Partner rozmowy: Infarma

Na jakim etapie jesteśmy, jeżeli chodzi o konkurencyjność europejskiego sektora life science?

Znajdujemy się w fazie dramatycznie wzrastającej globalnej walki o inwestycje. Z jednej strony administracja amerykańska wysyła silne sygnały o oczekiwaniu zwiększenia nakładów inwestycyjnych w USA. Z drugiej strony mamy Chiny, które – wbrew obiegowej opinii – stały się kopalnią innowacji i atrakcyjnym miejscem inwestycyjnym. Pomiędzy nimi jest Europa, która wciąż dysponuje olbrzymim potencjałem, silną akademią i tradycjami w rozwijaniu nowych cząsteczek. Odczuwamy jednak coraz większą presję na przesuwanie inwestycji w inne rejony świata. Musimy dokonać wyboru: czy chcemy, by branża farmaceutyczna pozostała motorem napędowym europejskiej gospodarki? Jeśli tak, musimy wysyłać jasne sygnały, że chcemy więcej inwestycji w badania kliniczne, jesteśmy gotowi zapłacić za innowacje i pokazać prawdziwy popyt w tym zakresie.

Czy Europa jest dzisiaj gotowa płacić za innowacje?

To pytanie, na które jeszcze nie udzieliliśmy pełnej odpowiedzi. Na przykład Amerykanie dają do zrozumienia, że nie są już gotowi płacić zdecydowanie więcej za innowacje. Według nich USA przez wiele lat subsydiowały innowacje na Starym Kontynencie. My, w Europie, mamy na to trochę inne spojrzenie, ale faktem jest, że poziom nakładów na innowacje w Stanach Zjednoczonych i w UE jest różny i Europa musi te wydatki zwiększyć. Jesteśmy w przełomowym momencie. Mamy jeszcze zasoby i masę krytyczną, ale jeśli kapitał zacznie odpływać, bardzo trudno będzie go z powrotem ściągnąć. Dziś dużo mówimy o bezpieczeństwie lekowym i sprowadzaniu produkcji do Europy, musimy jednak działać tak, żebyśmy za chwilę nie musieli prowadzić analogicznej, znacznie trudniejszej dyskusji o sprowadzaniu z powrotem badań klinicznych i prac nad innowacyjnymi lekami na Stary Kontynent.

Jak duża jest przepaść w wydatkach na badania i rozwój?

Jeszcze 25 lat temu Europa odpowiadała za mniej więcej jedną trzecią światowych nakładów na badania kliniczne; dziś ten współczynnik spadł do około jednej piątej. To pokazuje realną utratę części inwestycji, a trend może się pogłębiać. Jeśli chodzi o Polskę, nasza pozycja przez długi czas rosła. W latach 2020–2022 zajmowaliśmy jedenaste miejsce na świecie pod względem komercyjnych badań klinicznych, dziś jest to już miejsce dziewiąte na świecie i szóste w Europie, ale już obserwowana jest stagnacja i eksperci alarmują, że przy braku zdecydowanych działań wspierających atrakcyjność kraju dla badań klinicznych spadek wartości tego rynku w Polsce w ciągu najbliższych dziesięciu lat jest praktycznie nieunikniony. To dowodzi ogromnego potencjału, ale musimy zmienić podejście regulacyjne i przyspieszyć proces podejmowania decyzji o rozpoczęciu badań, ponieważ jest to rynek szalenie konkurencyjny.

W Europie kluczowym problemem jest czas. Inne regiony potrafią uruchamiać badania znacznie szybciej niż my. Firmy po opatentowaniu rozwiązania dążą do jak najszybszego przeprowadzenia testów, oczywiście przy zachowaniu procedur bezpieczeństwa. Jeśli inny kraj oferuje szybszy start, środki finansowe naturalnie płyną w tamtym kierunku. Drugim elementem jest rozpoznawalność wartości innowacji, co wiąże się z przewidywalnym finansowaniem oraz poszanowaniem własności intelektualnej.

