Czwarty Baltic Opera Festival – tak jak poprzednie – rodził się z kłopotami. Wszyscy chcą go wspierać, ale brakuje często zrozumienia, że taka impreza nie może nabierać realnych kształtów dopiero w ostatnich miesiącach przed pierwszą premierą. Wydarzenia rangi europejskiej powstają długo, a ambicje dołączenia do nich ma Baltic Opera Festival.

Najlepszy Richard Wagner w Polsce

To zresztą już się dzieje. Tegoroczna „Walkiria” to najlepsza inscenizacja dramatu Richarda Wagnera w powojennej historii polskiego teatru. Co prawda, tradycje w tym względzie mamy skromne, ale nie tylko o nadrobienie tych braków chodzi. Spektakl na takim poziomie byłby ozdobą każdego poważnego letniego festiwalu w Europie.

Walkiria”, Opera Leśna w Sopocie

Walkiria, Opera Leśna w Sopocie

Walkiria”, Opera Leśna w Sopocie

Foto: Krzysztof Mystkowski

Unikalne warunki Opery Leśnej dodały też „Walkirii” dodatkowej wartości. Inscenizacja Johna Fulljamesa, będąca modyfikacją jego realizacji w Operze w Kopenhadze, wykorzystała akustykę sopockiego miejsca. Gdy bohaterowie znajdowali się u szczytu drewnianej konstrukcji, stanowiącej główny punkt scenografii (symbol leśnego domu, siedziby bogów lub gór w leśnych odstępach), głosy śpiewaków brzmiały najpiękniej.

Jak w wielu współczesnych realizacjach „Pierścienia Nibelunga”, którego „Walkiria” jest częścią, główna postać, Wotan pozbawiona jest tu cech boskich. To architekt, konstruktor, właściciel wielkiego imperium, który wpływa na bieg świata. Śledzi rozwój wydarzeń, cieszy się, gdy toczą się one po jego myśli, przeżywa gorycz porażki. A klęska Wotana wpisana jest w akcję „Walkirii”.

Tomasz Konieczny jak bohater Szekspira

Cechami ludzkimi obdarzył go w Operze Leśnej Tomasz Konieczny. Jest obecny na scenie od pierwszego momentu, choć według libretta pojawia się dopiero w II akcie. Według koncepcji Johna Fulljamesa Wotan jako biznesmen musi pilnować swojego planu odzyskania pierścienia, który zapewnia władzę absolutną.

Tomasz Konieczny (Wotan) i  Stéphanie Müther (Brunhilda)

Walkiria, Tomasz Konieczny

Tomasz Konieczny (Wotan) i Stéphanie Müther (Brunhilda)

Foto: Krzysztof Mystkowski

Ale Wotan to także ojciec, a dążąc do celu musi poświęcić ukochaną córkę Brunhildę, dlatego cierpi jako ojciec. Przemianę władcy we zrozpaczonego ojca Tomasz Konieczny pokazał w sposób mistrzowski. Finałowa scena rozstania z córką zyskała dzięki niemu nie tylko wymiar wagnerowski, była jak z tragedii z Szekspira. I tylko trochę szkoda, że dobrej niemieckiej śpiewaczce Stéphanie Müther w roli Brunhildy brakowało nieco bardziej wyrazistej ekspresji.

Wspaniała para – Izabela Matuła i Stanislas de Barbeyrac

Kilkutysięczna publiczność w skupieniu śledziła „Walkirię” do końca, ale też Tomasz Konieczny nie był jedyną atrakcją. Akt pierwszy przyniósł debiut w partii Zyglindy Izabeli Matuły, która wydaje się stworzona do tej partii. Okazała się równorzędną partnerką dla Stanislasa de Barbeyraca, który udowodnił, że charakter bohaterskiego Zygmunda można wyrazić głosem pięknym, subtelnym, ale nośnym. Tym trzecim – Hundingiem – był legendarny René Pape, którego bas nie ma już tak pięknej barwy jak dawniej, ale potrafi wyrazić każdy niuans niemieckiego tekstu.

