Prezes InPostu Rafał Brzoska wszedł w konflikt z Metą po masowym wyświetlaniu na należących do koncernu platformach Facebook i Instagram nielegalnych reklam wykorzystujących technologię deepfake oraz scamów, w których bezprawnie wykorzystywano wizerunki jego i jego żony do wyłudzania pieniędzy.
Czytaj więcej
Rafał Brzoska zaostrza spór z Metą o fałszywe reklamy wykorzystujące wizerunki znanych osób. Prezes InPostu zapowiada społeczną inicjatywę, która m...
Pomimo wyroków sądów i decyzji Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) nakazujących blokowanie tych treści fałszywe reklamy nadal były publikowane, a nawet trafiły do dzieci przedsiębiorcy. To skłoniło Brzoskę do publicznej krytyki Mety, w tym ujawnienia nazwisk polskich menedżerów pracujących w firmie. Niedługo później gigant technologiczny tymczasowo zablokował konto biznesmena, jednocześnie odrzucając odpowiedzialność za problem. W konflikt włączył się również polski rząd, żądając od Mety wyjaśnień. W środę Brzoska zapowiedział, że nie zamierza poprzestać na prywatnej batalii, lecz chce stworzyć ruch społeczny, który w sposób systemowy będzie walczył z praktykami Big Techów.
Meta i fałszywe reklamy. Kiedy platforma ponosi odpowiedzialność
Prezeska Fundacji Panoptykon Katarzyna Szymielewicz przyznała w rozmowie z PAP, że w myśl polskiego i europejskiego prawa odpowiedzialność Mety za rozpowszechnianie takich nielegalnych treści jest ograniczona.
– Odpowiedzialność pojawia się dopiero wtedy, gdy operator platformy dowiedział się o takich działaniach lub treściach i nic w tej sprawie nie zrobił. Zgodnie z tą regułą Meta może się bronić, że jej algorytmy nie wychwyciły sfałszowanych zdjęć, a ludzcy moderatorzy nie mieli dość kontekstu, żeby rozpoznać reklamowy scam. Ale tylko do momentu zaalarmowania przez osobę pokrzywdzoną. Niezwłocznie po otrzymaniu takiego zgłoszenia Meta powinna scam usunąć – wyjaśniła ekspertka.
Według Szymielewicz, zgodnie z unijnym Aktem o usługach cyfrowych (DSA), „platforma powinna tak projektować swoje algorytmy i interfejsy, żeby zapobiegać rozprzestrzenianiu się dezinformacji, scamu i nielegalnych treści”.
– Jak pokazuje sprawa Rafała Brzoski, nie robi tego skutecznie – oceniła.
Czytaj więcej
Kolejna odsłona sporu między technologicznym gigantem a polskim milionerem – Meta w reakcji na słowa Rafała Brzoski przekonuje, że walczy z oszustw...
Rozmówczyni zaznaczyła, że za te zaniechania Mecie mogą grozić poważne konsekwencje. Komisja Europejska prowadzi przeciwko firmie kilka postępowań na gruncie DSA, które mogą się zakończyć wysokimi karami.
– Ponadto Rafał Brzoska ma prawo domagać się, żeby platforma zaprzestała przetwarzania jego danych osobowych – a taką daną jest wizerunek, również zmodyfikowany, i oczywiście nazwisko. To zasada stara jak RODO, które obowiązuje w całej Unii Europejskiej od 2018 roku. Przy możliwościach technicznych, jakimi dysponuje platforma, nie powinno być to szczególnie trudne – przypomniała szefowa Fundacji Panoptykon.
Jednocześnie zastrzegła, że Meta może powołać się na interes publiczny i wolność słowa, ponieważ blokując scam, jej algorytmy mogłyby jednocześnie blokować doniesienia prasowe i posty zwykłych użytkowników. Jej zdaniem jednym z rozwiązań byłoby wzmocnienie moderacji treści reklamowych, czyli sponsorowanych.