Jaką rolę w europejskiej gospodarce odgrywa branża farmaceutyczna?

To sektor, który przoduje pod względem reinwestowania przychodów w badania i rozwój – wskaźnik ten oscyluje w granicach 22–25 proc. To więcej niż w powszechnie kojarzonej z innowacjami branży technologicznej. W dziedzinie AI czy komputerów kwantowych trudno będzie nam dogonić USA, a w farmacji wciąż mamy na to szansę, mimo że poziom nakładów na innowacje w Europie zaczyna spadać.

Innowacji ani konkurencyjności nie będzie jednak bez kapitału ludzkiego, a tutaj dochodzimy do problemu starzejących się społeczeństw i negatywnych trendów demograficznych.

Z wyzwaniami demograficznymi mierzymy się na razie powoli – polityki mające im zapobiegać ewoluują, ale wciąż zbyt wolno. Choć na licznych konferencjach w Polsce i Europie starzenie się społeczeństwa określa się jako najbardziej palący problem systemowy, to priorytetyzacja chorób przewlekłych i cywilizacyjnych wciąż nie przebiła się w pełni do praktyki. Dysponujemy już programami wspierającymi diagnostykę i screening, takimi jak „Moje zdrowie”, jednak niezbędnym kolejnym krokiem musi być jasne postawienie na innowacyjne terapie. Ich rola jest kluczowa dla ograniczenia przyszłych hospitalizacji. Badania dowodzą, że w obszarze chorób przewlekłych i reumatologicznych szybszy dostęp do nowoczesnego leczenia może zredukować liczbę hospitalizacji o 30–50 proc. Jest to o tyle istotne, że to właśnie grupa pacjentów 65+ generuje obecnie ponad połowę pobytów w szpitalach. Skuteczne działanie w tym zakresie pozwoliłoby nie tylko odciążyć system, ale także zrealizować priorytet polskiej ochrony zdrowia, jakim jest odwrócenie piramidy świadczeń.

W przypadku innowacyjnych terapii pojawia się dylemat: koszt kontra efektywność.

To nie jest prosty rachunek, ale warto poświęcić mu czas. Dzisiaj polski system refundacyjny oparty jest wyłącznie na patrzeniu na koszty bezpośrednie, co jest zwodnicze, szczególnie w sytuacji starzejącego się społeczeństwa. Takie elementy, jak właśnie te koszty, wydatki związane z hospitalizacją, wydłużanie aktywności zawodowej czy unikanie kosztów opieki długoterminowej, będą odgrywały coraz większą rolę. Patrząc na łączny rachunek po stronie NFZ i ZUS, widzimy, że jest on zdecydowanie pozytywny w wielu obszarach terapeutycznych. Jednak to łączne spojrzenie nie jest obecnie brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o refundacji.

Czego branża innowacyjna oczekuje po nowelizacji ustawy refundacyjnej?

Przede wszystkim przewidywalności. Poprzednie zmiany wprowadziły rozwiązania trudne do zrozumienia i wdrożenia, z których Ministerstwo Zdrowia musiało się wycofywać. Liczymy na uregulowanie stosunków z resortem na dłuższy czas i rzeczywiste podejście do dzielenia ryzyka. Obecnie mechanizmy jego podziału są interpretowane głównie jako przenoszenie go na branżę – oczekuje się jednocześnie najniższych cen w Europie i zapowiadane jest wprowadzenie limitów wydatków i potencjalnej oceny skuteczności terapii. Z perspektywy zrównoważonego rozwoju branży nie powinno się oferować tylko i wyłącznie ograniczeń. Na jakimś etapie musimy uzgodnić, że jednak dzielimy się tym ryzykiem. Jeśli chcemy bezpieczeństwa płatnika publicznego, musimy pogodzić się z tym, że ceny nie zawsze będą najniższe w Europie.

Partner rozmowy: Infarma