Izabela Matuła (Zyglinda) i Stanislas de Barbeyrac (Zygmund) w „Walkirii”

Walkiria, Baltic Opera Festival

Izabela Matuła (Zyglinda) i Stanislas de Barbeyrac (Zygmund) w „Walkirii”

Foto: Krzysztof Mystkowski

W akcie drugim doszły osiem dobrych Walkirii oraz zawsze witana z sympatią Małgorzata Walewska debiutująca w partii żony Wotana, Fricki. Orkiestrę Opery Bałtyckiej wzmocnioną przez Filharmoników ze Lwowa prowadził Axel Kober, skupiając się na wydobywaniu różnych niuansów partytury kosztem nawet niekiedy mocy i napięcia.

„Polskie wesele” nie zrobiło światowej kariery

Całkowitym przeciwieństwem „Walkirii”, ale i ciekawym uzupełnieniem okazało się „Polskie wesele” pokazane w Operze Bałtyckiej. Z jednej strony wielkie dzieło niemieckie należące do kanonu światowego repertuaru, z drugiej – polonicum, nigdy u nas od 1945 r. niewystawione. Ta operetka Józefa Beera z elementami musicalu po prapremierze w Zurychu pod koniec lat 30. miała szansę podbić świat, ale wojna zniweczyła te konkretne plany

Wydobyte z zapomnienia „Polskie wesele” może być i dziś ozdobą swojego gatunku pod warunkiem, że ktoś ceni operetkę. Beer z cudowną lekkością połączył tradycyjnego walca z krakowiakami, mazurami czy polonezami, ale też i z muzyką swingującą.

„Polskie wesele”, Baltic Opera Festival

Polskie wesele, Baltic Opera Festival

„Polskie wesele”, Baltic Opera Festival

Foto: Anna Rezulak

Polski wątek – historia powstańca wracającego potajemnie z wygnania na Syberię, by odzyskać ukochaną – to kolejny egzotyczny temat, jakimi żywiły się europejskie operetki z pierwszych dekad XX w. Koronnym tego przykładem – słynna do dziś „Kraina uśmiechu” dziejąca się w Chinach, do której libretto napisał Fritz Löhner-Beda współtwórca „Polskiego wesela”.

Zalety i wady reżysera Pawła Miśkiewicza

Po festiwalowej inscenizacji Pawła Miśkiewicza trudno spodziewać się, że dzięki niej utwór Beera mógłby zainteresować dziś świat, a dla nas „Polskie wesele” w wersji oryginalnej byłoby niestrawne. Reżyser zdecydował się więc na ironiczny pastisz niezrozumiały jednak dla cudzoziemca. Stereotypowe miłosne perypetie poinkrustował groteskowo potraktowanymi polskimi symbolami – od powstańczych wdów po chochoła, od husarza (bez głowy, za to w zbroi) po pseudoludowy kicz zabawnych kostiumów Marty Szypulskiej.

Dodał też współczesne wątki feministyczne czy popularne dziś opowieści o doli kobiet na wsiach. Nadmiar pomysłów momentami pozbawia „Polskie wesele” lekkości, a całościowy efekt psuje kiepska choreografia i mała wrażliwość reżysera dramatycznego, jakim jest Paweł Miśkiewicz, na muzykę.

Piotr Buszewsk jako powstaniec Bolesław w „Polskim weselu”

Piotr Buszewski, Polskie wesele

Piotr Buszewsk jako powstaniec Bolesław w „Polskim weselu”

Foto: Anna Rezulak

Świetna jest natomiast obsada: Monika Radecka i Piotr Buszewski w głównych rolach, żywiołowi Marta Wiktorzak i Hubert Zapiór jako wspierający ich przyjaciele, a zwłaszcza Grzegorz Szostak jako zabawnie, a finezyjnie, bez przerysowań nakreślony stereotypowy stary kandydat na małżeństwo z młodą dziewczyną.

Dodać też trzeba jazzowe trio Andrzeja Jagodzińskiego i Łukasza Borowicza żywiołowo prowadzącego orkiestrę Opery Wrocławskiej, która przejmie tę koprodukcję z festiwalem. Jeśli więc dałoby się reżysersko naprawić, „Polskie wesele” ma wciąż szansę na muzyczno-teatralny przebój.