Jedną z przyczyn globalnego ocieplenia jest nadmiar dwutlenku węgla w atmosferze. Naukowcy zgłaszali wiele pomysłów, jak i gdzie uwięzić nadmiar CO[sub]2[/sub]: na przykład w nieczynnych kopalniach, w opróżnionych komorach po ropie i gazie pod dnem morskim, w skałach na głębokości kilometra.
Niestety wszystkie te pomysły jak dotąd, okazywały się zbyt kosztowne, trudne technicznie do realizacji, a także ryzykowne dla środowiska.
[srodtytul]Na dno, na zawsze[/srodtytul]
Larry Madin i Kelly Rakow Sutherland z Woods Hole Oceanographic Institution (WHOI) w stanie Massachusetts wystąpili z inną propozycją, chcą wykorzystać do pochłaniania nadmiaru CO[sub]2[/sub] salpy, organizmy występujące powszechnie w morzach ciepłych i zimnych, w strefie równikowej, a także w oceanie południowym w pobliżu Antarktydy.
Hipotezę tę publikuje amerykańskie czasopismo naukowe „PNAS“ (Proceedings of the National Academy of Sciences).
Salpy (Salpae) są przezroczyste, przypominają meduzy, ale nie mają z nimi nic wspólnego. Są planktonowatymi strunowcami morskimi z podtypu osłonic (Tunicata). Występują w strefie tropikalnej i subtropikalnej, mają kształt beczułkowaty, cylindryczny lub wrzecionowaty; rozmnażają się, przechodząc skomplikowaną przemianę pokoleń osobników bezpłciowych; ich wielkość waha się od 1 do 10 cm. Występują na różnych głębokościach. W ciągu ostatniego stulecia ich populacja bardzo wzrosła. Pływają samotnie (osobniki bezpłciowe) lub w koloniach złożonych z dziesiątków, a nawet tysięcy osobników, połączonych w malownicze łańcuchy, kręgi, spirale.
W ich organizmach odkłada się dwutlenek węgla. Właśnie ta cecha zainteresowała badaczy z WHOI. – Wyobraźmy sobie lecący samolot, który pochłania różne cząsteczki zawarte w powietrzu, czerpie z nich energię potrzebną do pracy silników odrzutowych, przez co jednocześnie oczyszcza powietrze. Otóż salpy funkcjonują bardzo podobnie, pływając, odżywiają się cząstkami zawartymi w wodzie, fitoplanktonem i dwutlenkiem węgla. Gdy woda wnika do ich ciała, system filtrujący zatrzymuje pożywienie. W procesie trawienia powstają odchody zawierające dużo węgla. Są na tyle gęste i ciężkie, że opadają na dno, gdzie przekształcają się w węglan, który pozostaje tam w formie skał na zawsze – wyjaśnia dr Larry Madin.
W ten sposób w wodach powierzchniowych robi się miejsce dla nowych cząsteczek dwutlenku węgla, który po strawieniu również opadnie na dno, aby tam pozostać.
W minionym stuleciu, zwłaszcza w ostatnich dekadach, populacja salp wyraźnie się zwiększa. Obecnie są obserwowane także w rejonach, gdzie występuje niewiele fitoplanktonu stanowiącego ich pożywienie. A to oznacza, że salpy potrafiły przystosować się do pożywienia innego rodzaju i kalibru.
Fitoplankton to mikroskopijne organizmy roślinne, w tym także glony oraz sinice, które biernie unoszą się w wodzie, nie posiadają zdolności ruchu.
[srodtytul]Zjedzą bakterie zamiast glonów[/srodtytul]
Dotychczas sądzono, że cząsteczki pochłaniane przez salpy nie mogą mieć mniej niż 1,5 mikrometra średnicy. Tymczasem Larry Madin i Kelly Rakow Sutherland opracowali model matematyczny, z którego wynika, że salpy są w stanie pochłaniać cząsteczki mniejsze, czyli żywić się innymi organizmami.
Aby sprawdzić tę hipotezę, Madin i Sutherland przeprowadzili następujący eksperyment: wrzucili do wody jako pożywienie dla salp cząsteczki polistyrenu o różnej średnicy, od 0,5 mikrometra (rozmiar bakterii) do 3 mikrometrów (typowy fitoplankton).
Koncentracja tego pokarmu była taka sama, jaka występuje naturalnie w oceanie. Okazało się, że 80 proc. cząsteczek pochłoniętych przez salpy miało najmniejsze rozmiary. To wyjaśnia, dlaczego salpy mogą egzystować w wodach, w których brakuje fitoplanktonu, zbyt ubogich dla innych planktonożerców.
Okazuje się, że salpy mogą się żywić bakteriami, a przecież bakterie występują w oceanach także tam, gdzie fitoplanktonu jest niewiele. A to z kolei oznacza, że salpy mogą żyć praktycznie wszędzie i wszędzie pochłaniać dwutlenek węgla, a następnie ekspediować go na dno.
– Dotychczas nie docenialiśmy roli salp w łańcuchu węglowym i w absorbowaniu tego gazu cieplarnianego. Ale teraz już o tym wiemy i dlatego należy natychmiast zacząć chronić te organizmy w sposób systemowy, dla dobra całej planety – uważa dr Kelly Rakow Sutherland.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora[mail=k.kowalski@rp.pl]k.kowalski@rp.pl[/mail][/i]