Chaos, gorączkowe szukanie miejsc dla pacjentów z koronawirusem i odwoływanie zabiegów planowych – nieprzygotowany na jesienne zderzenie z pandemią system ochrony zdrowia chwieje się w posadach. A rząd, zamiast wspierać medyków, krytykuje ich ustami Jacka Sasina.
Chce się płakać
– O niedofinansowaniu ochrony zdrowia i problemach kadrowych mówiliśmy już podczas protestu głodowego. Dziś przekraczamy kolejne granice absurdu, łatając dziury personelem Covid „plus" – mówi Piotr Pisula z Porozumienia Rezydentów, które codziennie otrzymuje sygnały od lekarzy zmuszanych do pracy mimo kontaktu z zakażeniem. – Jeśli ktoś z personelu okaże się dodatni, pozostali nie są wysyłani na kwarantannę, a test robi się u nich, dopiero gdy rozwiną objawy. Najgorsze, że tacy lekarze, pielęgniarki czy technicy opiekują się pacjentami bez pewności, czy sami nie staną się źródłem zakażenia. Środki ochrony osobistej nie dają stuprocentowej pewności – dodaje dr Pisula.
W dodatku w wielu miejscach zaczyna brakować nie tylko kombinezonów, ale także maseczek: – Wczoraj rozdałem ostatnie zapasy masek FP2 pielęgniarkom ze zmiany. Nie wiem, jak będziemy sobie radzić dalej – mówi pediatra ze szpitala na południu Polski.
Czytaj także:
Medycy: Czy słowa Sasina to oficjalne stanowisko rządu?
Stanisław Górski: Szpitale muszą się otworzyć dla wszystkich chorych
Anestezjolog z dużego szpitala w Warszawie usłyszała, że dyrekcja zapomniała poinformować o zakażonych pielęgniarkach. – Możliwe, że stanie blok operacyjny – mówi lekarka, która z ostatniego dyżuru wróciła załamana. – To nieprawda, że nic się nie dzieje. Jest źle. Chciało mi się płakać. Słyszę, że nie ma miejsc na oddziale intensywnej terapii (OIT), jest kolejka do przyjęcia, wentylujemy pacjentów na internie i chirurgii, niech się przyzwyczajają. Potem, na bloku operacyjnym podczas dużej operacji od pacjenta z nowotworem usłyszałam, że nie ma dla niego miejsca na OIT – będzie, kiedy odejdzie inny pacjent. A do tego czasu intensywną terapię mam prowadzić u niego na sali operacyjnej – relacjonuje lekarka.
Gdy medycy alarmują, że zmierzamy ku scenariuszowi z Włoch, gdzie ciężko chorych było więcej niż respiratorów, resort zdrowia stara się załagodzić sytuację zapowiedzią o przynajmniej częściowym złagodzeniu kar za nieumyślne błędy medyczne. Jak deklaruje rzecznik ministerstwa Wojciech Andrusiewicz, w niedługim czasie powstanie system, który zdejmuje z pracowników medycznych odpowiedzialność za niezawinione błędy medyczne, wzorowany na zachodnim systemie „no fault" („nie obwiniać"). Środowisko lekarskie podkreśla, że jest on niezbędny szczególnie w sytuacji pandemii i braku sprzętu, kiedy lekarze mogą być postawieni przed dramatycznym wyborem, kogo podłączyć do respiratora, a kogo nie.
Na razie jednak, zamiast systemu „no fault" i złagodzenia kodeksu karnego, medycy doczekali się krytyki ze strony ministra aktywów państwowych Jacka Sasina, który w radiowej Jedynce powiedział, że rząd zabezpieczył wszystkie środki, a problemem jest brak zaangażowania medyków. „Występuje (...) brak woli części środowiska lekarskiego (...). Część tych obowiązków wykonywać nie chce (...) ze strachu przed epidemią" – mówił.
Słowa Sasina oburzyły medyków. Szefowie okręgowych izb lekarskich w oficjalnym piśmie zapytali premiera Mateusza Morawieckiego, czy to oficjalne stanowisko polskiego rządu, a prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja zauważył, że chociaż z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim jest w stałym kontakcie (jest członkiem powołanego we wrześniu siedmioosobowego zespołu ds. opiniowania zmian w ochronie zdrowia), nie miał sygnałów, że lekarze nie chcą wykonywać swoich obowiązków w czasie pandemii.
– To próby przerzucania na nas odpowiedzialności za niewydolny system. Absurdalne tezy o braku chęci niesienia pomocy przez lekarzy nie poprawią sytuacji. Oczekujemy określenia długofalowej strategii – mówi szef Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie Łukasz Jankowski.
Polska w ogonie
We wtorek potwierdzono 5068 nowych przypadków Covid-19, najwięcej w Małopolsce (898), na Mazowszu (552) i na Śląsku (441). Chorzy na koronawirusa zajmują 5669 szpitalnych łóżek i 421 respiratorów, a w kwarantannie jest 212,4 tys. osób.
Od początku pandemii pozytywny wynik testu stwierdzono u 135,3 tys. Polaków, a 3101 zmarło. Jednocześnie resort zdrowia poinformował, że liczba zgonów na 1 mln mieszkańców wynosi w Polsce 80 i nasz kraj znajduje się na końcu europejskiej listy. Najwięcej zgonów na milion mieszkańców odnotowano w Belgii (878), Hiszpanii (708), Wielkiej Brytanii (631) oraz we Włoszech (599). Mniej niż w Polsce jest ich w Grecji (44) i na Litwie (38).