– To jest to sito, przez które nie powinien się przedostawać na platformę żaden scam, nie tylko ten z wizerunkiem Rafała Brzoski – zaznaczyła.
DSA i deepfake. Poszkodowanym wciąż pozostaje długa droga sądowa
Zapytana, w jaki sposób mogą chronić się osoby, których wizerunek, podobnie jak w przypadku polskiego biznesmena, został ukradziony i wykorzystany np. do wyłudzeń, rozmówczyni PAP powiedziała, że „dopóki nie mamy w Polsce wdrożonego DSA, w zasadzie nie ma innej ścieżki niż zgłoszenie sprawy samej platformie, a kiedy ta nie reaguje, co jest niestety częste, pozostaje długa i uciążliwa droga sądowa”.
– Nie ma urzędu, do którego taka osoba mogłaby się poskarżyć. A policja i prokuratura nie mają umocowania prawnego, by domagać się od platformy szybkiego usuwania nielegalnych treści. Dlatego od dwóch lat głośno domagamy się wdrożenia DSA w Polsce i stworzenia dodatkowych procedur, które rozwiążą ręce odpowiednim organom. Ustawy, które w dużej mierze rozwiązują ten problem, po raz kolejny przechodzą obecnie przez Sejm. Czy tym razem prezydent Karol Nawrocki je podpisze? Przekonamy się we wrześniu – oznajmiła Szymielewicz.
Poprzednią nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, wdrażającą DSA do polskiego porządku prawnego, prezydent Nawrocki zawetował na początku stycznia.
Czytaj więcej
Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że koncern Meta - właściciel Facebooka i Instagrama - odpowiada za fałszywe reklamy wykorzystujące wizerunek zało...
Według ekspertki DSA daje Komisji Europejskiej „mocne narzędzia do walki z wielkimi platformami, takimi jak Meta, jeśli te naruszają prawa człowieka albo szkodzą naszej debacie publicznej”. Jednocześnie, jak dodała, unijne prawo nie przesądza, jakie treści są nielegalne i w związku z tym powinny być usuwane z sieci. Te kwestie ma regulować prawo krajowe.
– Deepfake’i niemal zawsze naruszają przepisy o ochronie danych osobowych i dobra osobiste, ale nie zawsze da się na nie znaleźć paragraf w prawie karnym, chyba że w grę wchodzą próby oszustwa, wyłudzenia albo pornografia z wizerunkiem pokrzywdzonej osoby. Z tego powodu osoby pokrzywdzone w deepfake’ach zwykle nie mogą liczyć na wsparcie policji i prokuratury. Żeby to zmienić, nie wystarczy wdrożyć DSA – potrzebna jest zmiana polskiego kodeksu karnego. Akurat w tym Bruksela nas nie wyręczy – zastrzegła rozmówczyni.
Kary dla Big Techów to za mało. Potrzebna zmiana modelu biznesowego
Zdaniem Szymielewicz kary finansowe, szczególnie te nakładane przez Komisję Europejską i liczone w milionach euro, mają znaczenie, choć bardziej symboliczne i polityczne niż ekonomiczne.
– Nawet jeśli dla budżetu globalnych firm nie są to poważne obciążenia, takie kary obciążają ich wizerunek i mogą zaalarmować giełdę, że w firmie dzieje się coś niedobrego. To jednak nie wystarczy, żeby wymusić głęboką korektę ich modelu biznesowego – a właśnie takiej zmiany potrzebujemy – stwierdziła.
– Tak długo, jak jedynym kryterium sukcesu dla platform internetowych będzie krótkofalowy zysk, ich algorytmy będą podbijać treści sensacyjne i clickbaitowe, w tym te nielegalne i fałszywe. Uważam, że skuteczne będzie dopiero połączenie różnych narzędzi: od kar finansowych i pozwów zbiorowych, które już ruszyły w USA, poprzez polityczny i medialny ostracyzm wobec platform notorycznie naruszających prawo, aż po czasowe odebranie im możliwości świadczenia usług w Unii Europejskiej – wyliczyła rozmówczyni.