O tym, co zrobić, żeby gospodarka była bardziej nowoczesna, a wyższa wydajność pracy doprowadziła do trwale wyższych płac, żaden z programów się nie zająknął. Należałoby teraz omówić programy kolejnych partii. Ale po co? Wiele wskazuje na to, że we wszystkich znajdziemy to samo. Najwyraźniej politycy przyjrzeli się wynikom ostatnich wyborów i doszli do zgodnego wniosku, że zwycięstwo można tylko kupić, obiecując kolejne hojne wydatki i obniżki podatków. I oczywiście to, że dogonimy Niemców.

No to może należy spojrzeć na Niemców i wziąć idee od nich? A jest na co patrzeć! Rozpoczyna się tam finansowany przez prywatnych sponsorów eksperyment z bezwzględnym dochodem gwarantowanym. 122 osoby będą przez trzy lata otrzymywać co miesiąc 1200 euro, ze swobodą, co z pieniędzmi robić. Mogą nadal pracować, albo nie. Mogą pieniądze oszczędzić albo wydać.

Już na starcie program jest sukcesem: na 122 miejsca było 1,5 mln chętnych. I nie mam wątpliwości, że prowadzący go badacze już wkrótce ogłoszą dalsze sukcesy. Uczestnicy eksperymentu będą szczęśliwsi, mniej zestresowani (jedyny stres to, czy ktoś po roku nie przerwie programu). Większość prawdopodobnie będzie nadal pracować, traktując dodatkowe 1200 euro jako miłe uzupełnienie dochodu. Więc badający ogłoszą, że dochód gwarantowany wcale nie zmniejsza zapału ludzi do pracy.

Jak to często bywa w ekonomii eksperymentalnej, diabeł będzie tkwił w warunkach badania. Ludzie nie porzucą pracy, bo będą wiedzieć, że po trzech latach program się kończy. Będą zadowoleni z poziomu świadczenia, bo będzie ono tylko miłym uzupełnieniem ich dochodu. Udział w programie nie wpłynie ani na ich decyzje odnośnie do edukacji i aktywności ekonomicznej, ani na preferencje polityczne.

Prawda o dochodzie gwarantowanym jest inna. Gdyby go powszechnie wprowadzić, wielu ludzi porzuciłoby pracę i zajęło się przyjemniejszym spędzaniem czasu. Problem w tym, że dochód gwarantowany będzie stanowił ułamek dochodów z normalnej pracy. Miliony ludzi, którzy wyjdą z rynku pracy, zaczną więc domagać się zwiększenia gwarantowanego dochodu do „godziwego" poziomu. To stworzy presję na wzrost opodatkowania patologicznych naiwniaków, którzy będą chcieli pracować. I da wzrost poparcia dla partii, które to obiecają. Ale obietnice będą niemożliwe do zrealizowania, bo im mniej ludzi będzie pracować i im wyższymi podatkami się ich obciąży, tym mniej będzie dochodu do podziału. Więc efektem nie stanie się powszechne szczęście, ale frustracja, spory i gospodarczy regres.

Ale tym niech się martwią Niemcy. U nas można śmiało obiecać dochód gwarantowany i wygrać wybory. Polacy chętnie uwierzą, że już nigdy nie będą musieli pracować, dorównają dochodem Niemcom, wsiądą do miliona elektrycznych aut i popłyną promem „Batory" na karaibskie wyspy, gdzie dzięki OFE mieszkają polscy emeryci.