Jazz
Ralph Alessi „Quiver"; ECM Records/Universal, CD, 2016

Trzy lata temu wytwórnia ECM Records wydała album amerykańskiego trębacza Ralpha Alessiego „Baida", który krytycy uznali za jeden z najważniejszych w jego karierze. Nagrany w kwartecie z pianistą Garym Versace, kontrabasistą Drew Gressem i perkusistą Nasheetem Waitsem w pełni ukazał kompozytorski talent lidera i niezwykłą barwę jego trąbki. Na żywo kwartet oklaskiwała publiczność cyklu koncertów „jaZZ i okolice" w Katowicach. Alessi jest częstym gościem w Polsce, był członkiem amerykańskiego zespołu saksofonisty Macieja Obary, występował z nim na Jazzowej Jesieńniw Bielsku-Białej i nagrywał płyty.

Alessi znany jest ze swych koneksji z awangardową sceną Nowego Jorku, a jego nowatorski styl gry znalazł uznanie w oczach Tima Berne'a, Steve'a Colemana i Raviego Coltrane'a. Premiera nowego albumu zbiega się z tygodniową rezydencją kwartetu w słynnym nowojorskim klubie Village Vanguard.

Nowe kompozycje emanują elegancją, precyzją i ukrytą siłą improwizacji wszystkich członków zespołu. Liryczne frazy Alessiego mogą kojarzyć się trąbką Milesa Davisa z połowy lat 60. XX wieku, kiedy nagrywał on ze swym słynnym, drugim kwintetem. Jest jednak w nich drapieżność współczesnej sceny nowojorskiej, pewien niepokój towarzyszący dzisiejszym wydarzeniom na świecie.

Największą przyjemność słuchacze znajdą w odkrywaniu melodii, które nie narzucają się jak tematy w jazzowych standardach. Alessi i jego kompani zachęcają, by zgłębić tajemnice ich muzyki. Postrzępione rytmy perkusji Nasheeta Waitsa wprowadzają twórczy chaos, który porządkuje kontrabas Drew Gressa i fortepian Gary'ego Versace. Album „Quiver" Ralpha Alessiego powinien trafić do kolekcji wymagających miłośników jazzu.

Jazz
Wojciech Majewski Quintet „Grechuta", Sony Music, CD, 2001/2016

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

Wznowienie po piętnastu latach płyty kwintetu pianisty Wojciecha Majewskiego „Grechuta" to bardzo dobry pomysł. Ta muzyka nic się nie zestarzała, nadal tętni życiem i tryska pomysłami na ciekawe interpretacje znanych kompozycji. Po drugie – przypomina nieodżałowanego saksofonistę Tomasza Szukalskiego, muzyka o wielkim sercu do improwizacji i brzmieniu nie do podrobienia. Wznowienie płyty zbiega się z przypadającą w tym roku dziesiątą rocznicą śmierci Marka Grechuty. Wojciech Majewski fascynuje się twórczością Marka Grechuty od wielu lat. – Początkowo byłem urzeczony nastrojem i poetyką jego piosenek – zwierza się w komentarzu do płyty. – Z czasem zorientowałem się, że chodzi o coś więcej niż wdzięczne liryczne śpiewanie. W trakcie opracowywania utworów przekonałem się o wielkiej uniwersalności Grechuty jako kompozytora, gdyż estetyka i głębia artystyczna jego twórczości nie mieści się w ramach szeroko rozumianej piosenki czy muzyki rozrywkowej. Niektóre melodie mogłyby stanowić główne tematy nawet muzyki klasycznej.

Obok lidera Wojciecha Majewskiego i saksofonisty Tomasza Szukalskiego w kwintecie gra na trąbce i trąbce skrzydłówce Robert Majewski, brat pianisty, na kontrabasie Paweł Pańta i perkusista Marcin Jahr. Kompozycje Grechuty zyskały nie tylko jazzowy puls, ale i wyrafinowane aranżacje. W komentarzy do płyty Jan „Ptaszyn" Wróblewski podkreślił, że „trzeba mieć nie lada fantazję, być zafascynowanym pierwowzorem, żeby go przy okazji nie spaskudzić i być rasowym jazzmanem, by nie powstało z tego wynaturzone dziwadło".

