Reklama

Schizofrenia pod kontrolą

Zmiany w podejściu do leczenia pacjentów psychiatrycznych oraz nowe osiągnięcia farmakologii mogą pomóc chorym wrócić do ich własnego życia – przekonują eksperci.

Aktualizacja: 23.04.2019 18:26 Publikacja: 23.04.2019 18:15

Schizofrenia pod kontrolą

Foto: Adobe Stock

Schizofrenia jest chorobą o wielu odcieniach, tajemniczą, niezrozumiałą dla otoczenia chorego i niepojętą dla niego samego. Wypracowanie u pacjenta świadomości, że powinien korzystać z pomocy medycznej, jest traktowane przez specjalistów jako sukces terapeutyczny. Objawy schizofrenii są burzliwe i wpływają na funkcjonowanie w środowisku chorego, prowadzą do izolacji i wykluczenia społecznego.

W związku z tym konieczna jest pomoc najbliższych i ich zaangażowanie w opiekę nad chorym. Według statystyk na każdego pacjenta ze zdiagnozowaną schizofrenią przypada około dziesięć osób z jego najbliższego otoczenia, które bezpośrednio dotknięte są konsekwencjami choroby. Jest ona dziś na pierwszym miejscu w rankingach jednostek chorobowych powodujących niezdolność do pracy oraz na czwartym w wydatkach na świadczenia.

Objawy pojawiają się w młodym wieku i pociągają za sobą stopniowe pogorszenie funkcjonowania pacjenta. Od 80 do 85 proc. osób, u których wystąpił pierwszy epizod schizofrenii, pojawia się on po raz kolejny. Hospitalizacje nie są krótkie. Sama diagnostyka wymaga długich obserwacji. Epizod zwykle trwa od jednego do sześciu miesięcy i po tej burzy następuje okres tzw. objawów negatywnych. W tym czasie obniża się zdolność funkcjonowania w pracy i w relacjach społecznych. – Tymczasem pacjenci niechętnie kontynuują leczenie, więc objawy powracają i podczas kolejnego epizodu ponownie trafiają do szpitala – przyznali eksperci na spotkaniu z dziennikarzami, które odbyło się 8 kwietnia podczas 27. Europejskiego Kongresu Psychiatrii.

– Pomyślmy o sytuacji, gdy lekarz przepisuje nam antybiotyk i mówi, że mamy go brać przez dziesięć dni – mówił profesor Istvan Bitter z Wydziału Psychiatrii i Psychoterapii Uniwersytetu Semmelweis w Budapeszcie. – Czy zawsze zużyliśmy każdą tabletkę przepisanego nam leku? Wyobraźmy sobie, że są ludzie, którzy w ogóle nie wierzą, że są chorzy i z tego powodu porzucają leczenie. A przecież tak długo, jak pacjent będzie przyjmował lek, nie będzie się u niego pojawiał epizod i nie trafi do szpitala - przekonywał.

Profesor Bitter zaprezentował badania przeprowadzone na Węgrzech z udziałem 10 tys. respondentów. Wynika z nich, że zaniechanie leczenia po pobycie w szpitalu jest kluczowym problemem chorych na schizofrenię. – Wiele osób przestaje przyjmować lek już po upływie pierwszego miesiąca – powiedział, prezentując dane. – Po trzech miesiącach połowa pacjentów przerywa terapię, a po roku prawie wszyscy zarzucają leczenie. Te statystyki dotyczą chorych przyjmujących leki w tabletkach. Jeśli spojrzymy na dane fińskie, okazuje się, że ponad połowa pacjentów po przepisaniu leków nie idzie do apteki i ich nie wykupuje. Natomiast znacznie lepiej przedstawia się sytuacja, gdy mówimy o substancjach długo działających, podawanych w postaci iniekcji.

Reklama
Reklama

Profesor Bitter podkreślił, że największa liczba pacjentów, u których następuje nawrót choroby, którzy muszą być hospitalizowani, a także umierają z powodu schizofrenii, to są właśnie ci, którzy nie przyjmują leków. Ten wniosek wynika również z badań prowadzonych przez 20 lat w Finlandii. Stan zdrowia osób ze schizofrenią, częstość występowania u nich epizodów wymagających hospitalizacji jest bezpośrednio związana z formą stosowanej terapii. Im mniej jest ona uzależniona od samodyscypliny pacjenta, tym dłuższe okresy dobrego funkcjonowania. Dlatego też, im dłużej działają terapie w iniekcjach, tym lepsze są wyniki leczenia. Badania węgierskie i fińskie potwierdzają, że leki podawane co dwa tygodnie, raz na miesiąc lub nierefundowane jeszcze w Polsce leki aplikowane raz na kwartał są nadzieją dla chorych na schizofrenię i ich rodzin.

Taki kierunek w leczenia wpisuje się w światowe tendencje i zmiany zachodzące w podejściu do pacjenta psychiatrycznego. Profesor Silvana Galderisi, prezes Europejskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, podkreśliła, że współczesne leczenie powinno odbywać się w środowisku pacjenta, a nie łóżku szpitalnym. Prekursorskie programy dają bardzo obiecujące rezultaty. Mają na celu opiekę nad chorym poprzez zwiększenie dostępu do placówek pobytu dziennego, poradni, wyspecjalizowanego personelu, a także transformację świadomości rodzin pacjenta, gdzie nadal wydaje się, że najłatwiej umieścić go w szpitalu. Dostęp do opieki we własnym środowisku i leki długo działające zmniejszają ilość epizodów, poprawiają stabilne funkcjonowanie i przywracają choremu na schizofrenię jego własne życie.

To nie są hipotezy ani pieśń przyszłości. Jak podał profesor Wolfgang Gaebel z Uniwersytetu Heinricha Heinego w Düsseldorfie, dzięki transformacji opieki psychiatrycznej, w Monachium, mieście liczącym 1,2 mln mieszkańców, rocznie hospitalizowanych jest 2,5 tys.pacjentów. Dla porównania w 400-tysięcznym Szczecinie liczba ta wynosi ok. 4 tys.

W Polsce program opieki środowiskowej przyjęło początkowo 10 proc. placówek, po czym 7 proc. wycofało się z projektu. Powodem był brak środków na tę transformację.

Materiał ze spotkania z dziennikarzami podczas 27. Europejskiego Kongresu Psychiatrii w Warszawie.

Nauka
Zespół BOAS u psów. Naukowcy z Cambridge sprawdzili rasy, które dotąd pomijano
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Nauka
Jak alkohol wpływa na mózg? Naukowcy wyjaśniają, co dzieje się, gdy jesteśmy pijani
Nauka
Dzieci rodzą się z wyjątkową zdolnością. Puszczanie im muzyki ma sens
Nauka
Szympans jak dziecko? Eksperyment podważa przekonanie o wyjątkowości człowieka
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama