Mówiąc o rekordowej dobowej liczbie zakażeń w Polsce, o której resort zdrowia poinformował 1 kwietnia, dr Chłopicki stwierdził, że on i jego podwładni "obserwują ten wzrost od kilku tygodni".

- Stale zwiększa się liczba chorych u nas w szpitalu. Szukamy każdego wolnego łóżka, respiratora. Pacjenci przyjeżdżają w bardzo ciężkim stanie, napływ chorych nie ustaje. Codziennie przyjmujemy ogromną liczbę karetek, ale też dużą liczbę chorych, którzy zgłaszają się sami do szpitala - mówił.

Dr Chłopicki podkreślił, że napływ chorych do szpitala wzmógł się "w ostatnich dwóch-trzech tygodniach".

- To pacjenci z niewydolnością oddechową, pacjenci z obniżoną saturacją (nasyceniem krwi tlenem - red.), którzy bez aparatury szpitalnej, tlenoterapii, nie mogą samodzielnie funkcjonować - mówił lekarz.

- Nie mówimy o stanach chorobowych, nad którymi jesteśmy w stanie zapanować sensie terapeutycznym. To są chorzy którzy wymagają opieki długoterminowej, w oddziale szpitalnym, na OIOM-ie. Miejsca dla tak ciężkich chorych są mocno ograniczone - tłumaczył.

Jednocześnie, jak mówił dr Chłopicki, szpitale "cały czas dysponują tym samym personelem".

- Nie da się stworzyć nagle rzeszy ludzi, która będzie pomagała. Brakuje lekarzy, pielęgniarek, ratowników - wyliczał.

- Ci, którzy są, są mocno obciążeni psychicznie, spotykają się ze śmiercią w niespotykanej dotąd skali, to częściowo bardzo młodzi lekarze - mówił dr Chłopicki.

Mówiąc o przebiegu wiosennej fali epidemii w Polsce dr Chłopicki stwierdził, że "w tej chwili zachorowania dotyczą osób młodszych, od 30 do 70 roku życia". 

- Wariant brytyjski powoduje, iż liczba zachorowań jest duża i ciężkość (choroby - red.) chyba również - stwierdził dr Chłopicki. Lekarz zaznaczył też, że COVID-19 przy zakażeniu brytyjskim wariantem koronawirusa "przebiega szybciej".