Salvador Dalí w powszechnej opinii uchodzi za jednego z głównych przedstawicieli surrealizmu w sztuce, ale też ekscentryka, który dokładał wszelkich starań, by właśnie tak go postrzegano. Czy jednak był to jego pomysł na siebie?

A może Dalego w znacznym stopniu wykreowała o dekadę od niego starsza Elena Dimitriewa Diakonowa? W każdym razie ta urodzona prawdopodobnie w roku 1894 w carskiej Rosji kobieta – zanim zwróciła uwagę na przystojnego i zdolnego Katalończyka – zawładnęła sercami i umysłami mężczyzn z paryskiego środowiska artystycznego skupionego wokół André Bretona, teoretyka surrealizmu oraz przywódcy tego nurtu w sztuce.

Pierwszą zdobyczą Gali był Paul Éluard (ur. w 1895 r. francuski poeta, związany z dadaizmem i surrealizmem), którego poznała jako nastolatka w szwajcarskim sanatorium dla gruźlików. Uczucie okazało się na tyle silne, że gdy tylko Éluard powrócił z frontu I wojny światowej, Gala dostała zgodę od rodziców na wyjazd do Francji. Młodzi wzięli ślub i zamieszkali w paryskim rodzinnym domu Éluarda (rok później urodziła się ich córka Cécile).

To Gala była pierwszą muzą mistrza wysublimowanej liryki miłosnej. Éluard w pełni twórczo się rozwinął, gdy dołączył do grona surrealistów. W tym środowisku nie obowiązywały drobnomieszczańskie zasady, a „wymiana” partnerów nie była niczym gorszącym. Swoją oryginalną urodą i niebanalną osobowością Gala uwiodła niemieckiego artystę Maxa Ernsta, a voyerysta Éluard nie protestował – przeciwnie, chętnie przyglądał się ich intymnym spotkaniom. A nawet pisał wiersze, inspirując się obrazami Ernsta, ten zaś ilustrował poematy Éluarda. Sielanka trwała do 1924 r., gdy z powodu Gali obaj mężczyźni pokłócili się i pobili. Pięć lat później małżonkowie wyjechali wraz z córką na wakacje – nad hiszpańskie wybrzeże, do Cadaques. Na zaproszenie Salvadora Dalego.

Przed przełomowym spotkaniem

Był lipiec 1929 roku. 25-letni Salvador Dalí zaledwie rok wcześniej dołączył do grona paryskich surrealistów. Młody hiszpański artysta szukał dla siebie twórczej drogi. Wszak nie ukończył Królewskiej Akademii Sztuki w Madrycie – nie podszedł do końcowych egzaminów, uważał bowiem, że maluje znacznie lepiej niż profesorowie akademii…

Tu ważna dygresja: w roku 1927 Dalí odwiedził atelier Pabla Picassa. Najpierw zachwycił się dziełami mistrza kubizmu, później jednak miał stwierdzić, że „jeden jego obraz wart jest więcej niż wszystkie obrazy Picassa”. Na pewno w przyszłości nie brakło mu pewności siebie i przekonania o własnym geniuszu, ale pod koniec lat 30. XX wieku tak naprawdę dopiero zaczynał kroczyć po artystycznej ścieżce.

W 1928 r. powstał pierwszy obraz Dalego uznawany za surrealistyczny: „Miód jest słodszy od krwi”. Ponadto do tego nurtu w sztuce zbliżyła go także współpraca z Louisem Buñuelem przy filmach „Pies andaluzyjski” (1929) i „Złoty wiek” (1931), do których napisał scenariusze. Nie tylko malował, ale też publikował, m.in. w „Surréalisme au Service de la Révolution” i „Minotaure”. Opierając się na teorii psychoanalizy Zygmunta Freuda, rozwinął „paranoiczno-krytyczną” metodę twórczą, którą w artykule „ĽAne pourri” (1930) zdefiniował jako „spontaniczną metodę poznania irracjonalnego, opartą na krytycznej i systematycznej obiektywizacji delirycznych skojarzeń i interpretacji” (za: Encyklopedia PWN). Gdy pisał ten artykuł, u jego boku była już Gala. Jak do tego doszło?

Zapewne latem roku 1929 35-letnia Gala była już znudzona swoim mężem, a w młodym ekscentrycznym artyście dostrzegła geniusz i potencjał – mogła wykreować go na malarza światowego formatu. Dalí zakochał się w eleganckiej i dojrzałej kobiecie, ona zaś dla niego porzuciła nie tylko Éluarda, ale nade wszystko córkę (notabene w przyszłości nie interesowała się zbytnio losem Cécile, a nawet wykreśliła ją z testamentu).

