sieci handlowe, banki czy zarządcy nieruchomości bezwzględnie wykorzystają okazję, by przechwycić dodatkowe pieniądze... podnosząc ceny swoich towarów i usług. Stanie się to tym łatwiejsze, że nietrudno wyliczyć, ile dodatkowych pieniędzy trafi na rynek. Inflacja już „zjadła" trzynastą emeryturę i podwyżkę płacy minimalnej z 2800 na 3010 zł brutto. A przecież to miały być prezenty od rządu na przyszły rok. W roku 2022 emeryci i pracownicy o niskich dochodach staną się obiektem bezwzględnej „przemocy cenowej", w czym swój udział będzie miał rząd, podnosząc akcyzę na papierosy i alkohol oraz cenę energii, wody i paliwa. Dwucyfrowa inflacja w ciągu dwóch–trzech lat unicestwi pozytywny efekt wzrostu dochodów najniżej zarabiających. Ich realne dochody spadną.

Przed nami problemy

Polski Ład, zamiast być strategią, koncepcją naprawy i rozwoju państwa, wpycha nas w poważne problemy gospodarcze, społeczne i polityczne.

Polski Ład nie szuka sojuszników w tych środowiskach i grupach pracowniczych, które charakteryzuje pracowitość, pomysłowość, kreatywność. On te środowiska do siebie zraża.

Polski Ład jest zorientowany na utrzymanie władzy wszelkimi środkami, a przede wszystkim w drodze zjednywania sobie elektoratu licznego, ale ze względu na wiek bądź pozycję społeczną niekreującego dynamiki gospodarczej.

Polski Ład jest pomysłem cynicznym, gdyż w czasie epidemii i kryzysu obywatele w trosce o swoje bezpieczeństwo i zdrowie gotowi są zaakceptować, a nawet przekazać szereg uprawnień rządzącym, mając nadzieję, że ich decyzje na pierwszym miejscu postawią dobro wspólne. Tymczasem władza interes własny stawia najwyżej.

Dr Dariusz Grabowski jest przedsiębiorcą, współtwórcą Ruchu Społecznego Powszechnego Samorządu Gospodarczego, byłym europosłem i byłym doradcą ekonomicznym rządu Jana Olszewskiego