Wierzyć należy, że Polska dotrze do finału mistrzostw Europy, ale niewykluczone, że urzeczywistni się czarny scenariusz: odpadniemy przed końcem turnieju. W takim wypadku, kiedy już wybrzmi ostatnie „nic się nie stało", przyjdzie moment, gdy każdy polski miłośnik futbolu będzie musiał zdecydować komu kibicować dalej. A gdy już wybierze sobie substytut drużyny narodowej, stanie przed nowym zadaniem: jakimi piosenkami zastępczą futbolową ojczyznę wspierać.

Na szczęście z innymi językami jest jak z polszczyzną – na stadionie najbardziej skomplikowana mowa staje się prosta i przejrzysta. By zagrzewać do walki Hiszpanię, wystarczy „lololololo" lub „oe, oe, oe, oe". Do niemieckich kibiców dołączamy się, nucąc: „schalalalalalala, eehoo" lub „tra, la, la, la, la, Deutschland". Holendrzy mają swoje „lololo Holland", „Hup Holland Hup" oraz „Hey, hey, hey".

To tylko najprostsze przykłady – są też bardziej wyrafinowane stadionowe utwory chóralne. Duńczycy chętnie wykonują metafizyczną w wyrazie pieśń „Vi sejler nedad igen", której tekst w tłumaczeniu wygląda tak: „Płyniemy w górę rzeki, potem znowu w dół, jaka ładna piosenka, zaśpiewajmy jeszcze raz". Kibice chorwaccy lubią odśpiewać romantyczny przebój „Morska vila" zespołu Daleka Obala, który opowiada o czułym spotkaniu z syreną, podczas gdy morze „układa ciche pieśni o samotności". Irlandczycy zaś chętnie poruszają za to kwestie społeczne. Z pasją wykonują „The fields of Atherny", XIX-wieczną balladę o mężczyźnie, który został skazany na zesłanie do Australii, bo ukradł jedzenie dla swej głodującej rodziny.

Lubią też kibice przeróbki znanych melodii. Polacy, jak wiadomo, śpiewają „Polska, biało-czerwoni" na melodię „Go west" znanego z frywolności zespołu Village People. Belgowie przerobili hymn gospel „When the saints go marching in", zastępując wyraz „saints" słowem „reds", czyli „czerwoni" (to przydomek ich drużyny). Z kolei Anglicy wspierają swoją reprezentację, śpiewając „Na na na nanana, nanana England" na melodię finałowego tematu z „Hey, Jude" The Beatles.

Niestety, niechęć między narodami też jest na stadionach obecna. Anglicy na okazję meczów z Niemcami opracowali utwór „There were 3 German bombers in the air", który opowiada, jak RAF po kolei zestrzeliwuje trzy niemieckie bombowce. Niemcy do II wojny światowej nie nawiązują, śpiewają za to „If you hate the English, clap your hands" (po angielsku – zapewne przez uprzejmość dla Anglików, którzy inaczej by nie zrozumieli).

Na mistrzostwach nie będzie Finów, więc pewnie nie usłyszymy dedykowanego im przez Szwedów zawołania „Inte hoppar han är Mumintroll" („kto nie skacze, ten Muminek"). Z powodu braku Greków raczej nie zabrzmi z tureckich gardeł „Ayaga kalkmayan Yunan olsun" (kto nie wstanie, ten Grek). Ale niewykluczone, że dotrze do naszych uszu bardziej uniwersalne czeskie „Kdo neskáče není Čech – hop hop hop!". Może też padnie czeskie „Ještě jeden", brzmiące tak jak polski odpowiednik. W przypadku meczu Polska–Czechy możemy tę samą przyśpiewkę usłyszeć od kibiców obu stron. Byłby to piękny przykład międzynarodowej zgody.