W drodze po sukces

Już jesienią 1929 r. kochankowie zamieszkali razem w skromnym domu w Port Lligat. Dziś powiedzielibyśmy, że Gala została menedżerką Dalego. Pilnowała go na każdym kroku, zmuszała do systematycznej pracy, często nie spuszczała go z oka nawet w pracowni, a przede wszystkim zabiegała wśród paryskich przyjaciół, by prace Dalego trafiały na wystawy i były wystawiane w galeriach. Chodziło nie tylko o sukces artystyczny, ale też finansowy – wszak Gala przywykła do wystawnego życia.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

Mając na co dzień ogromne wsparcie w Gali, Katalończyk mógł skupić się na rozwijaniu swojego talentu. Sukces przyszedł wraz z namalowaniem przez niego „pełzających (płynących) zegarów”. Powstały w 1931 r. obraz i zatytułowany przez Dalego „Trwałość pamięci”, dziś uważany jest za jeden z najciekawszych przejawów surrealizmu. Obraz (o wymiarach 24,1 × 33 cm) łączy w sobie elementy fantazji i realności. Nie bez powodu zresztą: w pierwszej twórczej fazie artysta namalował zwykły pejzaż, jaki roztaczał się z Port Lligat, dopiero później domalował słynne zegary przypominające roztapiające się plastry sera. Skojarzenie nieprzypadkowe, bo wspomniał o tym sam Dalí w autobiografii. Tak pisał o powstawaniu „Trwałości pamięci”: „Wiedziałem, że klimat, jaki udało mi się w nim stworzyć, powinien stanowić tło jakiejś idei, jakiejś zaskakującej wizji, ale nie miałem najmniejszego pojęcia, co by to mogło być. Chciałem już zgasić światło, kiedy nagle ujrzałem rozwiązanie. Zobaczyłem dwa miękkie zegarki, z których jeden zwisał żałośnie z suchej gałęzi oliwnego drzewka”. Jednak jego „paranoiczno-krytyczna” metoda pozostawała w sprzeczności z surrealistycznym automatyzmem, ponieważ zakładała interpretację dzieła. To m.in. dlatego André Breton około 1934 r. zaczął się dystansować od twórczości Dalego, żeby ostatecznie wykluczyć go ze środowiska paryskich surrealistów – głównie z powodu faszystowskich sympatii artysty, dochodzących do głosu nawet w niektórych jego dziełach (vide „Tajemnica Hitlera” z 1937 r.).

Rok 1934 okazał się przełomowy również z innego powodu. Pomimo sprzeciwu rodziny Dalego artysta wziął ślub cywilny z Galą, która dwa lata wcześniej rozwiodła się z Éluardem. Jak czytamy u Małgorzaty Czyńskiej w książce „Kobiety z obrazów” (Marginesy 2020), „Ojciec [Dalego], małomiasteczkowy notariusz i pobożny katolik, wydziedziczył syna. Siostra Anna Maria spluwała, wymawiając imię Gali”. Mimo to od tej chwili Gala przejęła pieczę nad związkiem. I nie ustawała w staraniach, by twórczość jej męża zyskała światową sławę. W tym celu małżonkowie popłynęli do Nowego Jorku, gdzie Gala przedstawiała Dalego jako twórcę surrealizmu (nie wspominając o Bretonie!). W złaknionej europejskich nowinek Ameryce ekscentryczni małżonkowie szybko stali się sławni i… bogaci, co André Breton wyśmiał, tworząc pogardliwy anagram z imienia i nazwiska Salvadora Dalego: Avida Dollars (chciwy na dolary).

Po powrocie do Europy Dalí nie przestawał tworzyć, co zagwarantowało mu sukces na wystawie w Londynie, a jego kolejne obrazy, m.in. „Płonąca żyrafa” czy „Sen...”, zyskiwały uznanie szerokiej publiczności. Ze względu na wojnę domową w Hiszpanii para zmuszona była zamieszkać w Arcachon na południu Francji. Tam uwielbienie Dalego dla Gali jeszcze tylko się wzmogło. Był od niej uzależniony, stała się jego muzą, boginią. Gdy wybuchła II wojna światowa, Gala pojechała do Paryża, aby zabezpieczyć pozostawione tam obrazy męża. Gdy zaś Francja skapitulowała, małżonkowie schronili się w Ameryce, gdzie pozostali przez cały okres wojny (do Europy wrócili dopiero w 1948 r.).

Hołd dla Rafaela i Gali

Choć Dalí zdobył uznanie i popularność jako surrealista, to on sam nie wyrzekł się klasycznych korzeni. W jego twórczości widać wyraźne odwołania do wielkich mistrzów malarstwa, takich jak Velázquez czy Rafael. Jedno z płócien Rafaela stało się inspiracją dla obrazu, który Dalí malował przez cały rok 1945. Choć już sam tytuł nie pozostawia wątpliwości, to chodzi także o kompozycję dzieła. Rzecz dotyczy słynnej „La Fornariny” z około 1520 r. To portret Margherity Luti, córki piekarza (po włosku: fornaio) z Trastevere, który Rafael namalował pod koniec swojego życia. Na obrazie widzimy półnagą, w pozie Wenus, ale siedzącą młodą kobietę, która patrzy na widza. Lewą ręką lekko zakrywa pachwinę, a prawą czyni gest, jakby chciała zakryć pierś. Wystarczy jedno spojrzenie na „Galarinę”, aby zobaczyć, że Dalí właśnie do rafaelowskiego ideału piękna chciał przyrównać swoją muzę.

„Na obrazie »Galarina« spod rozpiętej białej bluzki wystaje naga pierś Gali. Dalí mówił, że ta pierś to symbol chleba. [Gala] Siedzi spokojna, chłodna, dłonie oparła na łokciach. Podobno bransoletkę w kształcie węża, która zdobi jej nadgarstek, dostała od Edwarda Jamesa. Kolekcjoner opowiadał, że na wieść o tym, iż Dalí spędził z nim noc, Gala wpadła we wściekłość, więc przekupił ją błyskotką” – czytamy w książce „Kobiety z obrazów” Małgorzaty Czyńskiej.

Gala we wściekłość wpadała coraz częściej... Ale o powojennych losach Dalego i Gali napiszę za dwa tygodnie.