Przedstawione w poniedziałek wieczorem w San Francisco nowości Apple'a nie zaskoczyły. Tym razem firmie z logo jabłuszka nie udało się zachować tajemnicy. Wcześniej wyciekły zdjęcia i plany mniejszego smartfona — iPhone SE oraz mniejszego tabletu iPad Pro. Zmniejszanie ekranów to próba płynięcia pod prąd — konkurenci oferują coraz większe wyświetlacze z coraz wyższymi rozdzielczościami.
Tak samo było dotąd ze smartfonami kalifornijskiej firmy. Najpierw rosły — od 3,5 cala do 5,5 cala w iPhone 6S Plus. Koreańska i chińska konkurencja te wymiary jednak bez trudu przebija. Dlatego tym razem Apple zrobiło krok w odwrotnym kierunku — nowy model ma ekran o przekątnej zaledwie 4 cali. Wygląda podobnie do modelu 5S sprzed... dwóch lat.
W środku — zapewniali przedstawiciele firmy podczas prezentacji w San Francisco — są jednak najnowsze komponenty dające smartfonowi moc obliczeniową i funkcje graficzne modelu 6S. Aparat może nawet nagrywać filmy 4K, a pod obudową ukryto układ łączności zbliżeniowej NFC — nowym iPhonem SE będzie można płacić jak kartą (oczywiście w systemie Apple Pay).
Najnowszy „mały" iPhone będzie dostępny za 399 dolarów z pamięcią 16 GB. W umowie abonamentowej na dwa lata ma być nawet za darmo. Zamówienia można będzie składać od 24 marca, a do pierwszych odbiorców w USA trafi 31 marca. W 110 krajach świata pojawi się natomiast pod koniec maju — obiecywali przedstawiciele firmy.
Podobną kurację przeszedł tablet iPad Pro. Ta linia zyskała mniejszego przedstawiciela z ekranem 9,7 cala. Choć z wyglądu przypomina iPada Air, może wykorzystywać akcesoria przygotowane dla wersji „profesjonalnej". Można zatem używać z nim rysika (tak wyśmiewanego przez szefów Apple'a, gdy lata temu pokazywali go konkurenci) oraz z dołączanych klawiatur.