Jednak to sukces połowiczny, dotyczący głównie VAT. Prawdziwym wyzwaniem będzie ukrócenie omijania przez firmy, zwłaszcza te zagraniczne, podatku CIT. Przy zmaganiach z nimi walka z karuzelami VAT może się okazać dziecinną igraszką.

Czytaj także: W CIT potrzeba więcej marchewki, nie tylko kija

W przypadku VAT fiskus miał do czynienia z przestępcami wyłudzającymi podatek, z mafiami paliwowymi na czele. Wystarczyła intensywna praca organów ścigania i nowe przepisy, jak choćby podzielona płatność, by pojawiły się efekty. Politykom i ekonomistom pozostaje tylko kłócić się, jaka część zwiększonych wpływów z VAT wynika z takich działań, a jaka jest pochodną poprawy koniunktury gospodarczej.

Z podatkiem CIT jest trochę inaczej. To już nie przestępstwa, lecz uchylanie się od płacenia przez stosowanie np. optymalizacji podatkowej. A międzynarodowe korporacje to bardziej wyrafinowany przeciwnik od zwykłego VAT-owskiego oszusta, którego można zakuć w kajdanki. Tutaj fiskus staje oko w oko z potężnymi firmami z tabunem najlepszych prawników, świetnie poruszającymi się wśród zagmatwanych przepisów w poszczególnych krajach. Z zarobku w Polsce rozliczają się w Luksemburgu, Holandii czy Irlandii, gdzie przyciąga się je stawkami często wynoszącymi... 1 proc. Takie podkradanie polskiego podatnika to ostatnio także praktyka naszych południowych sąsiadów. Nie trzeba przy tym oferować niższych stawek, wystarczy cicha obietnica, że firma nie będzie narażona na kontrole.

W efekcie tzw. luka w CIT maleje w Polsce bardzo wolno, a bez unijnej współpracy, na którą się nie zanosi, wielkiej poprawy nie będzie. Z tzw. agresywnymi optymalizacjami podatkowymi nie radzą sobie nawet takie potęgi gospodarcze jak Niemcy czy Francja. W Polsce pojawiają się co prawda co jakiś czas desperackie pomysły, jak wprowadzenie podatku obrotowego, a nie od zysku, ale to tylko prosty przepis na wypłoszenie firm za granicę i zarżnięcie tych, które np. dużo inwestują (jeszcze nie zarabiają, a już musiałyby płacić).

Co więc robić? Jest takie stare powiedzenie: „Jeśli nie możesz kogoś pokonać, przyłącz się do niego". Może zamiast tylko walczyć, lepiej zachęcać firmy do rozliczania się w Polsce niższymi stawkami i przyjaznym otoczeniem? W ten sposób podkradajmy też podatników innym, skoro nam podkradają.

Na razie takich działań nie widać, a prawdziwy problem pojawi się, gdy dojdzie do spowolnienia gospodarczego albo nawet recesji. Żadne uszczelnianie nie zatrzyma wtedy spadku wpływów podatkowych. Postawi to w niezwykle trudniej sytuacji rząd, który przecież przekonywał, że „wystarczy nie kraść". Co gorsza, ucierpią wtedy polskie firmy, a zwłaszcza te mniejsze, bo fiskus, szukając nerwowo pieniędzy, zawsze weźmie na celownik łatwiejszy cel niż potężne międzynarodowe koncerny. ©?