Źle wykonane zabiegi, których efektem jest kalectwo, zakażenia prowadzące do powikłań i nietrafne diagnozy pozwalające na rozwój choroby – to jedne z zaniedbań w leczeniu, na jakie pacjenci skarżą się do prokuratury. Dziś często są na straconej pozycji – winni rzadko za nie odpowiadają.

Spośród 3,4 tys. śledztw dotyczących błędów medycznych, jakie w 2015 r. prowadziły wszystkie prokuratury w kraju, tylko 4 proc. zakończyło się aktem oskarżenia lub wnioskiem o ukaranie – wynika z danych Prokuratury Krajowej, jakie poznała „Rzeczpospolita".

Teraz takie sprawy mają być badane wnikliwiej, sprawniej i rzetelniej przez wyspecjalizowanych prokuratorów. Właśnie przeszli pierwsze w tym roku szkolenie dotyczące m.in. taktyki prowadzenia „medycznych" śledztw.

Lawina umorzeń

O planach powołania specjalnych działów do spraw badania błędów medycznych pisaliśmy w „Rzeczpospolitej" kilka tygodni temu. Pierwsze jednostki powstały już w prokuraturach regionalnych (dawne apelacyjne) w Warszawie, Katowicach, Krakowie i Lublinie. Z kolei w Łodzi, Gdańsku, Szczecinie, Wrocławiu, Rzeszowie, Białymstoku i Poznaniu – błędami w leczeniu zajmą się wyznaczeni koordynatorzy. Śledztwa dotyczące lżejszych przypadków: narażenia chorego na niebezpieczeństwo „ciężkiego uszkodzenia ciała" poprowadzą prokuratury okręgowe.

Specjalizacja i stworzenie wydzielonych pionów „medycznych" to konieczność wynikająca z analizy tej kategorii śledztw. Wynika z niej, że dotąd wiele z nich prowadzono niedbale, przewlekle, i w efekcie umarzano.

Skala spraw o błędy medyczne jest znacząca. W 2015 r. prokuratury prowadziły łącznie 3394 takie postępowania, z których połowę (bo 1772), wszczęły w ubiegłym roku. Doniesienia składali pacjenci lub ich bliscy, szpitale sporadycznie.

Winnym zaniedbań rzadko stawiano zarzuty. Prawie co drugie śledztwo (45 proc.) umorzono, a tylko w 4 proc. z zakończonych w zeszłym roku, do sądów skierowano akty oskarżenia lub wnioski o ukaranie (w trybie dobrowolnego poddania się karze).

Liczby są wymowne: na 2872 zamknięte w 2015 r. śledztwa do sądów trafiło tylko 117 aktów oskarżenia. Np. w prokuraturach warszawskich na 214 zakończonych spraw, zaledwie w trzech oskarżono lekarzy lub personel medyczny.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Z analizy prowadzonej jeszcze w Prokuraturze Generalnej (dziś to Prokuratura Krajowa) wynika, że 60 proc. postępowań jest umarzanych niezasadnie. „Bez należytego wyjaśnienia wszystkich istotnych okoliczności i bez przeprowadzenia wszystkich niezbędnych dowodów". Braki były tak istotne, że czasem wręcz uniemożliwiały ustalenie, czy doszło do błędu.

Niejednoznaczne opinie

Za umorzeniami kryją się ludzkie dramaty. Wrocławska prokuratura nie znalazła winnego w sprawie Kuby, który został okaleczony jako noworodek. Zakładając rurkę do tchawicy, chłopcu rozerwano struny głosowe i krtań. Biegli, a za nimi śledczy uznali, że to efekt powikłań związanych z ratowaniem życia chłopca, a nie błędu.

Początkowo umorzono też sprawę śmierci 41-latka z Podhala, który zmarł z powodu tętniaka aorty, a wcześniej dwukrotnie był odsyłany z SOR, gdzie nie rozpoznano objawów zagrażających życiu. Dopiero po zażaleniu rodziny sąd uznał, że opinie biegłych budzą wątpliwości, i polecił to wyjaśnić.

Często tylko upór pacjentów lub ich bliskich powoduje, że sprawa ma finał w sądzie. A sprawy o błędy medyczne to jedne z najtrudniejszych.

– Opinie biegłych bywają niejednoznaczne. Nieraz jeden specjalista twierdzi tak, kolejny inaczej. Nie mówiąc, że często w ogóle nie chcą podejmować się oceny danego przypadku – mówi Józef Palenik, prokurator rejonowy w Nowym Targu.

Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi zaznacza: – Musimy się opierać na opiniach biegłych, a te nie zawsze dają podstawy do stawiania zarzutów. Dlatego śledztwa nie zawsze kończą się aktem oskarżenia – mówi.

Jednak śledczym z Łodzi w kilku głośnych sprawach udało się postawić medyków przed sądem.

Oskarżyli np. dwoje lekarzy, którzy nie wykonując koniecznych badań, zaczęli operować pacjenta, a gdy się okazało, że ma on tętniaka aorty, zabieg przerwali. Chory zmarł.

Szybkie działanie

Specjalizacja to klucz do rzetelnego badania spraw. Metodyka śledztw była tematem szkolenia dla prokuratorów z nowych pionów.

– Jedno z najważniejszych zaleceń dotyczy tego, by sprawy błędów medycznych były prowadzone bezpośrednio przez prokuratorów, którzy powinni sami wykonywać większość czynności: przesłuchiwać poszkodowanych pacjentów, członków ich rodzin, lekarzy, pielęgniarki. A tylko w niektórych sytuacjach zlecać czynności policji – mówi prok. Arkadiusz Jaraszek z Prokuratury Krajowej.

Inna, także ważna, to szybkie zabezpieczenie dokumentacji medycznej, co może zapobiec jej „poprawianiu". Niedawny raport NIK potwierdził, że to ma miejsce. Nierzetelnie prowadzono 73 proc. zbadanych kart pacjentów, a nieprawidłowości dotyczyły m.in. diagnozy i przebiegu leczenia.