Wino i konfitury wyjątkowo sprzyjają wypoczynkowi, a więc i człowieczeństwu. Klasztor w Tyńcu własnych winnic wprawdzie nie uprawia, ale ma, od 2006 roku, Jednostkę Gospodarczą Benedicite.
Jej cel jest prosty i zbożny zarazem: realizacja projektu „Produkty benedyktyńskie”. Mnisi, ci z Tyńca i z całej Europy, ba! z Ameryki Łacińskiej czy Sri Lanki, mają ogromny dorobek kulinarny, receptury praktykowane przez stulecia. Uznali, że nadszedł czas, aby się nimi podzielić.
Przed wiekami dla lokalnych społeczności, w których funkcjonowały klasztory benedyktyńskie, były one ostojami duchowości, propagowały najwyższe wartości, etos pracy. Ale też – uchowaj Boże! – nie miały w pogardzie ciała, ustanawiały bowiem standardy kulinarne.
Świętegoskusiłaby konfitura brzytewka (wiśnie z rumem) albo musztarda piekielna (z chrzanem)
Dziś, w dobie globalizacji, nawet klasztor nie może i jak widać nie chce ograniczać kręgu ludzi, na jakich ma wpływ. Tyniecką drukarnię opuszczają nie najgorsze książki, z tynieckiej kuchni wychodzą nie najgorsze receptury, takie jak zawarte w książce „Benedyktyńskie smaki i smaczki. Sekrety kuchni opactwa w Tyńcu”.
Dobrze o nich czytać, bez porównania lepiej ich spróbować. A można to zrobić stosunkowo łatwo, bo mnisi sprzedają je w sklepiku przyklasztornym, w 19 butikach na terenie całej Polski i w sklepie internetowym. Oferują produkty sporządzane „jak Bóg przykazał”, czyli tradycyjnymi metodami, bez konserwantów i sztucznych barwników.
Świętego skusiłaby konfitura brzytewka (wiśnie z rumem), musztarda piekielna (z chrzanem), kluseczki św. Maura (w oleju z papryką i ziołami). No i jeszcze kusztyczek jałowcówki (49 proc.) albo krupniku korzennego (45 proc.).
Ale bez przesady. „Człowiek, który odżywia swe ciało z miarą, ma pogodne i towarzyskie usposobienie. Dzieje się tak, że gdy człowiek bez umiaru dostarcza ciału pożywienia i napojów albo na odwrót, skąpi mu ich – dusza czyni go słabym i chorym, albowiem wówczas ona również zatraca swą wrodzoną harmonię”. Niech sobie współcześni dietetycy nie pochlebiają, że wymyślili proch. Te słowa napisała w XII wieku św. Hildegarda z Eibingen.
Ojciec Zygmunt Galoch, dyrektor Benedicite, Jednostki Gospodarczej Opactwa Benedyktynów w Tyńcu, częstował cukierkami klasztornymi (aromatyczne zioła i olejki zatopione w karmelu) i wykładał ideę przedsięwzięcia.
Większość z tych kulinariów nie powstaje w klasztorze, ale wszystkie przygotowywane są na podstawie zakonnych receptur i pod słowem honoru (oraz dyskretną kontrolą) danym zakonowi, że jakość jest przestrzegana. Na przykład, wszystkie sery oferowane w ramach produktów benedyktyńskich powstają w tradycyjny sposób w małej, zaprzyjaźnionej z tynieckim opactwem mleczarni. Zarobione na sprzedaży pieniądze trafiają na remont klasztoru, gmachu ogromnego.
Drzewiej królowie, książęta krwi, możnowładcy czynili zapisy i legaty na rzecz klasztorów. Dziś zakonnicy muszą szukać innych źródeł na sfinansowanie kosztownych prac konserwatorskich i renowacyjnych. Na pewno pomogą im w tym bywalcy restauracji (na 210 miejsc), która niebawem zaprosi na befsztyk przeora z winem furtiana.
Tyniecką drukarnię opuszczają nie najgorsze książki, z tynieckiej kuchni wychodzą nie najgorsze receptury
Ale, jak zauważa ojciec Galoch (cukierki tynieckie rozwiązują języki), niektóre produkty mogłyby powstawać nie tylko według klasztornej receptury pod okiem zakonników, ale wręcz w klasztornych kuchniach. Pomogłoby to finansowo choćby żeńskim klasztorom, gdyby siostry też smażyły konfitury sprzedawane jako produkty benedyktyńskie.
O tym wszystkim dowiadywali się uczestnicy degustacji klasztornych win z Niemiec, Austrii, Włoch, Czech, Słowenii i Węgier. Przyjęcie odbywało się w sali na drugim piętrze tynieckiego klasztoru, gdzie zgodnie z regułą wszystkich powitał opat. Wszystkie flasze (a było ich czterdzieści i jedna), opatrzone akcyzą, można kupić, ale wyłącznie w sklepach z produktami benedyktyńskimi. Degustowali wytrawni znawcy wytrawnych oraz laicy niemający zielonego pojęcia o dionizjakach, ale za to reprezentujący media. Laicy kręcili nosem nad winem Ćviczek (po polsku Ćwoczek) z winnicy kartuzów w Słowenii (Kwas, panie kolego, kwas), a znawcy kwitowali go z uznaniem (Proste, panie kolego, bezpretensjonalne, ale nieoczekiwanie dobrze zrównoważone). Przy flaszy Infusio Anno Domini 2006 z klasztornej tłoczni na równinie Panonii laicy cmokali z uznaniem (Ooo! ciekawe), a znawcy unosili brwi ze zdziwienia (Co to takiego? Gghhhgull! Do gabinetu osobliwości! ).
Jednak największą osobliwością są ceny tych win. Wielebni ojcowie, nie miejcie za złe szczerości, ale ceny podzielcie przez pół. Zresztą, podczas degustacji i tak najlepszy był chleb pielgrzymi według starej receptury klasztoru benedyktyńskiego w Fishingen w Szwajcarii: ciemna mąka pszenna i żytnia, suszone figi, gruszki, jabłka, śliwki, morele, rodzynki i orzechy.
Dopiero jedząc ten chleb i popijając arcibiskupske zamecke vino (muskat z Moraw), człowiek ma szansę zrozumieć, dlaczego do słów św. Benedykta z Nursji, założyciela zgromadzenia – „Ora et labora” (módl się i pracuj) – tynieccy benedyktyni dodają: „i nie bądź smutny”.
Tyniec, przy opactwie, Benedyktyńska 37
Białystok, Malmeda 11/15
Bielsko-Biała, pl. Wojska Polskiego 4
Gdynia, 10 lutego 2
Gliwice, Kaczyniec 15
Kołobrzeg, Dworcowa 6
Koszalin, Kardynała Wyszyńskiego 2 A
Kraków, Krakowska 29
Kraków, Rynek Dębnicki 10
Łódź, Piotrkowska 200
Nowy Sącz, Sobieskiego 14
Piekary Śląskie, Bytomska 165
Piotrków Trybunalski, Rynek Trybunalski 11
Rzeszów, Przemysłowa 3
Sopot, Al. Niepodległości 718
Szczecin, Al. Wyzwolenia 29/U/1.4
Toruń, Żeglarska 5
Wrocław, Piłsudskiego 75-81
Zabrze, Sienkiewicza 36
Opactwo benedyktynów www.benedicte.pl