Reklama

Bezsensowna licytacja na miliardy

Choć nie ma takiej potrzeby, politycy PiS składają zupełnie nierealne obietnice w kwestii rozdawania pieniędzy podatników.

Publikacja: 01.11.2015 21:00

Paweł Jabłoński

Paweł Jabłoński

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompała

Chyba nie mają świadomości (albo wyobraźni), że Polacy mogą poważnie potraktować ich słowa i zażądać realizacji zobowiązań.

Wygląda na to, że część polityków zwycięskiej partii nie zauważyła, iż wybory już się odbyły i że je wygrali. Niepomni na tę nową rzeczywistość dalej prowadzą kampanię wyborczą, licytując się (już tylko sami ze sobą) na miliardy złotych. Kto więcej pieniędzy zdobędzie czy wydusi z oszustów i rozda ludziom.

O tym, że mamy dziurawy system podatkowy, wiedzą wszyscy od wielu lat. Nawet Platforma Obywatelska po kilku latach tolerowania tej sytuacji ruszyła do walki z wyłudzeniami. Jednak to PiS z uszczelnienia systemu podatkowego uczynił hasło wyborcze i silnik uruchamiający dalsze obietnice. Walka z wyciekającymi podatkami miała dać tyle pieniędzy, ile będzie trzeba do sfinansowania obietnic wyborczych. Gdy ekonomiści zsumowali ich koszty na blisko 70 mld zł, PiS oznajmił, że właśnie tyle uzyska dodatkowo z podatków.

Uznani ekonomiści (również ci prawicowi) zgodnie mówią, że możliwe jest stopniowe uzyskanie od kilkunastu do dwudziestu paru miliardów złotych rocznie, i to dopiero za kilka lat. Mimo to jest paru – wydawałoby się poważnych – polityków PiS obiecujących szybkie pozyskiwanie dodatkowych 50 mld zł rocznie. Tak ostatnio mówili w „Rzeczpospolitej" Piotr Gliński i Henryk Kowalczyk.

Jest w tym jakaś logika, bo mniej więcej tyle trzeba, by sfinansować dwie główne obietnice PiS, czyli 8 tys. zł kwoty wolnej od podatku i 500 zł miesięcznie na prawie każde dziecko. Problem polega tylko na tym, że ta obiecywana kwota długo będzie nie do osiągnięcia.

Reklama
Reklama

Wygląda więc na to, że kampania wyborcza trwa. Tyle że teraz już nie wybory do Sejmu, tylko do rządu. Ten, kto obieca więcej, dostanie namaszczenie na premiera, ministra czy innego ważnego urzędnika. Zresztą przedmiotem licytacji jest nie tylko wysokość obietnic. Padają terminy – rozdawnictwo pieniędzy ma się zacząć już za cztery–sześć miesięcy. Sęk w tym, że to też mało prawdopodobne. Sama tylko organizacja wypłat dodatków dla dzieci będzie wielkim przedsięwzięciem. A trzeba pamiętać, że po drodze będzie jeszcze wielka rewolucja kadrowa we wszystkich urzędach i agencjach państwowych.

Nie namawiam PiS, by odszedł od swoich obietnic. Część z nich (np. wsparcie demografii) ma duży sens. Ważne, by zmiany były wprowadzane stopniowo w miarę możliwości finansowych i technicznych. Państwo i rząd nie mogą się kompromitować obietnicami, których nie da się zrealizować.

Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Czy prezydent znokautuje aktywnego rolnika?
Opinie Ekonomiczne
Transformacja dwóch prędkości zamiast transformacji sprawiedliwej
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: UE bierze się w garść. Koniec z biurokracyjnym koszmarem?
Opinie Ekonomiczne
Jak budować prywatne czempiony? Polski model rozwoju do 2035 r.
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Europa w cieniu Donalda Trumpa. Paradoks Davos 2026
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama