Przed drugą wojną światową nikt się nie przejmował ochroną środowiska. Tereny, na których znajdowały się zakłady przemysłowe, często są dziś skażone, choć po fabrykach nie ma już żadnego śladu.
– Deweloper, zanim kupi ziemię pod inwestycję, sprawdza, czy wszystko jest z nią w porządku. Jeżeli istnieje ryzyko skażenia, bada jej skład chemiczny – mówi Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD). – Nie jest w stanie jednak przewidzieć wszystkiego. Wiele niespodzianek potrafi się pojawić dopiero w trakcie budowy.
Teren w rejestrze
– Kiedy nasza firma kupiła działkę przy ul. Obozowej w Warszawie, na jej terenie znajdował się stary budynek biurowy – mówi Katarzyna Kyrcz, dyrektor projektu i członek zarządu w spółce BPI Real Estate Poland. – Po jego rozbiórce i rozpoczęciu prac ziemnych okazało się, że głęboko w gruncie znajdują się zanieczyszczenia. Ich źródło najprawdopodobniej sięga czasów sprzed drugiej wojny światowej, kiedy Wola była terenem silnie uprzemysłowionym – tłumaczy.
To niejedyny przypadek skażenia gruntu. Jest ich znacznie więcej. Takie ziemie znajdziemy w całej Polsce. Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska (GDOŚ) prowadzi rejestr historycznych zanieczyszczeń powierzchni. Zawiera on ok. 300 pozycji.
– Najwięcej tego rodzaju przypadków jest w województwie mazowieckim. To ok. 80 pozycji w rejestrze – mówi Monika Jakubiak-Rososzczuk z GDOŚ.
W rejestrze gromadzi się informacje zarówno o historycznych zanieczyszczeniach powierzchni ziemi potwierdzonych badaniami, jak również o potencjalnych skażeniach.
Rejestr działa od niedawna. Brakuje w nim jeszcze danych od starostw. Te mają przygotować swoje wykazy i przekazać je regionalnym dyrektorom ochrony środowiska (RDOŚ) dopiero w październiku 2018 r. Następnie regionalne dyrekcje przekażą je GDOŚ.
Trzeba więc jeszcze na nie poczekać. Skażony grunt można jednak „uzdrowić". W tym celu przeprowadza się jego remediację.
Plany naprawy
– Właściciel gruntu, po stwierdzeniu na swoim terenie historycznego zanieczyszczenia powierzchni ziemi, zwraca się do regionalnego dyrektora ochrony środowiska z wnioskiem o ustalenie planu remediacji, załączając do niego jego projekt – tłumaczy Agata Antonowicz z RDOŚ w Warszawie.
RDOŚ analizuje dokumenty oraz uzyskuje opinie różnych instytucji, m.in wojewódzkiego inspektora sanitarnego i wydaje decyzję ustalającą plan remediacji.
Wskazuje w nim m.in. obszar, na którym będzie prowadzona remediacja, nazwy substancji powodujących ryzyko oraz sposób i termin jej wykonania. Po zakończeniu remediacji RDOŚ otrzymuje od właściciela gruntu dokumentację powykonawczą, na podstawie której regionalna dyrekcja sprawdza skuteczność całej operacji. Bada też, czy była przeprowadzona zgodnie z decyzją.
W latach 2015–2017 Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Warszawie wydał 75 decyzji ustalających plan remediacji historycznego zanieczyszczenia powierzchni ziemi.
Kosmiczne technologie
Udaną remediację przeprowadziła m.in. BPI Real Estate Poland. – Podjęliśmy decyzję o przeprowadzeniu procesu oczyszczania i usuwania zanieczyszczonych gruntów. Cały proces poprzedziło oczywiście uzyskanie decyzji remediacyjnej. Ze względu na bliskie sąsiedztwo innych budynków mieszkalnych zdecydowaliśmy się na zastosowanie wielu innowacyjnych technologii, które w Polsce zostały wykorzystane po raz pierwszy – mówi dyrektor Katarzyna Kyrcz. – Była to m.in. metoda ventingu, czyli odsysania zanieczyszczonego powietrza z przestrzeni międzycząsteczkowych gruntu. Proces oczyszczania trwał w sumie kilka miesięcy. Co najważniejsze, jak potwierdziła Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Warszawie, przyniósł oczekiwany efekt ekologiczny. Podjęte przez nas działania naprawcze wymagały oczywiście dodatkowych nakładów finansowych, jednak był to bardzo opłacalny wydatek – podkreśla dyrektor.
Dodaje, że mimo początkowych obaw, które wzbudziła zapowiedź rozpoczęcia przez firmę prac remediacyjnych, udało się nie tylko uspokoić opinię publiczną, ale też przede wszystkim zdobyć zaufanie klientów.
– Zdecydowana większość osób, które odwiedzają nasze biuro sprzedaży, jest już świadoma zakończonego procesu, a pytania o remediację stanowią mniej niż 5 proc. wszystkich zadawanych pytań – podkreśla Katarzyna Kyrcz. – Dziś Wola Libre wkroczyła w ostatni etap budowy. Sprzedaliśmy już ponad 80 proc. mieszkań. Nasze doświadczenie pokazuje, że realizacja inwestycji na terenach poprzemysłowych nie jest powodem do obaw, a transparentnie przeprowadzona remediacja może być wręcz jednym z ważniejszych atutów danego projektu.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: r.krupa@rp.pl