Od kilu miesięcy trwają spekulacje na temat tego, jak będzie wyglądał Narodowy Program Mieszkaniowy, który przede wszystkim ma zaspokoić oczekiwania niezamożnych rodzin.

Kilka dni temu na rynek wypłynęła informacja, że państwowe lokale za ok. 3 tys. zł za mkw., budowane na tanich gruntach Skarbu Państwa, miałyby być wynajmowane za 20 złotych za metr miesięcznie.

Oferta skierowana by była do Polaków, których nie stać na kredyt i na najem komercyjny na wolnym rynku, ale jednocześnie za dużo zarabiają, by przysługiwało im tanie lokum komunalne lub socjalne. Po 30 latach regularnego płacenia czynszu, najemcy mogliby stać się właścicielami takich państwowych lokali.

Na rynku pojawia się wiele pytań na temat programu: kto będzie budował tanie bloki (państwowe spółki czy także deweloperzy, a może będzie jeden państwowy superdeweloper zarządzany centralnie), czy rzeczywiście uda się postawić budynki tak tanio, czy państwowe przedsiębiorstwa chętnie oddadzą swoje działki pod bloki i koszty budowy infrastruktury nie podniosą wydatków na inwestycje.

Prywatni inwestorzy są zaniepokojeni ingerencją państwa w rynek i tak niskimi stawkami najmu jak zapowiadane. To, czy się będą wycofywać, zależy od skali państwowych inwestycji, czyli w jakim czasie i ile lokali państwo dostarczy na rynek. Pojawiają się też pytania, w jaki sposób będą wybierani Polacy, którzy skorzystają z lokali od państwa.

Z zapowiedzi wynika, że wdrażanie Narodowego Programu powinno rozpocząć się w 2017 r, a pierwsze tanie bloki mają być gotowe za 2-3 lata.

Jednak wszystkie te informacje wypływały dotąd nieoficjalnie. Dziś w południe rząd ma podać szczegóły.