Tej muzyki słucha się z nostalgią i zaciekawieniem. Soliści nie epatują błyskotliwymi improwizacjami, a raczej wczuli się we wspomnieniowy nastrój. Wszystko po to, by „Ocalić od zapomnienia", jak śpiewał Grechuta. Na płytę trafiły tak dobrze znane przeboje jak: „Będziesz moją panią" i „Dni, których nie znamy", a także rzadziej przypominane kompozycje: „Lanckorona" i „Dzieciństwo moje". Bonusem w porównaniu z pierwszym wydaniem są dwa utwory, w tym koncertowe wykonanie kompozycji „Zmienionaż po rozłące".

– Wojtek Majewski wydobył z muzyki Marka Grechuty najistotniejsze elementy, ozdabiając je wspaniałymi jazzowymi solówkami w wykonaniu polskich muzyków – podkreślił Zbigniew Namysłowski.

Klasyka/Rock
London Orion Orchestra/Alice Cooper/Rick Wakeman „Pink Floyd's Wish You Were Here Symphonic", Decca/Universal, CD, 2016

Albumów „Dark Side of the Moon" i „Wish You Were Here" grupy Pink Floyd słuchało się w połowie lat 70. XX w. z wypiekami na twarzy, żeby nie powiedzieć z nabożeństwem. Nikomu nie przyszło wtedy do głowy, żeby te epokowe dzieła mógł wykonywać ktokolwiek inny. Jednak czasy się zmieniają, Pink Floyd nie istnieje, więc tak jak opisał to David Gilmour w utworze „Welcome to the Machine": w show biznesie wszystko jest możliwe, a liczą się pieniądze.

Z górą czterdzieści lat po premierze „Wish You Were Here" ukazała się symfoniczna wersja płyty nagrana przez London Orion Orchestra w Abbey Road Studios, gdzie powstał oryginał. Gośćmi są legendy rocka: wokalista Alice Cooper i wirtuoz instrumentów klawiszowych Rick Wakeman oraz dwóch gitarzystów tworzących The Australian Pink Floyd Show: Stephen McElroy i Dave Fowler nawiązujących do stylu gry Gilmoura.

Alice Cooper wspomina, jak jeszcze w latach 60. jego zespół dzielił scenę z Pink Floyd i jak zaprzyjaźnił się z Sydem Barrettem. Utwory: „Wish You Were Here" i „Shine On You Crazy Diamond" były poświęcone właśnie Barrettowi, założycielowi zespołu i autorowi większości utworów w początkowym okresie działalności Pink Floyd. Album otwiera kameralna wersja „Wish You Were Here" zaśpiewana przez Alice'a Coopera z akompaniamentem australijskich gitarzystów grających na akustycznych instrumentach i Ricka Wakemana na fortepianie. To wzruszający hołd dla legendy Pink Floyd i Syda Barretta.

Orkiestra zaczyna swą partię od podzielonego na cztery części utworu „Shine On You Crazy Diamond". Trzeba przyznać, że doskonale wykorzystano możliwości dynamiczne różnych sekcji muzycznych. Ze smyczkami i instrumentami dętymi kontrastują gitarowe akordy i to najciekawsze muzyczne doznanie albumu.

Alice Cooper powraca w mrocznym utworze „Welcome to the Machine", gdzie śpiew staje się drapieżny, po prostu w jego stylu. Orkiestra tworzy dramatyczny nastrój. Na finał orkiestra wykonała temat „Eclipse" z albumu „Dark Side of the Moon" Pink Floydów. Ciekawe doznanie dla fanów legendarnego zespołu.